"Deklaracja o Podziwie i Przyjaźni dla Stanów Zjednoczonych" była gestem, wdzięczności za amerykańskie wsparcie - na drodze do niepodległości i po jej odzyskaniu. Zebrano 1,3 miliona podpisów polityków, urzędników, nauczycieli, i przede wszystkim dzieci, różnych wyznań i z różnych środowisk. Mieli jedno wspólne przesłanie zbiorowe "dziękujemy".
- Wtedy to reklamowano jako największy list jednego narodu do drugiego, bo właściwie podzięka jest dla społeczeństwa amerykańskiego, a nie tylko jego władz. To jest rzeczywiście unikat. Nie spotkaliśmy niczego podobnego - mówił Zbigniew Gluza, redaktor naczelny kwartalnika "Karta".
Gigantyczna pomoc Amerykanów dla niepodległej Polski
Jak tłumaczył redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" Jacek Stawiski, powstanie niepodległej Polski po I wojnie światowej nie było przesądzone. Potrzebne było poparcie ówczesnych mocarstw. Dzięki kontaktom Ignacego Paderewskiego z administracją prezydenta USA Woodrowa Wilsona prezydent zadeklarował, że jednym z celów wojennych, a także celów powojennego ładu, powinno być powstanie państwa polskiego.
To był słynny, trzynasty punkt pokojowego planu Wilsona. Ale na tym zaangażowanie Ameryki się nie skończyło. W wyniszczonej wojną Polsce brakowało dosłownie wszystkiego. Wtedy z pomocą przyszła Amerykańska Administracja Pomocy kierowana przez Herberta Hoovera.
- To była pomoc ratunkowa, to nie jest słowo przesadne. Pomoc była gigantyczna. To się działo miedzy 1919 a 1922 rokiem - podkreślił Zbigniew Gluza.
Do Polski trafiły wówczas tysiące ton jedzenia, leków, sprzętu i odzieży. Z pomocy każdego miesiąca korzystało około miliona dzieci, którym wydano łącznie ponad 700 milionów posiłków.
Historia "adresu dziękczynnego" dla USA
Z pomysłem "adresu dziękczynnego" wyszedł stojący na czele Amerykańsko-Polskiej Izby Handlowo-Przemysłowej Leopold Kotnowski. Szatę graficzną zaprojektowali najlepsi ówcześnie polscy artyści. Każde województwo miało swoją wyjątkową kartę tytułową. W ciągu kilku miesięcy zebrano podpisy obywateli z niemal całego kraju. Najmłodsi podpisujący byli równolatkami niepodległej Polski. Co ciekawe, długo przyjmowano, że sygnatariuszy było aż 5,5 miliona.
Deklarację - z okazji 150-lecia powstania Stanów Zjednoczonych - przekazano na ręce prezydenta Calvina Coolidga i na 70 lat o wszystkim zapomniano.
Deklarację odkryli pracownicy Biblioteki Polskiej przy Bibliotece Kongresowej. Wówczas ambasadorem w Waszyngtonie był Jerzy Koźmiński. - Pamiętam, sprawdziłem w kalendarzu, był 23 sierpnia 1996 roku. Miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć trzy wybrane tomy - relacjonował.
Moment był wtedy niezwykle ważny, bo Polska starała się wówczas o wejście do NATO. - W Waszyngtonie była delegacja ministra obrony RP, gospodarzem był sekretarz obrony USA. Wykorzystaliśmy to, żeby opowiedzieć o tym niezwykłym odkryciu. To zrobiło wrażenie - opowiadał były ambasador.
Konkurs "Zbiorowy portret stulecia" pod patronatem TVN24
Deklaracja musiała jednak poczekać kolejnych kilkanaście lat by, dzięki wysiłkom Polaków, ją zdigitalizowano. Ośrodek Karta opracował podpisy - i dziś każdy może - na portalu polska1926.pl poszukać śladu swojego przodka.
Stąd organizowany przez Kartę, wraz z Polsko-Amerykańską Fundacją Wolności, konkurs "Zbiorowy portret stulecia". Jest on adresowany do młodzieży.
- Konkurs jest taką zachętą do odnajdywania podpisów osób z bliskiego otoczenia, z rodziny, ze szkoły, z miejscowości, z miasta, swojej okolicy. Odnajdowania podpisów, szukania dokumentów, materiałów na temat losów tych osób, co się z nimi działo dalej oraz takiego kreatywnego przetworzenia i pokazania tego - tłumaczyła Alicja Wancerz-Gluza z Fundacji Ośrodka Karta.
Akcja objęta jest patronatem TVN24. Fundatorem jest Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności w ramach programu "Szkoła Ucząca Się".
Prace konkursowe można wysyłać do 5 maja. Nagrodą jest wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Wszystkie szczegóły i przede wszystkim - podpisy są na stronie polska1926.pl
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24