Najpierw zajęła się nią znajoma mojej żony, ale sama nie miała warunków, nie znalazła też chętnych, postanowiła więc oddać Sonię do schroniska. Wtedy zabraliśmy ją do siebie.
Daliśmy jej jeść i powiedzieliśmy, jak się nazywa. Na imię jeszcze nie reaguje, sika gdzie popadnie (wczoraj wyszła pierwszy raz na spacer), gryzie co się da (najchętniej nasze ubrania) i ładuje nam się do łóżka, najlepiej na nasze głowy. Bawi się zabawkami po Felku (patrz: „Feluś – uśmiechnięta zmarszczka”), a w przeszklonej szafie odkryła swoją „lustrzaną koleżankę”. W ten sposób liczba kobiet w naszym domu lawinowo rośnie…
Kończę, bo muszę wracać do domu, panie czekają…
Zdjęcie (): 527000
Zdjęcie (): 529581
Zdjęcie (): 527005