Mordo Ty Moja - odcinek drugi

Mordo Ty Moja nie musiał jechać na Ukrainę, by znaleźć się wśród przyjaciół i po raz kolejny trafić na czołówki serwisów informacyjnych. Niestety MTM nie dostał się tam, dlatego że znakomicie pił do swoich przeciwników polityczych, ale że pił... pewnie syrop.

Współczuję Mordzie Ty Mojej, bo ma wielu przyjaciół, więc swojskich występów zobaczymy jeszcze kilka. Wątroba może tego nie wytrzymać. Mordo Ty Moja zaprzecza, że pił. Wytłumaczył, co się stało. Biedaczek, przebywając na Filipinach, złapał chorobę tropikalną i bierze leki. Wydaje mi się jednak, że co prawda zaszkodziło mu, ale raczej za dużo Apple Brandy, czyli alkoholu produkowanego na Filipinach z palmy kokosowej. Mam graniczące z pewnością przeczucie, że Mordo Ty Moja owszem jest chory, ale na dolegliwość, którą leczą m.in. na spotkaniach AA.

Nie wiem więc, komu bardziej współczuć:* sztabowi – bo ich lokomotywa wyborcza jest totalnie zalana,* Mordzie Ty Mojej i jego rodzinie – bo idzie w zaparte i nie chce się poddać leczeniu,* niektórym wyborcom – bo widzieli w Mordzie Ty Mojej antidotum na - ich zdaniem – fatalne rządy PiS. Fatalnie jednak na razie wygląda to antidotum.

Przed ostatnią debatą usłyszałem anegdotę. Mordo Ty Moja miał być trzymany przez cały dzień w zamkniętym pokoju, w którym nie miał prawa zapaść na tropikalną chorobę.

Wtedy była to anegdota.

Dziś uważam, że dużo w niej prawdy

Czytaj także: