Największy błąd przy wielkanocnym stole. Dietetyk: nie chodzi o to, ile zjemy

shutterstock_2440591829
Sebastian Dzuła, dietetyk kliniczny był gościem Joanny Kryńskiej
Przed nami Wielkanoc i najbardziej obfite śniadanie w roku - a wraz z nim dobrze znany lęk przed przejedzeniem i liczeniem kalorii. Nauka mówi: to właśnie syty poranek może decydować o naszej wadze bardziej niż to, co zjemy później. Czy żurek, faszerowane jajka i sałatka jarzynowa mogą więc działać na naszą korzyść? Zapytaliśmy dietetyka klinicznego Sebastiana Dzułę.

Wielkanocny stół ugina się od jajek, sałatek z majonezem, żurku i słodkich mazurków. To nie tylko tradycja, ale też wyzwanie dla naszego układu trawiennego. Jak pokazują jednak badania, o tym, jak świąteczne menu wpłynie na naszą formę, decyduje nie tylko liczba kalorii, lecz także moment ich spożycia, tempo jedzenia i nasze indywidualne uwarunkowania metaboliczne.

Dlaczego godzina jedzenia ma znaczenie?

Współczesna dietetyka coraz mocniej podkreśla znaczenie tzw. chronoodżywiania. Jak wynika z badań opublikowanych przez specjalistów z Uniwersytetu Telawiwskiego w czasopiśmie "Obesity", większość kalorii lepiej spożywać na śniadanie niż późnym popołudniem czy wieczorem. Naukowcy wykazali, że kobiety z nadwagą, które koncentrowały podaż energii rano, chudły skuteczniej niż te, które przyjmowały tę samą liczbę kalorii w późniejszych porach dnia. Śniadanie staje się więc fundamentem codziennego żywienia - co w kontekście nadchodzącej Wielkanocy nabiera szczególnego znaczenia.

Analizy przeprowadzone w Hiszpanii i opublikowane w "Nutrients" potwierdzają tę zależność: rezygnowanie z porannego posiłku bezpośrednio sprzyja otyłości. Co więcej, zbyt późny lunch - jedzony po godzinie 15 - znacząco utrudnia redukcję masy ciała, a kolacja jedzona zaledwie dwie godziny przed snem wyraźnie zwiększa ryzyko nietolerancji glukozy i rozwoju cukrzycy.

Jak to więc jest z tym "najważniejszym" posiłkiem dnia? Dietetyk kliniczny Sebastian Dzuła zaznacza w rozmowie z tvn24.pl, że choć śniadanie odgrywa istotną rolę, należy patrzeć na nie w kontekście całego dnia. - Przyjęło się, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia i badania w pewnym sensie to potwierdzają. Nie powiedziałbym jednak, że jest najważniejsze, bo wszystkie posiłki są ważne i pełnią swoją funkcję - podkreśla ekspert.

Jak dodaje, poranny posiłek jest przede wszystkim potężnym narzędziem psychologicznym. - Dzięki niemu łatwiej kontrolować odruchy i impulsy. Wiele osób ma trudność z utrzymaniem swoich postanowień, bo w ciągu dnia pojawiają się automatyczne zachowania zakorzenione w rutynie - zamiast posiłku sięgamy wtedy po coś przypadkowego, szybkiego - wyjaśnia Dzuła.

Ważne co, ale ważniejsze - jak jemy

Nauka idzie jednak dalej niż samo wyznaczanie godzin posiłków. Kluczowym, a często pomijanym czynnikiem, pozostaje także tempo jedzenia. Hormony jelitowe odpowiedzialne za uczucie sytości zaczynają być wydzielane najwcześniej po około 15 minutach od rozpoczęcia posiłku. Jeśli jemy zbyt szybko, zanim organizm zdąży wysłać sygnał "dość", łatwo przekraczamy nasze rzeczywiste potrzeby.

W praktyce oznacza to, że łapczywe sięganie po wielkanocne przysmaki sprzyja przejadaniu się, pogarsza trawienie i podnosi poziom cukru we krwi. Jak pokazują badania, dokładne przeżuwanie mniejszych kęsów nie tylko wspiera pracę układu pokarmowego, ale też realnie ułatwia kontrolę masy ciała. Dlatego znaczenie ma nie tylko to, co jemy, ale również - jak jemy.

Ile kalorii powinno mieć idealne śniadanie?

Pytanie o optymalną kaloryczność śniadania budzi wiele emocji, jednak Sebastian Dzuła sięga tu po obrazową metaforę. - To trochę tak, jakby zapytać, jaki rozmiar buta jest dla kogoś odpowiedni. To, ile potrzebujemy kalorii, zależy od wzrostu, wieku, płci, rodzaju pracy i poziomu aktywności - tłumaczy dietetyk.

Jak dodaje, w przypadku osoby o średniej aktywności fizycznej optymalne śniadanie powinno mieścić się w granicach 400-500 kcal. Jednak u osób pracujących fizycznie lub intensywnie trenujących zapotrzebowanie może wzrosnąć nawet do 800-900 kcal. - Kobieta ważąca 80 kg i mająca 180 cm wzrostu będzie miała zupełnie inne potrzeby niż osoba ważąca 50 kg i prowadząca siedzący tryb życia - zaznacza ekspert.

Co więc powinno znaleźć się w "porządnym" śniadaniu, które nasyci nas na długo? Według Dzuły fundamentem są białko i błonnik. Dietetyk odradza posiłki oparte wyłącznie na węglowodanach, takie jak biała bułka czy popularne płatki na mleku, które szybko podnoszą poziom cukru i równie szybko wywołują głód. Zamiast tego rekomenduje:

  • Białko: chudy drób, dobrej jakości wędliny, twaróg, serek wiejski czy bogate w proteiny jogurty typu skyr.
  • Ryby: np. wędzona makrela lub łosoś.
  • Węglowodany złożone: ciemne pieczywo, np. grahamka lub chleb wieloziarnisty.
  • Warzywa: dowolne, sezonowe, które dzięki błonnikowi zapewnią uczucie sytości.

Jajka, majonez i triki dietetyka

Zamiast skrupulatnego liczenia kalorii, lepiej skupić się na samopoczuciu.
Zamiast skrupulatnego liczenia kalorii, lepiej skupić się na samopoczuciu.

Wielkanoc to czas jajek, które przez lata budziły kontrowersje. Jak wynika z aktualnej wiedzy, nie są one szkodliwe, ale ich ilość powinna być dobierana indywidualnie. Osoby z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym powinny ograniczyć się do około siedmiu sztuk tygodniowo, podczas gdy osoby zdrowe mogą pozwolić sobie na więcej. - Ważniejsze jest jednak to, w jakim towarzystwie te jajka się pojawiają. Jajecznica na boczku i maśle nie będzie dobrym wyborem, ale jajko z chudą wędliną, warzywami i odrobiną oliwy może być elementem świetnie zbilansowanego posiłku - komentuje Sebastian Dzuła.

Dla osób będących w trakcie redukcji masy ciała święta mogą być szczególnym wyzwaniem. Czy da się "odchudzić" Wielkanoc bez utraty smaku? Dietetyk przekonuje, że tak - i proponuje proste rozwiązania. - Jeśli do sałatki jarzynowej dodamy mniej majonezu, a część zastąpimy jogurtem naturalnym, większość osób nie zauważy różnicy - mówi. Sugeruje także wybór produktów w wersji "light". - Dla ortodoksyjnych smakoszy może to brzmieć jak profanacja, ale w praktyce różnica jest niemal niewyczuwalna, jeśli o niej nie wiemy, a oszczędność kalorii - naprawdę duża - dodaje.

Kolejnym prostym trikiem jest kolejność spożywania potraw. Aby ograniczyć ilość słodyczy, warto najpierw sięgnąć po dania wytrawne - żurek, jajka czy sałatki. - Kiedy żołądek jest już częściowo wypełniony, a posiłek sycący, po słodkie rzeczy - serniki czy mazurki - sięgamy znacznie rzadziej i w mniejszych ilościach - tłumaczy ekspert.

Warto też wykorzystać potencjał wiosennych nowalijek, do czego namawia dietetyk. Szczypiorek, rzeżucha czy rzodkiewka to nie tylko dekoracja wielkanocnego stołu, ale również źródło antyoksydantów i mikroelementów, które wspierają pracę jelit i całego układu pokarmowego.

Na słodko bez wyrzutów sumienia

W kwestii ciast dietetyk zaleca umiar zamiast restrykcyjnych zamienników. Zjedzenie "dietetycznego" deseru często nie daje pełnej satysfakcji, co w praktyce kończy się sięgnięciem po kolejną porcję. - Kluczowa jest właśnie satysfakcja. Lepiej zjeść mniej "normalnego" ciasta, niż kilka kawałków "odchudzonego". Można spróbować też podejścia pół na pół - przy przygotowywaniu wypieków, część cukru zastąpić erytrolem, zamiast całkowicie z niego rezygnować - podpowiada Dzuła.

Najważniejszą radą na święta pozostaje jednak zachowanie zdrowego dystansu. - Zbyt wiele uwagi poświęcamy tym kilku dniom w skali roku. To naprawdę niewielki wycinek czasu. Jeśli na co dzień - w dni robocze - dbamy o nawyki, nie powinniśmy martwić się tym, ile zjemy w święta - uspokaja ekspert. Zamiast skrupulatnego liczenia kalorii przy stole, lepiej skupić się na samopoczuciu i odpowiednim nawodnieniu - woda i niesłodzone napary to podstawa dobrego trawienia.

Mniej "matematyki", więcej luzu

Co po śniadaniu? Zamiast kolejnej godziny spędzonej w bezruchu i podjadania "w przelocie" między kuchnią a salonem, specjaliści rekomendują aktywność. Tym bardziej że pogoda na święta ma sprzyjać wyjściom na zewnątrz. - Ruch wspomaga nie tylko metabolizm glukozy, ale też poprawia trawienie, zwiększa spalanie kalorii, dotlenia organizm, redukuje stres i podnosi poziom zadowolenia - przypomina dietetyk.

OGLĄDAJ: Jak żyć dłużej i lepiej? Tajemnica długowieczności
shutterstock_1710133339

Jak żyć dłużej i lepiej? Tajemnica długowieczności

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

I zachęca, by zamiast wracać myślami do tego, ile zjedliśmy, zabrać bliskich na spacer i spędzić czas razem również poza stołem. - To najprostszy sposób, by połączyć wielkanocną tradycję z troską o zdrowie i dobrą energię na nadchodzącą wiosnę - podsumowuje ekspert.

Czytaj także: