Uprzedzam głosy oburzenia – kuchnia jest regulaminowa. 4,50 zł na dorosłego zatrzymanego. Do tego kompocik, kawka – a jak kawka, to i prasa (ale dopiero, jak przeczyta pan Oddziałowy). Wesoło? Szkoda tylko, że taka kanada trwa tylko czterdzieści osiem godzin. Potem – choć pewnie żal – Izbę trzeba opuścić. Teraz trochę mniej wesoło.
Stawka żywieniowa na organizowanych przez samorząd województwa kujawsko-pomorskiego koloniach zimowych dla młodzieży z uboższych domów: 4,20 zł
Stawka żywieniowa w Szpitalu Psychiatrycznym w Choroszczy: 3,20 zł
Stawka żywieniowa w szpitalu w Sokółce: 2,80 zł
Ktoś może zarzucić, że to populizm – ale mi trudno jednak taką sytuację zrozumieć. Że co, chorzy są słabsi to i mniej jedzą? Bo rozumiem, że w desancie w Wojsku Polskim karmią za ponad 10 złotych dziennie. Ale w desancie praca ciężka, lata się po niebie albo poligonie to i człowiek spali. A w więzieniu? No chyba, że uznamy, że gdy człowiekowi nudno, to robi się głodny. A głodny – wiadomo. Zły. Najedzony – dobry. A dobry krzywdy już nikomu nie zrobi. I od razu sam się resocjalizuje. Tak proste, że aż genialne. Resocjalizacja risottem. Risottalizacja.
Swoją drogą, to pizzerie z nas zdzierają. Zatrzymanemu serwują menu dnia za 4,50 a wolny człowiek za to samo (kucharz zaręcza, że za to samo) płaci pewnie 15 złotych. I gdzie tu jest – jakkolwiek dwuznacznie by to nie zabrzmiało – sprawiedliwość? W anclu?!