Kardynał Stanisław Dziwisz zeznaje w sprawie o molestowanie. Tym razem zjawił się w sądzie

Kard. Stanisław Dziwisz przed Sądem Okręgowym w Krakowie
Stanisław Dziwisz przed sądem
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Paulina Domaradzka, TVN24
Kardynał Stanisław Dziwisz zjawił się w poniedziałek w sądzie, by złożyć zeznania w sprawie molestowania ministranta przez księdza. Duchowny był wzywany już wcześniej, jednak dwukrotnie nie stawił się na rozprawie i prosił, by go nie wzywać.
Kluczowe fakty:
  • Sprawa dotyczy molestowania Janusza Szymika przez księdza Jana Wodniaka. Wodniak molestował dzieci od lat 80. aż do lat 2000. Został skazany w procesie kanonicznym, a jego nazwisko trafiło do publicznego rejestru przestępców seksualnych.
  • Dziwisz przekonywał, że chociaż znał księdza Wodniaka, to nigdy nie widywał go w Watykanie.
  • Hierarcha zeznał, że nigdy nie był z Janem Wodniakiem na plaży. Po okazaniu dowodu w postaci zdjęć stwierdził, że "wszyscy byli bardzo młodzi".
  • Po okazaniu listów od ks. Isakowicza-Zaleskiego, który informował kardynała o czynach Wodniaka w 2008 i 2009 roku Dziwisz stwierdził, że nigdy w życiu ich nie widział. - To nie są moje listy, nie otrzymałem ich - powiedział.
  • - Z powodem, z panem Szymikiem, rozmawiałem przez telefon, nie wiem, kiedy to było. Powód zgłosił prośbę o przyjęcie, odpowiedziałem, że mogę go przyjąć jako duszpasterz. Po jakimś czasie zadzwonił, że chce przyjść z adwokatem. Ja chciałem przyjąć powoda, ale nie z adwokatem – mówił kardynał. W tym momencie głos zabrał Janusz Szymik, mówiąc, że nigdy nie rozmawiał z Dziwiszem przez telefon.

Przesłuchanie kardynała zaczęło się w poniedziałek rano przed krakowskim sądem okręgowym.

- Znałem wszystkich księży w diecezji, jak byłem sekretarzem, kapelanem arcybiskupa Wojtyły. Wzywałem ich na audiencje, ale nie miałem kontaktów osobistych, nie miałem kontaktów przyjacielskich – mówił przed sądem Dziwisz.

Hierarcha stwierdził, że o sprawie molestowania nic nie wiedział. – Z kardynałem Macharskim żyliśmy w przyjaźni, ale ta przyjaźń nie polegała na tym, żeby on mi mówił o wszystkich sprawach diecezjalnych – zaznaczył. Dodał, że przez 27 lat przebywał w Watykanie.

- I nie interesowałem się, bo nie miałem sposobu i nie chciałem, tym, co się działo w Polsce i w diecezji - powiedział.

OGLĄDAJ: Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza
pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji

Nowy wątek w sprawie

Kardynał był też dopytywany w sądzie, w jakich okolicznościach Jan Wodniak przestał być sekretarzem Franciszka Macharskiego. – Zasłaniał się niewiedzą, przekonywał, że to były prywatne sprawy księdza Macharskiego. Przypomnę, że ks. Wodniak, gdy nagle przestał być sekretarzem kard. Macharskiego został przeniesiony do odległej parafii w Międzybrodziu Bialskim. Tam został proboszczem i przez wiele lat gwałcił i molestował Janusza Szymika – relacjonuje Marcin Kwaśny, reporter TVN24.

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sprawie pojawił się nowy wątek. Archidiecezja Krakowska złożyła dokumenty w których domaga się, by za przestępstwa Wodniaka finansowo odpowiadała nie tylko kuria, ale także Skarb Państwa. – To dlatego, że były ksiądz Jan Wodniak był tajnym współpracownikiem SB i przez SB miał być kryty – wyjaśnia Kwaśny.

"Przykry" list

Dziwisz przekonywał, że chociaż znał księdza Wodniaka, to nigdy nie widywał go w Watykanie, kard. Macharski zawsze przyjeżdżał tam sam. Zastrzegł jednak, że "jeśli [Wodniak w Rzymie – red.] był, to być może był w większej grupie na audiencjach czy na mszy świętej".

Hierarcha zeznał, że nigdy nie był z Janem Wodniakiem na plaży. Po okazaniu dowodu w postaci zdjęć stwierdził, że "wszyscy byli bardzo młodzi" i że na jednym ze zdjęć rozpoznał księdza Kowalika.

To ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski miał prosić Dziwisza o interwencję w sprawie Wodniaka.

- Otrzymałem wówczas od księdza list. Czytałem ten list, wczoraj nawet znalazłem kopię. (…) Dla mnie ten list był przykry, bo odnosił się nie tylko do księdza Wodniaka, ale też do innych księży. To zostało przekazane do Stolicy Apostolskiej. O Wodniaku tam było tylko kilka zdań. Nie pojawiało się nazwisko Szymik, ale musiałbym to jeszcze sprawdzić. Było przede wszystkim oskarżenie księży o współpracę z SB. Ten list do mnie skierowany to była raczej notatka o sytuacji – mówił Dziwisz.

Po okazaniu listów z 2008 i 2009 roku Dziwisz stwierdził, że nigdy w życiu ich nie widział. - To nie są moje listy, nie otrzymałem ich od księdza Isakowicza-Zaleskiego - powiedział.

"Chciałem przyjąć powoda, ale nie z adwokatem"

Dziwisz stwierdził też, że o sprawie Janusza Szymika dowiedział się "teraz, z prasy" i że do 1992 roku nie dotarły do niego żadne informacje o występkach Jana Wodniaka.

- Z powodem, z panem Szymikiem, rozmawiałem przez telefon, nie wiem, kiedy to było. Powód zgłosił prośbę o przyjęcie, odpowiedziałem, że mogę go przyjąć jako duszpasterz. Po jakimś czasie zadzwonił, że chce przyjść z adwokatem. Ja chciałem przyjąć powoda, ale nie z adwokatem – mówił kardynał. W tym momencie głos zabrał Janusz Szymik, mówiąc, że nigdy nie rozmawiał z Dziwiszem przez telefon.

W zeznaniach pojawił się też wątek Tadeusza Rakoczego, biskupa diecezji bielsko-żywieckiej. Rakoczy został w 2021 roku ukarany przez Watykan za zaniedbania dotyczące nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych z diecezji wobec osób małoletnich. Dziwisz potwierdził, że duchowny jest jego przyjacielem, jednak o tej sprawie nigdy nie rozmawiali. - My ubolewamy, że został ukarany. On bardzo cierpi, miał załamanie. Czas zaciera pewne fakty – mówił krakowski duchowny.

Były ministrant pozywa kurię

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie od połowy czerwca toczy się proces o 20 milionów złotych zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej i parafii w Międzybrodziu Bialskim dla Janusza Szymika, który w latach 1984-1989 jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza ks. Jana Wodniaka.

Jednym ze świadków w procesie jest kardynał Stanisław Dziwisz. Zdaniem pełnomocników powoda mógł on wiedzieć o działaniach Wodniaka, ponieważ dostawał sygnały z prośbą o interwencję w tej sprawie od księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

Kard. Stanisław Dziwisz przed Sądem Okręgowym w Krakowie
Kard. Stanisław Dziwisz przed Sądem Okręgowym w Krakowie
Źródło zdjęcia: Paulina Domaradzka, TVN24

Nie zjawił się na rozprawach

Sąd planował przesłuchać hierarchę już w czerwcu, ale wówczas był on chory. Wezwany w lipcu kardynał również nie pojawił się w sądzie. Jak poinformowała sędzia Monika Szczepaniec-Czech, powodem nieobecności był zaplanowany wcześniej urlop, w tym wyjazd do Watykanu.

Jak przekazała sędzia, do sądu wpłynęło pismo, w którym kardynał Dziwisz wskazał, że nie ma wiedzy w tej sprawie, a w latach 1978-2004 przebywał w Rzymie. Powołując się na swój wiek i stan zdrowia oraz zalecenia lekarzy, napisał, że nie może brać udziału w czynnościach wywołujących u niego stres, a także poprosił o niewzywanie go do sądu.

Pełnomocnicy starają się, by także były ksiądz Jan Wodniak był świadkiem w procesie Janusza Szymika. Nie jest jednak znane miejsce jego pobytu. Wezwanie skierowano m.in. do jednego z klasztorów. W środę sąd poinformował, że pod tym adresem nie zostało ono odebrane.

Ksiądz wpisany do rejestru pedofili i gwałcicieli

Jan Wodniak dwukrotnie został wpisany do publicznego Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Wpis został upubliczniony 29 maja, choć został dokonany 12 marca. Jak wskazuje Onet, ksiądz Wodniak miał czas, aby złożyć odwołanie od decyzji Komisji do spraw Przeciwdziałania Wykorzystaniu Seksualnemu Małoletnich poniżej lat 15 - czego nie zrobił.

Wpis z 12 marca dotyczy czynów z lat 2002-2005 wobec osoby poniżej 15. roku życia. Śledztwo prowadzone wcześniej przez Prokuraturę Rejonową w Żywcu zostało umorzone z powodu przedawnienia.

Państwowa Komisja do spraw Przeciwdziałania Wykorzystaniu Seksualnemu Małoletnich poniżej lat 15 ustaliła, że ksiądz Wodniak we wspomnianym okresie "dopuścił się wobec małoletniego poniżej lat 15 (…) innej czynności seksualnej polegającej na przytulaniu podczas powitania, wkładaniu rąk pod jego koszulkę i dotykaniu pleców".\

Pierwszy wpis dotyczący Jana Wodniaka trafił do rejestru 3 lutego 2026 r. Dotyczy wydarzeń, do których dochodziło od marca 1984 roku do 19 lutego 1987.

Sąd nie miał wątpliwości, ale...

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia za krzywdy będące skutkiem nadużyć seksualnych, jakich dopuścił się wobec niego ks. Jan Wodniak. Archidiecezja Krakowska i parafia mają odpowiadać za te czyny jako zwierzchnicy księdza.

W 2025 r. Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej przyznał mężczyźnie 400 tys. zł zadośćuczynienia od Diecezji Bielsko-Żywieckiej za brak reakcji na doniesienia o nadużyciach seksualnych. Sąd nie miał wątpliwości, że Szymik "został wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez proboszcza". Uznał jednocześnie, że za winę księdza nie ponosi odpowiedzialności Diecezja Bielsko-Żywiecka, powstała dopiero w 1992 r., lecz Archidiecezja Krakowska, ponieważ to jej podwładnym był wówczas międzybrodzki proboszcz.

Janusz Szymik na sali Sądu Okręgowego w Bielsko-Białej
Janusz Szymik na sali Sądu Okręgowego w Bielsko-Białej
Źródło zdjęcia: PAP/Jarek Praszkiewicz

Szymik w przeszłości był ministrantem. Jak wskazywał, po raz pierwszy został skrzywdzony przez ks. Jana Wodniaka, ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, gdy miał 12 lat. Po powstaniu diecezji bielsko-żywieckiej w 1992 r. Szymik opowiedział o wszystkim jej ordynariuszowi, bp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pozostało to bez echa.

Działania Kościół bielsko-żywiecki podjął dopiero w 2014 r., gdy nowym ordynariuszem został bp Roman Pindel. Doszło wtedy do procesu kanonicznego, w którego trakcie ks. Jan Wodniak przyznał się do współżycia z nieletnim. Wówczas został zawieszony, a potem ukarany przez Kościół.

Kardynał Grzegorz Ryś o tym, kiedy powstanie komisja do spraw pedofilii w Kościele
Źródło: Fakty po Faktach TVN24
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: