"Mohammed to przeciwieństwo jego stryjów, byłych królów, którzy władzę opierali na wewnątrzrodowym kompromisie i z obawy o przyszłość dynastii zwracali się ku ekstremalnemu konserwatyzmowi. Tron obejmowali już jako zasuszeni starcy niemający ani dość odwagi, ani dość energii, by wprowadzać zmiany. Książę był za to młody i tryskał życiem" - tak brzmi wstęp do książki "Ropa i krew" autorstwa Bradleya Hope'a i Justina Schecka. Nagradzani dziennikarze "Wall Street Journal" rzucili w niej światło na kulisy wybicia się młodego arystokraty na prowadzenie w wyścigu po saudyjski tron.
Choć jego ojciec Salman ibn Abd al-Aziz jest królem od 2015 roku to długo nie było oczywiste, że to MBS zostanie jego następcą. W rodzie Saudów sukcesji w linii prostej nie praktykowano od dekad, a władza skupiona była nie w ręku jednego monarchy, a licznych, bajońsko bogatych książąt.
Faworytem w kolejce do tronu był starszy od MBS o 26 lat kuzyn Muhammad ibn Najif. 21 czerwca 2017 r. król Salman zdecydował jednak o zastąpieniu go na stanowisku księcia koronnego swoim synem.
Młody książę zadbał o to, żeby starszyzna nie stanowiła zagrożenia dla jego pozycji. 4 listopada 2018 r. pod zarzutem walki z korupcją służby aresztowały prawie 400 przedstawicieli elit państwowych. W tym ministrów i członków rodziny królewskiej. Przetrzymywano ich w luksusowym hotelu Ritz-Carlton w stolicy kraju Rijadzie, co nie znaczy, że mieli komfortowe warunki. Tygodniami, niektórych miesiącami przesłuchiwano. Media donosiły, że część internowanych była torturowana. Jak informował "New York Times", 17 osób pobyt w luksusowym areszcie zakończyło w szpitalu, a jedna przypłaciła go życiem.
"WSJ" szacował, że dzięki zabezpieczeniu przez służby ponad 2 tys. kart bankowych saudyjski skarb państwa wzbogacił się wtedy o 800 miliardów dolarów. Te pieniądze miały się potem przydać do realizacji ambitnych planów inwestycyjnych młodego księcia.