Dramat rozegrał się 13 lutego tuż po godzinie 12 w miejscowości Jaworze w województwie świętokrzyskim. Strażacy zostali wówczas wezwani do pożaru domu jednorodzinnego.
Do szpitala trafiły wówczas trzy osoby: 74-latek, jego 43-letnia córka oraz 11-letni wnuk. Według ustaleń śledczych pożar nie był nieszczęśliwym wypadkiem. Za podpaleniem miał stać 74-latek, który zmarł w szpitalu.
"Zamiar dokonania zabójstwa"
Jak poinformował prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach, mężczyzna wszedł do domu, a następnie na piętrze budynku - w pomieszczeniu, w którym przebywała jego córka i wnuk - rozlał benzynę i ją podpalił.
"Sposób jego działania wskazywał przy tym, że działał z zamiarem bezpośrednim dokonania zabójstwa tych dwojga pokrzywdzonych ze szczególnym okrucieństwem" - przekazał Prokopowicz.
Na szczęście 74-latek nie osiągnął swojego celu. Duża w tym zasługa świadków, którzy ruszyli z pomocą. Jednym z nich był Tomasz Wroński, strażak z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 2 w Kielcach. Ratownik, widząc pożar, wszedł na balkon i przy pomocy wiader z wodą podawanych przez sąsiadów zaczął gasić ogień. Sam doznał lekkich obrażeń.
Decyzja w sprawie śledztwa
Jak podkreślił prokurator Daniel Prokopowicz, zdarzenie było bardzo poważne i zagrażało życiu wielu osób, w szczególności kobiety i jej dziecka. Oboje doznali oparzeń od ognia. Pożar na czas został jednak ugaszony.
Najpoważniejszych obrażeń doznał sam 74-latek, którego ubranie zajęło się ogniem podczas podpalania benzyny. 16 lutego - po trzech dniach od zdarzenia - zmarł w szpitalu.
"Nie ustalono jednoznacznie motywów działania sprawcy" - przyznał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
W związku ze śmiercią domniemanego sprawcy prokurator umorzył śledztwo w tej sprawie.