Zaczęło się od ugryzienia, o którym nawet nie wiedziała. Mówili, że nie ma szans na przeżycie

Wiola z mężem Andrzejem
Wiola miała przeszczepione serce w trakcie pandemii COVID-19
Źródło wideo: archiwum prywatne
Źródło zdj. gł.: archiwum prywatne
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Zgłosiła się do lekarza z niewielkim kaszlem i bólem pleców. Okazało się, że serce Wioli jest w tragicznym stanie, nienaturalnie powiększone. Nie rozumieli dlaczego. Przecież nic złego się wcześniej nie działo. Po wielu badaniach usłyszeli diagnozę - to powikłanie po boreliozie. Wiola nie wiedziała nawet, że ugryzł ją kleszcz, a nieleczona choroba niszczy jej serce. Leczenie trwało latami. W końcu usłyszała, że konieczny będzie przeszczep, ale na to było już za późno. Jej mąż jednak się nie poddał. Znalazł klinikę, która podjęła się trudnej transplantacji.
Artykuł dostępny w subskrypcji

Wiola mówi, że cała jej historia toczyła się wokół małych zwierząt. Najpierw kleszcz, którego nawet nie zauważyła, a po którego ugryzieniu rozwijała się u niej borelioza. Później pszczoła, która użądliła młodą dziewczynę - to jej serce Wiola ma teraz w sobie.

Pozostało 95% artykułu
Czytaj także: