Pogrzeb rodziny Kaimów. "Trzeba pracować, ale nie kosztem drugiego człowieka"

Katowice

Pogrzeb trzypokoleniowej rodziny KaimówTVN24 Łódź
wideo 2/30

- Nie ferujmy wyroków, nie osądzajmy, dajmy czas tym, którzy mają wyjaśnić tę tragedię. Ona musi nas czegoś nauczyć, żeby ta ofiara nie poszła na marne. Powinniśmy zadać sobie pytanie, gdzie tak pędzimy. Trzeba pracować, ale nie kosztem drugiego człowieka, nie za wszelką cenę. Nic co materialne nie zabierzemy z tego świata. Otwórzmy się na rodzinę, na sąsiadów. Cała nasza społeczność złączyła się w smutku. Oby to współczucie i ta chęć niesienia pomocy pozostała wśród nas - mówił burmistrz Szczyrku na pogrzebie rodziny Kaimów, która zginęła w swoim domu po wybuchu gazu.

Szczyrk pożegnał w czwartek ośmioro członków trzypokoleniowej rodziny Kaimów, która zginęła 4 grudnia w swoim domu w wyniku wybuchu gazu i pożaru. Obok urn, które wnosili strażacy, ustawiono zdjęcia: Józefa i Jolanty, ich wnuka Szymona, siostrzeńca Wojciecha z żoną Anną i trójką dzieci: Marceliną, Michaliną i Stanisławem.

W pogrzebie wzięło udział około półtora tysiąca ludzi. Rodzina, przyjaciele i znajomi, reprezentanci różnych środowisk beskidzkiego kurortu, samorządowcy, poczty sztandarowe, koleżanki i koledzy ze szkół, sąsiedzi, mieszkańcy. Grała kapela góralska.

Czekanie, nadzieja i śmierć

Mszę odprawił i homilię wygłosił biskup bielsko-żywiecki Piotr Greger.

- Człowiek to istota, która, żyjąc na ziemi, ciągle na coś czeka. Małżonkowie czekają na dziecko, dziecko czeka na szkołę, na inną rzeczywistość, dorastający chłopak, dziewczyna czekają, kiedy to życie będą mogli wziąć w swoje ręce. Człowiek czeka na pracę, która będzie nie tylko intratna, ale pozwoli mu realizować życiowe powołanie. Wreszcie umęczony latami wysiłku czeka na spokojną emeryturę. Charakterystyczne, że zawsze czekamy z nadzieją, która jest motorem napędowym, że to, co przed nami, będzie lepsze niż to, co teraz, a już na pewno od tego, co było w przeszłości. W konsekwencji wszyscy czekamy na moment śmierci, czy tego chcemy, czy nie. Z nadzieją, czy z lękiem - głosił biskup.

Mówił, że śmierć Kaimów nastąpiła zbyt szybko, w okolicznościach niespodziewanych i niezwykle tragicznych, co dowodzi, że ludzkie życie na ziemi jest niesamowicie kruche. - Byli w domu, tam, gdzie człowiek ma prawo czuć się bezpieczny podczas prozaicznych działań - przypominał.

- Jako ludzie nie mamy sensownego wyjaśnienia, nie potrafimy wytłumaczyć, zrozumieć, spekulacje pozbawione są racji. Wobec wybuchu gazu jesteśmy bezradni i ludzka argumentacja tego nie wyjaśni - mówił.

"Żadne z dzieci nie miało 10 lat"

Prezydent Andrzej Duda w odczytanym podczas uroczystości pogrzebowych liście napisał, że tragedii, która się wydarzyła w Szczyrku, nie sposób wyrazić słowami. "W jednej krótkiej chwili zginęły dwa małżeństwa i czworo dzieci, z których żadne nie miało jeszcze 10 lat. Chcę wyrazić głęboki smutek z powodu ich tragicznego, niespodziewanego odejścia" – napisał prezydent, składając kondolencje bliskim ofiar. "Jestem przekonany, że zmarli pozostaną na zawsze w pamięci społeczności, jako dobrzy, pracowici, uczynni i serdeczni gazdowie. Takimi zapamiętają ich liczne osoby, które przez kilkadziesiąt lat gościły u nich, na 'Kaimówce', aby tutaj, u stóp Skrzycznego wypoczywać, uczyć się podstaw narciarstwa, czerpiąc z ogromnej wiedzy i doświadczenia zawodniczego i trenerskiego Józefa i Wojciecha Kaimów. Będzie nam ich brakowało. Pozostaje żal, pamięć i modlitwa" – napisał prezydent.

"Gdzie tak pędzimy"

Burmistrz Antoni Byrdy podkreślił pod koniec mszy, że wszystko, co chciałby powiedzieć, będzie blade w stosunku do tego, co czują rodziny zmarłych. - To, co przeżywamy od dwóch tygodni, to nie koszmarny sen, ale dramatyczna rzeczywistość. W obliczu tej ogromnej tragedii żadne słowa nie są w stanie wyrazić i ukoić bólu oraz cierpienia – powiedział.

Zaapelował: - Nie ferujmy wyroków, nie osądzajmy, dajmy czas tym, którzy mają wyjaśnić tę tragedię. Ona musi nas czegoś nauczyć, żeby ta ofiara nie poszła na marne. Powinniśmy zadać sobie pytanie, gdzie tak pędzimy. Trzeba pracować, ale nie kosztem drugiego człowieka, nie za wszelką cenę. Nic co materialne nie zabierzemy z tego świata. Otwórzmy się na rodzinę, na sąsiadów. Cała nasza społeczność złączyła się w smutku. Oby to współczucie i ta chęć niesienia pomocy pozostała wśród nas - mówił.

Poproszony przez bliskich ofiar, odczytał także ich słowa pożegnania.

Kondukt pogrzebowy przeszedł główną ulicą miasta. - Znaliśmy ich tu wszyscy. Czułam potrzebę przyjścia, by ich pożegnać – powiedziała jedna z mieszkanek miasteczka. - Cóż innego możemy dziś zrobić? Ja też jestem matką. Wiem, co przeżywają ci, którzy żyją. Mieszkamy blisko. Byliśmy w bliskim kontakcie. Moi synowie są narciarzami. Bardzo się lubili. To bardzo smutny dzień – powiedziała inna mieszkanka.

Tragedia i zarzuty

Do tragedii w Szczyrku doszło 4 grudnia wieczorem. Wybuch gazu zniszczył całkowicie trzykondygnacyjny dom. Ratownicy znaleźli w gruzach osiem ciał ofiar, w tym czworo dzieci. Sprawę katastrofy wyjaśnia bielska prokuratura okręgowa. Według śledczych, jest ścisły związek między wybuchem, który doprowadził do zawalenia się domu, a podziemnymi pracami wiertniczymi prowadzonymi przez prywatną firmę na zlecenie innej. Uszkodzony został wówczas gazociąg. W środę policja na polecenie prokuratory zatrzymała trzy osoby: Romana D., prezesa firmy budowlanej, która zleciła przewiert, Marcina S. i Józefa D., którzy wykonywali zlecenie. Wszyscy usłyszeli zarzuty sprowadzenia katastrofy. Grozi za to nawet 12 lat więzienia. Śledczy wnioskują o tymczasowy areszt dla zatrzymanych.

Autor: mag / Źródło: TVN 24 Katowice/ PAP