17 lipca po blisko dwóch tygodniach prac Instytut Pamięci Narodowej zakończył ekshumacje w Lublińcu. Wykonywano je w ramach śledztwa. Z dwóch jam grobowych wydobyto ciała 17 mężczyzn i 7 kobiet zmarłych w marcu i kwietniu 1944 roku.
Jak informuje na swojej stronie IPN, na cmentarzu przy dawnym szpitalu psychiatrycznym znajduje się ponad 1,5 tys. ciał - w tym co najmniej 283 dzieci. Pochowano tam przede wszystkim pacjentów placówki, która funkcjonowała tu do początku lat dziewięćdziesiątych.
- W czasie II wojny światowej zginęło tu szacunkowo co najmniej siedem razy więcej osób, niż przed wojną. Przejmowano kolejne budynki - na przykład klasztor oblatów - aby zrobić jeszcze więcej miejsca dla zwożonych osób. Widać tutaj intencję uśmiercania pacjentów - opowiedział nam Adam Kondracki, historyk z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
Czy dorosłych głodzono i truto?
Adam Kondracki wyjaśnił, że wspomniane szacunki udało się zrobić dzięki ogromnej liczbie zachowanych dokumentów - także z okresu okupacji niemieckiej. To między innymi akta pacjentów, co daje ogromną liczbę danych antropologicznych do identyfikacji. Dodatkowymi źródłami jest kompletna księga cmentarna, księgi parafialne oraz dokumenty z Urzędu Stanu Cywilnego.
W Lublińcu w czasie wojny znajdowali się zarówno dorośli, jak i dzieci. Do dziś zachowały się relacje byłych pacjentów dziecięcych (w przeszłości były dwa śledztwa). Adam Kondracki wskazuje, że dzieci głodzono tu i truto barbituranami i są na to zeznania w aktach śledztw.
Barbiturany to środki wykorzystywane w psychiatrii (przede wszystkim w przeszłości), które podawane w wyższych dawkach szkodziły ludziom. Takie postępowanie personelu w połączeniu z głodzeniem prowadziło do zgonu małych pacjentów.
- Być może podobnie postępowano wobec dorosłych. Zeznań co do osób w tym wieku jest niewiele, ale mówią o bardzo dużej liczbie zgonów - dodaje historyk z IPN.
Kości powiedzą prawdę?
W czasie II wojny światowej w Niemczech oraz na ziemiach okupowanych dążono do tego, aby pozbyć się m.in. ludzi chorych psychiczne ze społeczeństwa. Jak informuje IPN, działo się to w ramach nieludzkiej doktryny "Vernichtung lebensunwerten Lebens" ("zniszczenie życia niewartego życia" lub "życia niegodnego życia"). Tak też działano w Lublińcu. W jaki jednak sposób ciała zmarłych mogą wyjawić tajemnicę ich śmierci?
- Pobraliśmy próby kostne do badań, zarówno genetycznych, jak i toksykologicznych. Być może wyniki powiedzą, czy dorosłych, tak jak dzieci, poddawano "terapii" przedawkowanymi lekami. Być może to pionierskie badania - a na pewno bardzo rzadkie - twierdzi przedstawiciel IPN.
Historyk wskazuje, że do Lublińca pacjentów sprowadzano głównie z Górnego Śląska (przedwojennej polskiej i przedwojennej niemieckiej części), Zagłębia Dąbrowskiego i Dolnego Śląska.
W czasie II wojny światowej szpitalem kierował Ernest Buchalik. Należał jeszcze w międzywojniu do NSDAP. Jak dodaje nasz rozmówca, lekarz po wojnie przebywał i dalej pracował w Niemczech - tam rozwijał karierę w psychiatrii. Nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny popełnione w Lublińcu..