Zabił, bo "chciał rozładować złość". Skazany na "jedyną słuszną karę"

Mężczyzna został zatrzymany
Do zdarzenia doszło w Czeladzi
Źródło: google maps
55-letni mężczyzna w kryzysie bezdomności został brutalnie zamordowany, miał liczne rany głowy, szyi i rąk. Po dziewięciu latach zapadł wyrok w tej sprawie, Przemysław K. został skazany na dożywocie.

Sąd Okręgowy w Sosnowcu skazał w środę Przemysława K. na dożywotnie pozbawienie wolności za brutalne zabójstwo 55-letniego mężczyzny w kryzysie bezdomności. Jednocześnie zastrzegł, że o warunkowe zwolnienie skazany będzie mógł ubiegać się najwcześniej po 40 latach. Wyrok nie jest prawomocny.

Mężczyzna w czasie śledztwa przyznał, że zabił, ponieważ chciał rozładować złość. Prokuratura oskarżyła go o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem oraz kilka innych przestępstwa. Sąd uznał go za winnego wszystkich zarzucanych czynów.

Poza karą więzienia sąd orzekł wobec K. także m.in. 100 tys. zł nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej i zobowiązał do naprawienia szkód związanych z kradzieżami.

"Bez wątpienia oskarżony działał ze szczególnym okrucieństwem"

Przewodnicząca składu orzekającego Renata Marmol przypomniała, że do ustalenia okoliczności zbrodni doszło po kilku latach, po informacji przekazanej przez świadka. Zeznania te zostały uznane za wiarygodne, a złożenie ich po tak długim czasie wynikało ze strachu przed sprawcą – uznał sąd, który dodał, że nie był to jedyny dowód obciążający oskarżonego. Sędzia Marmol przypomniała też, że Przemysław K. początkowo przyznał się do popełnienia zarzucanej mu zbrodni. Opowiadał też znajomym, że zamordował bezdomnego.

- Bez wątpienia oskarżony działał ze szczególnym okrucieństwem. Głębokość ran (...) uzasadnia wnioskowanie, że oskarżony zadawał pokrzywdzonemu ciosy z bardzo dużą siłą. Intensywność działania oskarżonego potwierdza również fakt, iż dźgając ofiarę w kark doprowadził do wyłamania końcówki jednego z narzędzi zbrodni, długopisu, co skutkowało pozostawieniem tego elementu w ciele pokrzywdzonego – podkreśliła sędzia. Jak dodała, cierpienie ofiary trwało stosunkowo długo, o czym świadczy kilka metod zadawania jej obrażeń, przy użyciu różnych narzędzi.

Sąd nie miał wątpliwości, że jedyną słuszną karą jest w tym przypadku dożywocie, zwrócił uwagę na sposób działania Przemysława K. – jego zaangażowanie, determinację, bezwzględność; stopnień jego winy określił jako "skrajnie wysoki". – Żadna inna kara nie byłaby wystarczającą dolegliwością w świetle tego, jak zachowywał się oskarżony w czasie zajścia – powiedziała sędzia Marmol, która przypomniała, że K. ostatecznie nie przyznał się do winy i nie okazał skruchy.

"Działał w zakresie tak zwanego nadzabijania"

Oskarżony nie został doprowadzony na publikację wyroku, w sądzie nie było też jego obrońcy. Mateusz Nowak z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu z satysfakcją przyjął orzeczenie, które było zbieżne z wnioskiem oskarżyciela. Jak zaznaczył, do zbrodni doszło podczas przypadkowego spotkania, Przemysław K. i jego ofiara nie znali się wcześniej. – Między pokrzywdzonym a oskarżonym doszło do sporu o przedmiot kuchenny. To był pretekst do pozbawienia życia pokrzywdzonego – opisywał oskarżyciel.

- W prokuraturze ustaliliśmy, że oskarżony działał w zakresie tzw. nadzabijania (...) Poderżnięcie pokrzywdzonemu gardła, nadgarstków, zadawanie ponad 30 ciosów nożem w różne powłoki ciała wskazuje, że oskarżony cechował się szczególną brutalnością – zaznaczył prok. Nowak.

Pytany, w jaki sposób Przemysław K. zachowywał się podczas śledztwa i procesu, prokurator Nowak opisywał, że oskarżony początkowo przyznał się do winy, wziął udział w eksperymencie procesowym. Pod koniec procesu zmienił swoje wyjaśnienia i nie przyznał się do zarzutów. Nie wyrażał skruchy i nie przeprosił rodziny ofiary.

Śledztwo umorzone i wznowione

Do zbrodni doszło na przełomie października i listopada 2017 roku w Czeladzi. Na początku listopada na nieużytkach w pobliżu ulicy Saturnowskiej znaleziono ciało Jacka S., który mieszkał w namiocie w okolicy cmentarza. Zwłoki odkryła jego znajoma. Ofiara miała kilkadziesiąt ran ciętych i kłutych w obrębie głowy, szyi i rąk. Śledztwo prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Będzinie początkowo nie przyniosło rezultatów. Mimo zabezpieczenia śladów, przeprowadzenia ekspertyz i przesłuchania świadków, sprawcy nie udało się ustalić, a postępowanie umorzono pod koniec 2018 roku.

Przełom nastąpił po sześciu latach, gdy policja i prokuratura zdobyły nowe dowody. Wówczas zatrzymano Przemysława K., który został tymczasowo aresztowany.

Mężczyzna został zatrzymany
Mężczyzna został zatrzymany
Źródło: Śląska policja
TVN24
Dowiedz się więcej:

TVN24

Opracowała Natalia Grzybowska

Czytaj także: