Z okazji 25. urodzin TVN24 trwa jubileuszowa trasa po Polsce - "Jesteśmy stąd". Tym razem odwiedziliśmy Kazimierz Dolny, gdzie nagraliśmy specjalne wydanie programu "W kuluarach" - nie w studio, a wśród widzów, którzy również mieli możliwość zadawania pytań. Radomir Wit, Konrad Piasecki i Agata Adamek opowiadali o - nomen omen - kuluarach powstawania programu, a także o relacjach z politykami.
"Mają partyjny przekaz dnia" i "opowiadają bez mrugnięcia okiem"
Pytany o najbardziej szokującą rzecz, jaką usłyszał od polityka, Konrad Piasecki podkreślił, że "mnie bardzo często szokuje wmawianie przez polityków prosto w oczy nieprawdy". - Mnie wprawia w największe osłupienie, że politycy z taką swobodą mówią rzeczy, o których i oni, i ja, i państwo wiecie, że one są nieprawdziwie. Ale ponieważ oni mają taki partyjny przekaz dnia i taką misję medialną, żeby te rzeczy opowiadać, to opowiadają je bez mrugnięcia okiem - opisywał.
Agata Adamek wspominała z kolei jedną z wielu prób zadania pytania Markowi Kuchcińskiemu, gdy był marszałkiem Sejmu. Jak mówiła, było to w Sali Kolumnowej Sejmu. - Zaczepiam go, a on odmawiając mi odpowiedzi na pytanie, mówi: dlaczego pani pyta mnie na ulicy? - wspominała.
"Byłem zaskoczony, że ludzie chcą tego słuchać"
Jak wyjawiła Agata Adamek, początki programu "W kuluarach" sięgają ostatnich wyborów parlamentarnych. - Wtedy Piotr Kraśko, Radomir Wit i ja spotkaliśmy się w studiu właściwie bez scenariusza. Chodziło o to, żeby poopowiadać widzom o kampanii wyborczej na samym jej końcu - mówiła Adamek. - Po wyborach stwierdzono, że czemu by tego nie kontynuować i właśnie w takiej formule, bez wielkich zebrań, bez wielkich narad, jak ten program ma wyglądać, jest on kontynuowany od tamtej pory - podsumowała.
- Takie programy jak "W kuluarach", czy "Podcast polityczny", wywodzą się z tego, że my dziennikarze wiemy dużo więcej, niż na co dzień w telewizji możemy powiedzieć i mamy przestrzeń do powiedzenia - opisywał z kolei Konrad Piasecki. - A ponieważ mamy tak wiele do powiedzenia, to chcieliśmy się z państwem tym podzielić - podkreślił.
Z kolei Radomir Wit przyznał, że był "zaskoczony, gdy program "W kuluarach" wskoczył na stałe w ramówkę". - Zawsze mi się wydawało, że nikt nie jest zainteresowany, żeby siedzieć i słuchać, że dziennikarze ze sobą gadają, gadają i omawiają to, co się wydarzyło - powiedział.
- I to było bardzo onieśmielające, gdy się okazało, że jednak wyniki oglądalności wskazują na to, że taka formuła, że po prostu spotykamy się po to, żeby posiedzieć i ze sobą porozmawiać, może się sprawdzić i może się wydać interesująca - przyznał.
"Usłyszałem od polityka: przepraszam, że tak powiedziałem"
Z publiczności padło między innymi pytanie o to, czy politycy zachowują się inaczej, gdy wyłączane są kamery. - Zasadą i regułą jest to, że politycy na antenie zachowują się mocno inaczej niż poza nią - przyznał Piasecki.
Jak dodał, są politycy "po obu stronach tego sporu, którzy są tacy sami i spójni, co niekoniecznie jest komplementem". - Ale przeważnie jest tak, że ta kamera telewizyjna wzmacnia emocje, wzmacnia siłę przekazu, wzmacnia awanturniczość polityczną i trochę zaburza logiczne myślenie - podkreślił.
- Niejednokrotnie usłyszałem od polityków PiS, zwłaszcza po jakiejś burzliwej wymianie zdań, taką formułkę, "przepraszam, że tak powiedziałem, że się tak zachowałem, ale ja tak muszę" - powiedział z kolei Radomir Wit. Jak dodał, raz po burzliwej konferencji prasowych jeden z polityków przeprosił go za swoje zachowanie, "uzasadniając to tym, że on tak musi".