Pan Mirosław został pobity w październiku 2025 roku na stacji paliw w Będzinie. Jak ustalił reporter programu Uwaga! TVN Tomasz Patora, cierpiący na chorobę Parkinsona 49-latek chciał przeczekać pojawienie się objawów choroby na pobliskim parkingu.
- Poszedłem do kasy, żeby zapłacić i coraz bardziej nasilały mi się te ruchy. Wówczas do tankowania podjechał inny samochód. Wysiadł młody człowiek i widząc moje ruchy, zaczął mnie wyzywać od narkomanów – relacjonował pan Mirosław.
Po chwili z budynku stacji wybiegło trzech innych mężczyzn, którzy zaatakowali pana Mirosława. - Wołałem, że jestem chory na Parkinsona. I później, kiedy już lekko straciłem przytomność, doszło słowo "pomocy" – opisywał mężczyzna.
To policjanci, nie byli na służbie
Jak poinformował w czwartek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu Bartosz Kilian, śledczy ustalili, że w nocy 19 października 2025 r. na stacji paliw w Będzinie dwóch funkcjonariuszy pobiło Mirosława K., a także, używając przemocy i gróźb pozbawienia życia, zmuszać go do opuszczenia samochodu. Usłyszeli zarzuty.
Trzeci policjant jest podejrzany o ułatwienie pobicia. Według prokuratury miał on kierować agresję fizyczną i groźby wobec świadka zdarzenia Patryka K., który próbował interweniować. Mężczyzna odniósł lekkie obrażenia.
Funkcjonariusze nie byli wtedy na służbie.
Śledczy opierają zarzuty m.in. na zeznaniach świadków, opiniach biegłych, nagraniach z monitoringu i innych zabezpieczonych materiałach.
Podejrzani nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.
"A skąd pan wie, że to byli policjanci?"
Autorzy reportażu wyemitowanego w Uwadze! podkreślają, że zaraz po zdarzeniu policjanci mogli swobodnie się oddalić.
- W pewnym momencie policjanci się wystraszyli, bo zaczęli przeglądać dokumenty świadczące o tym, że Mirek faktycznie ma Parkinsona. I jeden drugiemu pewnie przekazał te informacje, bo na nagraniu widać, że panowie nagle znikają – opowiada pani Marzena, partnerka pana Mirosława.
Ku zdumieniu pana Mirosława, policjanci z radiowozu, który przyjechał na miejsce, po kilku minutach rozmowy ze sprawcami pobicia pozwolili im odejść, jakby nic się nie stało.
- Umundurowanym policjantom powiedziałem, że zostałem pobity przez osoby, które się oddalają. Jeden z policjantów powiedział, że oni twierdzą, że to ja ich zaatakowałem. A na koniec powiedzieli: "A skąd pan jest pewien, że to byli policjanci?" - przywołuje pan Mirosław.
Źródło: tvn24.pl / Uwaga! TVN
Źródło zdjęcia głównego: Uwaga! TVN