Rodamed powstał w 2015 roku z jasno określoną misją. Co było impulsem do stworzenia tego miejsca?
Początki były bardzo życiowe i można powiedzieć trochę przewrotne. Żartuję, że impulsem był mój mąż. Kiedy powiedziałam mu, że czuję się zawodowo niespełniona, odpowiedział: "to zrób coś swojego". I rzeczywiście za tym prostym zdaniem poszło coś więcej. Mój mąż jako lekarz nie miał przestrzeni do pracy takiej, jakiej potrzebował bez ograniczeń, z pełnym zaangażowaniem w relację z pacjentem. Chciał stworzyć miejsce, w którym to lekarz i pacjent są najważniejsi.
Droga do tego była długa. Dwa lata przygotowań, tworzenia biznesplanu, organizowania finansowania, wszystko budowane od podstaw i z własnych środków. Nie było łatwo, ale mieliśmy wizję. W 2015 roku uruchomiliśmy najpierw diagnostykę, tomograf, który pozwolił nam zacząć działalność, a 1 grudnia otworzyliśmy POZ. Pierwszy dzień był ogromnym zaskoczeniem. Pojawiły się tłumy pacjentów, ogromne zaufanie, które przyszło razem z lekarzem. To był moment, który utwierdził nas, że obraliśmy właściwy kierunek.
Od początku najważniejsze były dla nas wartości: zaufanie, bezpieczeństwo i odpowiedzialność za pacjenta. I one pozostają niezmienne do dziś.
Jakie kompetencje okazały się kluczowe w budowaniu Pani pozycji liderki?
Z jednej strony przygotowanie biznesowe. Ukończyłam ekonomię, marketing i zarządzanie, co dało mi solidne podstawy do prowadzenia placówki. Ale bardzo szybko zrozumiałam, że to nie wystarczy. Dlatego zdecydowałam się na studia medyczne i ukończyłam pielęgniarstwo, by lepiej rozumieć proces leczenia i potrzeby pacjentów.
Jestem praktykiem. Nie tylko zarządzam, ale też pracuję z pacjentami. Ten bezpośredni kontakt jest dla mnie bezcenny. Słucham nie tylko tego, co ich boli, ale też co im przeszkadza, czego się obawiają. To właśnie ta umiejętność słuchania i empatii, połączona z wiedzą i konsekwencją w działaniu, okazała się kluczowa.
Od początku stawiali Państwo na holistyczne podejście do zdrowia. Jak wygląda ono w praktyce?
Pacjent jest u nas traktowany całościowo. Uczestniczymy w programach profilaktycznych i opiece koordynowanej, dzięki czemu jesteśmy w stanie monitorować jego zdrowie na wielu poziomach. Nie czekamy tylko na chorobę, działamy wcześniej.
Każdy pacjent jest prowadzony indywidualnie. Jeśli pojawia się problem zdrowotny, nie zostawiamy go samego, wskazujemy dalszą drogę, kierujemy do odpowiednich specjalistów, pomagamy w organizacji leczenia. Chcemy, aby czuł się zaopiekowany i bezpieczny.
Jako pierwsza placówka w Turku wprowadzili Państwo tomograf i rezonans. Jak wpłynęło to na rozwój?
To była przełomowa decyzja. Nowoczesna diagnostyka znacząco skróciła czas oczekiwania na rozpoznanie choroby. Pacjent nie musi czekać miesiącami na badania. Wykonujemy je na miejscu, a wyniki szybko trafiają do specjalistów.
Dzięki temu leczenie może rozpocząć się niemal natychmiast. To ogromny komfort dla pacjentów i realna poprawa skuteczności terapii.
Jakie znaczenie ma inwestowanie w technologie medyczne?
To absolutna podstawa. Bez nowoczesnego sprzętu nie ma dziś skutecznej medycyny. Inwestujemy w technologie, bo wiemy, że za nimi stoi jakość diagnostyki i bezpieczeństwo pacjenta. To także element budowania zaufania pacjent widzi, że ma dostęp do najwyższego standardu opieki.
Jak łączyć wysokospecjalistyczną opiekę z atmosferą zaufania?
To jedno z największych wyzwań. Medycyna to nie tylko procedury: to relacja. Staramy się budować ją poprzez otwartość, empatię i komunikację. Każdy pacjent jest traktowany indywidualnie, niezależnie od sytuacji.
Nie zawsze jest łatwo, bo pracujemy z ludźmi często w trudnych emocjach. Ale właśnie wtedy szczególnie ważne jest, by być obecnym i uważnym.
"Pacjent w centrum uwagi" jak przekłada się to na praktykę?
Przede wszystkim poprzez odpowiedzialność. Nie kończymy opieki na diagnozie. Pacjent otrzymuje konkretne wskazówki, plan działania i wsparcie na kolejnych etapach leczenia. Dbamy o to, by nie czuł się zagubiony w systemie.
Jaką rolę odgrywa zespół?
Kluczową. Bez ludzi nie ma jakości. Staram się budować zespół zaangażowany, świadomy swojej roli i odpowiedzialności. To lekarze, specjaliści i personel tworzą atmosferę, którą odczuwa pacjent.
Jakie kierunki rozwoju są dziś najważniejsze?
Rozwijamy zarówno diagnostykę, jak i zakres specjalizacji. Szukamy nowych form opieki, które jeszcze lepiej odpowiadają na potrzeby pacjentów. Medycyna się zmienia, a my chcemy być częścią tej zmiany.
W 2022 roku powstał Rodamed Ostoja. Skąd ta decyzja?
Z potrzeby pacjentów. Coraz częściej słyszeliśmy, że po hospitalizacji brakuje miejsca, gdzie można spokojnie dojść do siebie pod opieką specjalistów. Tak powstała Ostoja miejsce, które daje pacjentom poczucie bezpieczeństwa po trudnych doświadczeniach zdrowotnych.
Co daje Pani największą satysfakcję?
Wdzięczność pacjentów. Ich słowa, spojrzenia, świadomość, że stworzyliśmy miejsce, które daje nadzieję i realną pomoc.
Jak definiuje Pani odporność w biznesie?
To umiejętność działania mimo trudności. Bywa ciężko, ale jeśli wierzy się w to, co się robi, i widzi sens swojej pracy, łatwiej iść dalej. Dla mnie siłą napędową są pacjenci.
Jak dba Pani o siebie w tak wymagającej pracy?
Staram się znajdować czas na małe rzeczy: basen, jogę, malowanie czy pracę w ogrodzie. To momenty, które pozwalają się zatrzymać i złapać równowagę.
Jaką wizję rozwoju Rodamed chce Pani realizować?
Mam konkretne plany, nad którymi już pracuję, ale na razie wolę ich nie zdradzać. Mogę tylko powiedzieć, że zależy mi na współpracy i wspólnym działaniu dla dobra pacjentów bo to jest najważniejsze.
Czy jest coś, co chciałaby Pani dodać na koniec?
Cieszy mnie, że nasza praca jest doceniana zarówno przez pacjentów, jak i w konkursach branżowych. To potwierdza, że obraliśmy właściwy kierunek. Ale najważniejsze jest dla mnie jedno: żeby każdy pacjent, który do nas trafia, czuł, że nie jest sam.
Rozmawiała: Danuta Klimek
Źródło: materiał sponsorowany
Źródło zdjęcia głównego: Rodamed