Szykowana zmiana w prawie usunie pułapkę, w którą dziś wpadają spadkobiercy. Skorzystają też sądy angażowane przez osoby, które nie chcą płacić cudzych długów, ale nie dopełniły formalności w terminie - pisze we wtorek "Rzeczpospolita".
Dziennik zauważa, że dług w spadku zamiast majątku to już nie rzadkość, a żeby go skutecznie odrzucić, trzeba czekać na odpowiedni moment. "Nie można tego zrobić za późno (jest na to pół roku od tzw. powołania do spadku), ani za wcześnie" - pisze dziennik.
Pułapka na spadkobierców
Według szczegółów, do których dotarła "Rzeczpospolita", pułapkę, w którą wpadają spadkobiercy, postanowiła usunąć Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego, przygotowując projekt nowelizacji kodeksu cywilnego i kodeksu postępowania cywilnego. Jak informuje gazeta, szykowana zmiana prawa pozwoli na składanie oświadczeń o odrzuceniu spadku zawczasu, nawet gdy decyzji nie podjęli jeszcze najbliżsi krewni zmarłego.
Zgodnie z projektem nowelizacji artykuł regulujący tę kwestie ma zyskać brzmienie: "oświadczenie o przyjęciu lub o odrzuceniu spadku może być złożone od chwili otwarcia spadku, jednak nie później niż w ciągu sześciu miesięcy od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o tytule swego powołania" - przekazał "Rz" członek komisji prof. Konrad Osajda. - Rozwiązuje to problem tzw. przedwczesnych oświadczeń o odrzuceniu spadku - dodał.
Uproszczenie procedur
"Projekt jest obecnie w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie nadawane są mu ostatnie szlify i wkrótce powinien trafić do konsultacji i dalszych prac legislacyjnych" - podaje "Rz".
Jak podkreśla w rozmowie z "Rzeczpospolitą" wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, mowa o zmianie, która nie tylko jest korzystna społecznie, ale dodatkowo odciąży też sądy. - Dziś osoby, które nie odrzuciły spadku w terminie trafiają do sądu, wnosząc o przywrócenie terminu. Pomijając kwestię, że nie zawsze udaje się go przywrócić, angażuje to sądy, które mogłyby się zająć innymi sprawami - podkreśla Arkadiusz Myrcha.
- W praktyce nowelizacja powinna uprościć procedurę i ograniczyć ryzyko błędów - podsumowuje w rozmowie z dziennikiem prezes Rady Izby Notarialnej w Warszawie Tomasz Karłowski.