Według wstępnej oceny nowe amerykańskie cła mogą zmniejszyć polski PKB o 0,4 procent, czyli w ostrożnym uproszczeniu straty przekroczą 10 miliardów złotych - napisał w mediach społecznościowych premier Donald Tusk.
Szef polskiego rządu ocenił, że decyzja Trumpa to "cios dotkliwy i przykry, bo od najbliższego sojusznika, ale go przetrzymamy".
"Nasza przyjaźń też musi przetrwać tę próbę" - podkreślał.
Czytaj więcej: Podpis Trumpa. Na liście Unia Europejska >>>
We wcześniejszym wpisie szef polskiego rządu komentował na portalu X: "Przyjaźń oznacza partnerstwo. Partnerstwo oznacza rzeczywiste i prawdziwe wzajemne cła. Potrzebne są adekwatne decyzje".
"To nie jest optymistyczny poranek dla konsumentów i firm, ale Polska i Europa wyjdą z tego silniejsze" - napisał z kolei na platformie X minister finansów Andrzej Domański.
Donald Trump nakłada cła
Podpisane w środę przez Trumpa rozporządzenie nakłada "cła wzajemne" w wysokości co najmniej 10 proc. na towary importowane z zagranicy; w przypadku towarów z UE wyniosą one 20 proc. Zapowiedziane przez USA stawki mają stanowić połowę zsumowanych ceł i pozacelnych barier handlowych stosowanych przez inne kraje. W przypadku Chin taryfy wyniosą 34 proc. (stawka ta zostanie dodana do ogłoszonych wcześniej 20-procentowych ceł, czyli łącznie będzie wynosić 54 proc.), Japonii - 24 proc., Indii - 26 proc., Korei Płd. - 25 proc. Uniwersalna 10-procentowa stawka celna ma wejść w życie 5 kwietnia, zaś cła na poszczególne państwa - 9 kwietnia.
Według Reutersa wprowadzenie ceł przez Trumpa rozpoczyna globalną wojnę handlową, która grozi wzrostem inflacji i zatrzymaniem wzrostu gospodarczego zarówno w USA, jak i na świecie.
Wśród państw, na które nałożono cła, znalazła się Ukraina, która została objęta podstawową 10-procentową stawką, ale nie ma na niej Rosji.
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Marcin Obara