Od kilku dni pacjenci w całym kraju otrzymują drogą sms komunikaty o możliwości naruszenia ochrony ich danych osobowych. Z wiadomości wynika, w jakiej placówce medycznej przechowywane byłe skradzione dane konkretnego pacjenta. I że mogą one obejmować numer PESEL oraz informacje o zdrowiu.
Nadawca wiadomości ostrzega przed próbami zaciągnięcia kredytu, oszustwami i innymi formami bezprawnego wykorzystania danych. Odbiorcom zalecono zastrzeżenie numeru PESEL oraz sprawdzenie dalszych informacji pod wskazanym adresem mailowym platformy mydr.pl i jej podserwisie poświęconym wyciekowi.
Serwis Twojedane.pl odżegnuje się od akcji
Wiadomości wysyłane są z bramki sms o nazwie Twoje Dane, taki nagłówek figuruje w przesyłanych wiadomościach. Serwis o nazwie twojedane.pl prowadzi zajmująca się doradztwem w zakresie ochrony danych osobowych spółka GaMP z Zielonej Góry, ale to nie ona jest nadawcą wiadomości. - Nie mamy z tymi komunikatami nic wspólnego - mówi tvn24.pl Dominika Gawara z działu marketingu firmy GaMP.
O sprawę zapytaliśmy Ministerstwo Cyfryzacji, którego szef, Krzysztof Gawkowski, 13 sierpnia poinformował opinię publiczną o gigantycznym wycieku danych z serwisu mydr.pl. A także serwis mydr.pl. Czekamy na odpowiedzi.
Odbiorca powinien skontaktować się z placówką
Rozsyłane do pacjentów w całym kraju wiadomości są do siebie podobne ale mogą różnić się nazwami placówek medycznych. Justyna Włodarczyk, adwokat specjalizująca się w tematyce ochrony danych osobowych stwierdziła, że może chodzić o wskazanie z której przychodni czy szpitala dane danego klienta wyciekły i wskazywać skalę naruszeń.
- Taki SMS oznacza, że dane konkretnej osoby mogły wyciec z placówki wskazanej w wiadomości. Odbiorca powinien skontaktować się bezpośrednio z tą placówką, czyli administratorem danych, i ustalić, jakie informacje zostały objęte naruszeniem - powiedziała Justyna Włodarczyk.
Ekspertka wskazała również rządowy portal bezpiecznedane.gov.pl jako miejsce, w którym można sprawdzić informacje dotyczące ujawnienia swoich danych.
Na tym etapie nie wiadomo dokładnie, jakie dane trafiły lub mogły trafić do nieuprawnionych osób. Zakres informacji może też różnić się w zależności od placówki i konkretnego pacjenta. Według wcześniejszych zapewnień Ministerstwa Cyfryzacji nie ma na razie dowodów, że dane wykradzione z serwisu mydr.pl zostały przez hakerów wystawione na sprzedaż.
Oszuści mogą wykorzystać informacje o leczeniu
Według Justyny Włodarczyk dane dotyczące zdrowia mogą posłużyć przestępcom do przygotowania wiarygodnie brzmiącego oszustwa. Znajomość nazwy placówki, rodzaju terapii lub informacji o wizycie ułatwia podszywanie się pod personel medyczny.
Mecenas zwróciła uwagę, że przestępcy mogą dzwonić do pacjentów i domagać się zapłaty za rzekomą wizytę. Mogą też kontaktować się pod pretekstem kontynuowania leczenia lub terapii.
Z takim wyciekiem mogą wiązać się różne przestępstwa. Oszuści mogą na przykład zadzwonić, zażądać opłacenia wizyty albo podszyć się pod placówkę i mówić o kontynuowaniu terapii - ostrzegła.
Dla pacjenta najważniejsze jest więc ustalenie, jakie dane zostały objęte naruszeniem. Jeżeli wiadomość wskazuje na możliwość ujawnienia numeru PESEL, zawiera również zalecenie jego zastrzeżenia.
Roszczenia po wycieku danych. Nie tylko strata pieniędzy
W przesłanych SMS-ach poinformowano, że w przypadku nadużycia poszkodowany może dochodzić ochrony swoich praw wobec sprawców na podstawie Kodeksu cywilnego.
Justyna Włodarczyk wyjaśniła, że możliwość dochodzenia roszczeń może dotyczyć również administratora danych lub podmiotu, który je przetwarza. Nie trzeba przy tym czekać, aż ktoś wykorzysta informacje do zaciągnięcia kredytu lub popełnienia innego oszustwa.
Zdaniem ekspertki szkodą niemajątkową może być także uzasadniona obawa, że dane znalazły się poza kontrolą i mogą zostać wykorzystane. Nie oznacza to jednak, że każde naruszenie automatycznie prowadzi do wypłaty odszkodowania.
Poszkodowany musi wykazać krzywdę oraz związek przyczynowo-skutkowy między naruszeniem danych a jego konsekwencjami.
- Każdą sytuację trzeba ocenić indywidualnie. Sprawy dotyczące szkód niemajątkowych trafiają do sądów i bywają wygrywane. Wykazanie związku przyczynowo-skutkowego może być trudne, ale w części spraw jest możliwe - podsumowała Justyna Włodarczyk.