Nowy plan Tuska w sprawie paliw. "To oznacza jedno"

Kolejne państwa sięgają po nadzwyczajne środki w związku z wysokimi cenami paliw
Kolejne państwa sięgają po nadzwyczajne środki w związku z wysokimi cenami paliw
Źródło: PAP/Leszek Szymański

Maksymalne ceny paliw, nowy podatek, cięcia w VAT i akcyzie - tak rząd Donalda Tuska chce walczyć z narastającym kryzysem paliwowym. Po nadzwyczajne środki, próbując zatrzymać spiralę wzrostów spowodowanych konfliktem bliskowschodnim, sięgają zresztą także inne państwa - od Hiszpanii po Tajwan. Realizuje się scenariusz pesymistyczny - mówią ekonomiści.

- Jeśli wszystkie te organy: Sejm, Senat i prezydent zechcą wesprzeć nas w tej pracy, to jeszcze przed Świętami Wielkanocnymi wszyscy powinniśmy zobaczyć ceny obniżone. Około 1,2 złotego na litrze każdego z paliw - przekonywał w czwartek premier Donald Tusk.

Tusk zapowiada CPN

To właśnie ma przynieść pakiet "CPN - ceny paliw niżej". Zakłada obniżenie stawki VAT na paliwa z 23 do 8 proc., cięcia akcyzy - o 29 groszy na benzynie i 28 groszy na oleju napędowym - oraz wprowadzenie maksymalnej ceny detalicznej, ustalanej każdego dnia przez ministra energii. Ponadto rząd bierze pod uwagę wprowadzenie podatku od nadmiarowych zysków.

To wyraźny zwrot i przyspieszenie. Analitycy spodziewali się, że ewentualne decyzje zapadną dopiero po weekendzie - kiedy minie skierowane do Iranu ultimatum Donalda Trumpa. Jeszcze tydzień temu na antenie TVN24 także minister finansów i gospodarki Andrzej Domański mówił, że w podatki paliwowe mogą zostać obniżone - ale w perspektywie miesięcy, a nie dni.

- To oznacza jedno: rząd - będąc w stałym kontakcie z amerykańskimi partnerami - zakłada, że kryzys energetyczny szybko się nie skończy. Innymi słowy, musimy się powoli oswajać z myślą, że to nie jest chwilowe tąpnięcie - mówi TVN24+ Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. - Wszystko wskazuje na to, że nie realizuje się scenariusz bazowy, tylko raczej ten bardziej pesymistyczny. Zwłaszcza jeśli chodzi o poziom inflacji i koszty życia - dodaje.

Anna Gołębicka, ekonomistka z Centrum im. Adama Smitha, przypomina, że "sytuacja ma charakter globalny i nie jest tak, że działania jednego rządu mogą coś długoterminowo zmienić". Jednocześnie - jak wskazuje - cena paliwa jest w praktyce "wbudowana" we wszystkie produkty i w dużej mierze determinuje wzrost cen.

- A inflacja ma to do siebie, że na początku bywa korzystna dla rządu - bo podatki są procentowe, więc wpływy nominalnie rosną - natomiast w dłuższej perspektywie prowadzi do spowolnienia gospodarczego, a nawet do recesji - mówi.

Dodatkowego animuszu mogły dodać rządowi ceny na pylonach, które coraz wyraźniej zbliżają się do granic psychologicznych. Według uśrednionych danych e-petrol średnia cena kluczowego dla polskiej gospodarki oleju napędowego oscyluje już wokół 8,69 zł. A stąd już tylko krok do bariery 9 zł za litr.

Lekcja węgierska

Doświadczenia z maksymalnymi cenami paliw ustalanymi przez państwo nie są dobre. Z takim rozwiązaniem przed laty - podczas kryzysu energetycznego wywołanego pełnoskalową rosyjską agresją na Ukrainę - eksperymentował już premier Węgier Viktor Orban. Efekt? Zagraniczne firmy ograniczyły dostawy paliw na Węgry, pojawiły się paniczne zakupy, a koncerny zaczęły sygnalizować braki na stacjach. Mimo tych doświadczeń Orban niedawno zapowiedział powrót do limitów.

Zobacz także: