|

Napięcia na Bliskim Wschodzie uderzają w branżę. "Efekt wiadomy: wzrost cen"

Lotnisko w Dubaju
Lotnisko w Dubaju
Źródło: M. Sam/Shutterstock
Geopolityczny pożar na Bliskim Wschodzie winduje ceny surowców. Cena baryłki ropy przekraczająca psychologiczną granicę stu dolarów to bolesny cios dla finansów linii lotniczych, który rykoszetem może uderzyć w portfele podróżnych. Na szali jest też przyszłość potężnych hubów lotniczych w Dubaju czy Katarze - a także połączeń do destynacji chętnie wybieranych przez Polaków.Artykuł dostępny w subskrypcji

Gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego może przełożyć się na ceny wakacyjnych podróży, a nawet doprowadzić do odwoływania części lotów. Alarm podniosła już agencja ratingowa Fitch, która wskazuje, że linie lotnicze "odczują skutki wyższych cen paliwa". Cena ropy znów przekroczyła 100 dolarów za baryłkę. Wcześniej, w poniedziałek, po blokadzie cieśniny Ormuz przez Iran, notowania sięgnęły niemal 120 dolarów, a rzecznik irańskiej armii ostrzegał, że świat powinien przygotować się nawet na poziom 200 dolarów za baryłkę.

Jak podaje BBC, zakłócenia w dostawach z Zatoki Perskiej spowodowane amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran ("Epicka Furia" i "Ryczący Lew"), podniosły ceny nafty lotniczej - paliwa używanego w samolotach pasażerskich - o ponad 80 procent. Większość tych dostaw przechodzi przez cieśninę Ormuz, która w praktyce została zamknięta. - Na wzrost (cen - red.) w sposób szczególny są narażeni operatorzy lotniczy w Europie, gdzie 25-30 procent paliwa lotniczego pochodzi z ropy wydobywanej na Bliskim Wschodzie - mówi TVN24+ Dominik Boniecki, niezależny analityk rynku lotniczego.

To potężny cios dla linii lotniczych - i to mimo że wiele z nich próbuje zabezpieczać się finansowo przed wahaniami cen paliwa w ramach tak zwanego hedgingu.

- Problem w tym, że tego typu kontrakty [hedgingowe - red.] mają dość krótki horyzont czasowy, obejmując na przykład kilka kwartałów. Jeżeli problemy na Bliskim Wschodzie nie rozwiążą się w najbliższych kilku miesiącach, to nowe kwoty w rubryce "koszt zakupu" będą znacząco większe. Efekt jest wiadomy: wzrost cen biletów lotniczych - mówi w rozmowie z TVN24+ Paweł Kunz, dziennikarz i ekspert turystyczny, redaktor naczelny PanPodroznik.com.

"Linie lotnicze nie są skłonne do rozdawania prezentów"

Jak wskazuje, przy utrzymującym się napięciu między Iranem a koalicją izraelsko-amerykańską coraz bardziej realny staje się scenariusz wzrostu średnich cen biletów lotniczych o kilkanaście procent. Jego zdaniem najmocniej odczują to pasażerowie na trasach międzykontynentalnych, gdzie udział kosztów paliwa w całkowitych kosztach operacyjnych jest największy.

Paliwo stanowi od 20 do 40 procent kosztów operacyjnych linii lotniczych.

Pozbądźmy się złudzeń, linie lotnicze nie są skłonne do rozdawania prezentów. Przy wzroście kosztów ewentualna korekta taryf i cen biletów w systemach rezerwacyjnych będzie po prostu biznesową koniecznością.
Paweł Kunz, dziennikarz i ekspert turystyczny, redaktor naczelny PanPodroznik.com. 
Zobacz także: