Wyciek danych i SMS-y. Ekspert ostrzega

telefon smartfon shutterstock_1161956143
Adam Haertle o wycieku danych z platformy MyDr
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Pacjenci w całej Polsce dostają SMS-y od nadawcy "Twoje Dane". Wiadomości wskazują konkretną przychodnię i ostrzegają, że naruszenie mogło objąć PESEL oraz dane o zdrowiu. Ich treść przeanalizował ekspert do spraw cyberbezpieczeństwa Tomasz Turba.

W SMS-ach czytamy: "Naruszenie danych w [nazwa przychodni] może obejmować PESEL, dane o zdrowiu. Ryzyka: kredyt - Zastrzeż PESEL; bezprawne użycie danych, oszustwa, gorsze traktowanie (...)". Placówki rozsyłają również e-maile z rozszerzoną informacją o naruszeniu.

Ekspert przeanalizował SMS-y

Tomasz Turba, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa sekurak.pl, przeanalizował dla tvn24.pl SMS-y, które dostają pacjenci.

Oto pięć najważniejszych wniosków:

  • Incydent bezpieczeństwa systemu MyDr jest rzeczywisty i dotyczy danych przetwarzanych przez wiele placówek medycznych.
  • Analizowane SMS-y są z dużym prawdopodobieństwem autentycznymi powiadomieniami związanymi z tym incydentem, ale nie jest wykluczone, że to próba oszustwa, która może mieć kontynuację w postaci komunikacji telefonicznej, na przykład: "Wysłaliśmy do Państwa wczoraj SMS, jednak przestępcy włamali się na konto, musimy zabezpieczyć Państwa pieniądze przelewając je na specjalne konto techniczne Policji".
  • Nazwa nadawcy Twoje Dane jest nietypowa, ale sama w sobie nie przesądza o oszustwie.
  • Różnice między komunikatami można wyjaśnić automatycznym podstawianiem nazwy placówki, różnym zakresem danych, podziałem pacjentów na grupy i etapową wysyłką.
  • Treść SMS-a jest słaba redakcyjnie i niepełna jako samodzielne zawiadomienie o naruszeniu. Powinna być uzupełniona pełną informacją placówki lub MyDr. Na ten moment jest to nieudana próba komunikacji bądź początek większego wektora ataku z kontynuacją w tradycyjnej rozmowie telefonicznej.

Wyciek danych z MyDr

Cyberatak na MyDr objął około 12 tysięcy publicznych i prywatnych placówek, a liczba potencjalnie poszkodowanych może sięgać 19 milionów. Wiadomości SMS zaczęły trafiać do pacjentów niemal miesiąc po wycieku.

Ekspert do spraw cyberbezpieczeństwa Adam Haertle wyjaśnił, że różnice między komunikatami wynikają z odmiennego zakresu ujawnionych danych, zależnego między innymi od tego, czy dotyczą one pacjenta, rodzica dziecka czy osoby upoważnionej do odbioru wyników.

Źródło: tvn24.pl
Zobacz także: