W czwartek przed 18 policjanci z Sokółki (woj. podlaskie) zostali powiadomieni o zgłoszeniu, jakie otrzymali strażacy. - Wynikało z niego, że grupa nastolatek z opiekunem, łącznie pięć osób, nie może dopłynąć kajakami do celu przez złe warunki pogodowe - mówi nadkomisarz Marta Rodzik z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Zgłaszającym był opiekun grupy, który wysłał służbom ratunkowym pinezkę z lokalizacją miejsca, w którym się znajdują, na rzece Biebrzy w okolicy miejscowości Kamienna Nowa.
Trudne warunki na Biebrzy
Na miejscu działało pięć zastępów straży pożarnej. Akcja prowadzona była z ziemi, powietrza i na wodzie przy wykorzystaniu m.in. poduszkowca, pontonu, quada i drona.
- Udaliśmy się do miejscowości Kamienna Nowa, na most łączący powiaty sokólski i augustowski, z którego można swobodnie zwodować łódkę lub zjechać, tak jak w naszym przypadku, poduszkowcem - mówi Grzegorz Jackiewicz, prezes OSP Olsza, który był jednym z trzech strażaków poruszającym się na poduszkowcu.
Strażacy z OSP Olsza mają do swojej dyspozycji poduszkowiec nieprzypadkowo - rzeka Biebrza jest dzika i nieuregulowana. Wąska i zarazem kręta, a do tego z rwącym nurtem i bardzo mocno porośnięta. Pływają po niej lilie, pnącza, porastają ją tataraki i wysokie trzciny, w które bardzo łatwo się zaplątać.
Łódź Państwowej Straży Pożarnej z napędem śrubowym nie była sobie w tych warunkach poradzić. - Ta śruba co sto metrów praktycznie była zapychana. Nasz poduszkowiec ma kurtynę powietrzną i unosi się lekko nad wodą, lekko ją cały czas dotykając. Nie są mu straszne takie warunki - wyjaśnia Jackiewicz.
Strażacy na poduszkowcu płynęli od mostu w Nowej Kamienicy w kierunku Lipska. Kajakarze mieli znajdować się w odległości dwóch-trzech kilometrów od niego. - Nikt ich nie widział. Zastanawialiśmy się, czy to nie jest fałszywe zgłoszenie. Dopiero po tych trzech kilometrach zauważyliśmy trzy kajaki związane ze sobą. Znajdowały się w nich cztery nastolatki w kamizelkach, płaszczach przeciwdeszczowych, przykryte "folią życia" wraz z opiekunem. Dziewczyny były wyziębione i wystraszone - relacjonuje Jackiewicz.
W pierwszej kolejności na poduszkowiec przeniesiono pierwsze dwie nastolatki i przetransportowano je w miejsce zwodowania. Pozostała trójka została wraz ze strażakiem na miejscu.
Potem strażacy na poduszkowcu wrócili po dwie pozostałe nastolatki i ich opiekuna. - My już wtedy powoli wiosłowaliśmy - mówi Jackiewicz.
Nastolatki trafiły do szpitali
Jak przyznaje, warunki na Biebrzy w czwartek były bardzo trudne. Przez cały dzień padał deszcz. Uczestniczki spływu nie spodziewały się też, jak trudną rzeką jest Biebrza.
- Wypłynęli rano, gdzieś w granicach godziny 8, a dopiero po godzinie 19 ich odnaleźliśmy - mówi Jackiewicz.
W spływie kajakowym brało udział w sumie 47 osób. - W pewnym momencie ta czwórka i opiekun od tej grupy się odłączyła - wyjaśnia młodszy brygadier Adam Greś, zastępca komendanta powiatowego PSP w Sokółce.
Wyziębione nastolatki, w wieku 14-15 lat, zostały przywiezione do szpitali w Sokółce i w Augustowie.
Cała akcja trwała około 3,5 godziny.
Pierwsza taka akcja
Dla strażaków z OSP Olsza to była pierwsza akcja z udziałem poduszkowca. - Dotychczas ćwiczyliśmy na nim zimą i latem, po wodzie i po śniegu, bo to jest taki pojazd, który się nie boi zamarzniętych do połowy akwenów - będzie leciał wodą, wpadnie na lód czy śnieg i jedzie idzie. Łódka tego nie zrobi - mówi Jackiewicz. Sprawdził się znakomicie.