FAKTY PO FAKTACH

Rakieta na Lubelszczyźnie. Roman Polko: niedopuszczalne, że poddajemy się tej prowokacji

Tarnawa-Kolonia, 31.07.2026. Miejsce upadku rakiety w miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim
Polko o rakiecie na Lubelszczyźnie. "Poddajemy się tej prowokacji"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Wojtek Jargiło/PAP
To jest niedopuszczalne, że poddajemy się tej prowokacji - powiedział w "Faktach po Faktach" w TVN24 generał dywizji Roman Polko. Tak ocenił "burzę partyjną", która nastąpiła po tym, jak w czwartek na terytorium Polski spadła rosyjska rakieta. Polko mówił też o systemie komunikacji, z którym jest "wiele do zrobienia".

W piątek MSZ wezwało ambasadora Rosji Gieorgija Michnę w związku z rakietą, która w czwartek spadła na terytorium Polski. W czasie swojej krótkiej wizyty otrzymał on notę protestacyjną. Następnie pytany przez dziennikarzy o to, czy na Lubelszczyźnie spadł rosyjski pocisk, zaprzeczył.

- Ch-101 to jest rosyjska rakieta i tutaj nie da się zaklinać rzeczywistości. Nie posiada jej Ukraina, wystrzeliwana jest z samolotów rosyjskich (...). Lot tej rakiety był śledzony. To jest niesamowite, że można kłamać prosto w oczy - skomentował w "Faktach po Faktach" w TVN24 generał dywizji Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM i były zastępca szefa BBN.

Zaznaczył przy tym, że szybka reakcja resortu spraw zagranicznych jest kluczowa. - Takie działania dyplomatyczne muszą być prowadzone po to, żeby pokazywać samej Rosji i naszym partnerom z NATO, że panujemy nad sytuacją - dodał Polko.

Polko: to bijatyka, która nic nie wnosi

Polko był też pytany, czy jego zdaniem czwartkowe naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej było incydentem czy świadomą prowokacją. - Kolejne takie zdarzenie czy prowokacja, bo przecież wszystkie te ataki przy granicy z północno-wschodnią flanką NATO (...) są tak obliczone właśnie, żeby oprócz uderzania na cele, czy to we Lwowie, czy w innych obszarach Ukrainy, to jednocześnie budować taką psychozę strachu i testować nasze systemy obrony powietrznej - ocenił.

Zdaniem generała "to jest niedopuszczalne, że poddajemy się tej prowokacji". - Tak odbieram tę burzę partyjną czy polityczną, która zamiast być konstruktywnym działaniem, myśleniem, jak usprawnić nasze systemy bezpieczeństwa, to stała się taką polityczną, nic niewnoszącą bijatyką - stwierdził.

Polko pytany, czy w takim razie polska klasa polityczna nie zdała egzaminu w tej sprawie, przyznał, że "dyżurny Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych naprawdę zadziałał profesjonalnie". - Te zastrzeżenia mogą budzić procedury, które ograniczają siły zbrojne w tego typu działaniach, bo dowódca czy pilot jest ograniczony regulacjami czasu pokoju - ocenił.

Incydent na Lubelszczyźnie. Co poszło nie tak?

Według gościa TVN24 "Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ma oczywiście wiele do zrobienia, jeżeli chodzi o system komunikacji". - Syreny alarmowe zadziałały, tylko że one wtedy są skuteczne, jeżeli alarmują przed wydarzeniem, a nie po wydarzeniu i jeżeli za tymi syrenami kryje się też komunikat, który można - czy to w radiu, czy za pośrednictwem telefonu - odczytać - stwierdził.

Jak zwrócił uwagę Polko, w czwartek syreny alarmowe "były uruchomione pięć minut po tym, kiedy zagrożenie już przestało funkcjonować". - Myślę, że rozwiązania takie jak ukraińskie, które tam dobrze funkcjonują, powinny się znaleźć w Polsce tak, aby obywatel słysząc syrenę, spojrzał na telefon, aplikację i tam widział, co leci, z jakiego kierunku i mógł ocenić, czy zostać w domu, czy też zdąży jeszcze uciec z rodziną do schronu - powiedział.

Źródło: TVN24
Czytaj także: