Aktywiści blokowali wycinki w puszczy. "Przed zmierzchem w lesie pojawiło się około 20 zamaskowanych mężczyzn" 

Chcieli, żeby aktywista zszedł z drzewa. Ciągnęli za liny
Diabla Góra. Około 20 zamaskowanych mężczyzn pojawiło się w miejscu, gdzie aktywiści blokowali wycinki (materiał z 24.08.2022)
Źródło: Dziki Ruch Oporu

Aktywiści z nieformalnej grupy Dziki Ruch Oporu blokowali wycinki w Puszczy Boreckiej. W pewnym momencie w lesie pojawiła się grupa około 20 zamaskowanych mężczyzn. Jak widać na nagraniu, kilku z nich próbowało zdjąć z drzewa jednego z aktywistów. Ostatecznie dali mu spokój i uciekli. - Teren został oznaczony zakazem wstępu. Przebywanie tam i rozstawianie namiotów jest nielegalne - wskazuje przedstawiciel Lasów Państwowych. Aktywiści zostali wylegitymowani.

- Chcieliśmy zwrócić uwagę na to, jak katastrofalne w skutkach jest wycinanie cennych lasów w obecnej sytuacji klimatycznej. Gdybyśmy wysłali pismo do ministerstwa czy też stali w Warszawie z transparentami, nikogo by to nie obeszło. Zdecydowaliśmy się więc na taką formę protestu - mówi nam anonimowo jeden z aktywistów z nieformalnej grupy Dziki Ruch Oporu, która blokowała w poniedziałek (22 sierpnia) wycinki w Puszczy Boreckiej.

Dodaje, że razem z czterema innymi osobami, pojawił się na miejscu - w okolicach osady leśnej Diabla Góra w powiecie giżyckim - w nocy z niedzieli na poniedziałek.

Chcieli, żeby aktywista zszedł z drzewa. Ciągnęli za liny
Chcieli, żeby aktywista zszedł z drzewa. Ciągnęli za liny
Źródło: Dziki Ruch Oporu

Lasy Państwowe: teren nie jest objęty żadną z form ochrony

- Wycinki zaczynają się zazwyczaj we wczesnych godzinach rannych, więc musieliśmy się przygotować. Rozstawiliśmy namioty. Jedna z osób przypięła się do drzewa, druga do ciężkiego sprzętu - mówi aktywista.

Rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku Jarosław Krawczyk twierdzi, że teren o którym mowa nie jest objęty żadną z form ochrony przyrody, natomiast wycinki mają charakter prac gospodarczych.

- Prowadzone są na nasze zlecenie przez zakład usług leśnych, czyli prywatną firmę. Trwały tam już wcześniej, natomiast w poniedziałek miały być kontynuowane. W zaistniałej sytuacji na miejscu - wspólnie z policją - pojawili się strażnicy leśni, którzy wyjaśnili że - w związku z prowadzonymi na tym obszarze lasu pracami - został on oznaczony zakazem wstępu. A przebywanie tu i rozstawianie namiotów jest nielegalne. Aktywiści zostali wylegitymowani przez policję i na tym interwencja się skończyła - opowiada Krawczyk.

Aktywista: chodziło zapewne o nastraszenie nas

Jak mówi aktywista, protest został przerwany po tym jak niedługo przed zmierzchem w lesie pojawiła się grupa około 20 zamaskowanych mężczyzn.

Po chwili zamaskowani mężczyźni uciekli
Po chwili zamaskowani mężczyźni uciekli
Źródło: Dziki Ruch Oporu

- Chodziło zapewne o nastraszenie nas. Kilku z nich ciągnęło za liny i chciało, żeby jeden z nas zszedł z drzewa, do którego się przypiął. Kiedy zaczęliśmy krzyczeć, że kolega może spaść i zginąć, odpuścili i uciekli do aut, którymi przyjechali. Nie było na nich numerów rejestracyjnych - opowiada.

Czytaj też: Aktywiści z Puszczy Białowieskiej niewinni. Sąd: działali w stanie wyższej konieczności

Zakład usług leśnych prowadzi obecnie prace gdzie indziej

Zajście zostało nagrane, a film zamieszczony na profilu facebookowym Dzikiego Ruchu Oporu.

- Część z zamaskowanych osób odjechało zaś harwesterem (kombajnem zrębowym - przyp. red.) i forwarderem (ciągnikiem służącym do ładowania drewna - przyp. red.), które pracowały wcześniej przy wycince. Widocznie mieli do tego sprzętu kluczyki. Kolega, który wcześniej był przypięty do tych maszyn, akurat w tym czasie się odpiął i pojechał na patrol gdzie indziej, więc mogli bez problemu zabrać sprzęt - opowiada aktywista.

Czytaj też: Drzewa przewróciły się na zabytkowe ogrodzenie kościoła. Konserwator zabytków: to konsekwencje decyzji sprzed dwóch dekad

Momentu, w którym zamaskowani mężczyźni mieli odjechać ciężkim sprzętem nie ma jednak na nagraniu.

Wsiedli do aut bez tablic rejestracyjnych
Wsiedli do aut bez tablic rejestracyjnych
Źródło: Dziki Ruch Oporu

- Nie ma więc dowodu na to, że faktycznie tak było. Leśniczy, który pojawił się w tym miejscu następnego dnia rano stwierdził, że sprzętu tam nie ma. Z informacji, jaką otrzymaliśmy od zakładu usług leśnych wynika, że na razie prace zostały w tym miejscu przerwane, a sprzęt jest wykorzystywany w innymi leśnictwie. Wkrótce pozyskiwanie drewna w tym miejscu będzie jednak kontynuowane - twierdzi rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku.

Zastanawiają się, czy zawiadomić policję

Aktywiści zaraz po zajściu zaczęli się pakować.

- Opuściliśmy teren w poniedziałek około godziny 22. Zastanawiamy się nad tym, czy nie zgłosić sprawy na policję - zaznacza aktywista.

Starszy aspirant Iwona Chruścińska z Komendy Powiatowej Policji w Giżycku mówi, że aby policja mogła zająć się sprawą potrzebne jest złożenie zawiadomienia.

- Do tej pory nikt się do nas nie zgłosił - informuje.

TVN24 HD
Dowiedz się więcej:

TVN24 HD

Czytaj także: