Sąsiedzi od lat skarżą się na odór i insekty. Sąd nakazał kobietom sprzedaż mieszkania

Autor:
tm/
tam
Źródło:
PAP
Sprawa dotyczyła jednego z mieszkań w Białymstoku
Sprawa dotyczyła jednego z mieszkań w BiałymstokuGoogle Earth
wideo 2/4
bia mapka (1) (1)

Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał wyrok pierwszej instancji w sprawie przymusowej sprzedaży mieszkania należącego do dwóch kobiet, z których jedna przynosiła do lokalu różne rzeczy, również ze śmietników. Sąsiedzi od 2008 roku składali skargi na warunki higieniczne i sanitarne. 

Złożony przez spółdzielnię pozew dotyczył nakazu sprzedaży 48-metrowego mieszkania przy ulicy Kozłowej w Białymstoku.

Pozwane zostały dwie kobiety, które mają spółdzielcze własnościowe prawo do tego lokalu.

Sąd utrzymał wyrok, który zapadł w pierwszej instacji TVN24

Lokatorzy: odór i insekty

W ocenie spółdzielni, poprzez swoje niewłaściwe zachowanie, jedna z kobiet "rażąco i uporczywie" wykracza przeciwko porządkowi domowemu, co sprawia, że korzystanie z innych mieszkań jest bardzo uciążliwe i niekomfortowe. Lokatorzy z tej samej klatki schodowej od lat (pierwsze skargi pochodzą z 2008 roku) skarżą się bowiem na warunki sanitarne w mieszkaniu i związanej z nim piwnicy, wskazują na odór i na insekty. Zgłaszali też przypadki składowania na balkonie zepsutego jedzenia. Podkreślali, że czują się zagrożeni, boją się też o swoje zdrowie.

Skargi te były wielokrotnie sprawdzane i potwierdzane przez pracowników spółdzielni. W 2011 i 2015 roku przeprowadzane były akcje opróżniania mieszkania z rzeczy (głównie ubrań), które lokatorka tam znosiła. Również ze śmietników. Prowadzono też deratyzację i dezynsekcję.

Od złożenia pozwu minęły już trzy lata

Ostatecznie latem 2019 roku spółdzielnia złożyła pozew. W lipcu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Białymstoku uwzględnił to powództwo i nakazał sprzedaż mieszkania w drodze licytacji. Odwołał się do zapisów prawa o spółdzielniach mieszkaniowych i ustawy o własności lokali, które mówią o sytuacji, gdy lokator rażąco i uporczywie wykracza przeciwko obowiązującemu porządkowi domowemu lub - poprzez swoje niewłaściwe zachowanie - czyni korzystanie z innych lokali uciążliwym.

W takiej sytuacji wspólnota mieszkaniowa (w tym przypadku spółdzielnia) może w trybie procesu żądać sprzedaży lokalu w drodze licytacji na podstawie przepisów Kodeksu postępowania cywilnego o egzekucji z nieruchomości.

Lokatorki odwołały się od tego wyroku, chciały oddalenia powództwa, ewentualnie uchylenia wyroku. Spółdzielnia chciała jego utrzymania. W apelacji kobiety zwracały uwagę, że nie można obecnie mówić o uciążliwości ich działania, bo - jak twierdzą - od co najmniej trzech lat w mieszkaniu jest utrzymywany porządek, nie są tam gromadzone odpady, a korzystanie przez nie z lokalu nie jest uciążliwe dla sąsiadów.

Pracownicy spółdzielni nie byli dopuszczani do corocznych przeglądów

Kobieta, która była we wtorek w sądzie apelacyjnym, mówiła, że korzysta z opieki psychiatryczno-psychologicznej w związku z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi. Przyznała, że od dwóch lat nie mieszka w mieszkaniu przy ul. Kozłowej, a gdzie indziej. Przed sądem apelacyjnym mówiła, że przez ten czas tam nie była, ale - na co wskazał sąd - nie reaguje też na monity ze spółdzielni, np. w związku z dorocznymi kontrolami instalacji.

Pełnomocnik spółdzielni Jowita Grochowska argumentowała, że uciążliwości dla sąsiadów występują od lat, sytuacja "jest nienormalna" i nie ma charakteru incydentalnego. Pracownicy spółdzielni nie są dopuszczani do corocznych przeglądów, a ich brak jest również zagrożeniem dla lokatorów.

- Sprzedaż mieszkania jest jedyną opcją - dodała.

Pierwsze skargi już 14 lat temu

Zwracała też uwagę, że pozwana ma zaspokojone swoje potrzeby mieszkaniowe gdzie indziej.

Czytaj też: Wyrok w sprawie afery w jednej z najbogatszych warszawskich spółdzielni. Siedem osób skazanych

Sąd oddalił apelację lokatorek, utrzymał wyrok i nakazał sprzedaż mieszkania.

Sędzia Grażyna Wołosowicz mówiła, że zastosowane przepisy są wyrazem ochrony właścicieli lokali, którzy "nie są w stanie funkcjonować, z uwagi na niewłaściwe zachowanie innego właściciela lokalu". Odnosząc się do argumentu lokatorki, że od 2019 roku leczy się z powodu zaburzeń psychicznych, sędzia mówiła, że nie wpłynęło to jednak na sytuację sąsiadów. Przypominała, że pierwsze skargi pojawiły się już w 2008 roku.

Sąsiedzi wciąż czują nieprzyjemny zapach

- Z notatek urzędowych złożonych do akt we wrześniu tego roku wynika, że pani nie współpracuje ze spółdzielnią, nie zezwala administracji na przeprowadzenie obowiązkowych przeglądów instalacji, co grozi niebezpieczeństwem dla pozostałych mieszkańców bloku - mówiła sędzia.

Powiedziała też, że mieszkańcy wciąż czują nieprzyjemny zapach, sąsiadka zmuszona jest mieć stale otwarte okno.

- Wszystko to powoduje, że korzystanie z sąsiednich lokali jest bardzo uciążliwe - dodała sędzia Wołosowicz.

Odnosząc się do przepisów, mówiła, że działanie nie musi być zawinione. W tym przypadku fakt, że lokatorka leczy się psychiatrycznie, nie ma wpływu na ocenę sytuacji.

Dodatkowo sąd ustalił, że kobieta ma inne mieszkanie, więc sprzedaż lokalu przy ul. Kozłowej nie będzie sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Orzeczenie jest prawomocne.

Zaślepka materiału TVN24GO
TVN24 na żywo - oglądaj w TVN24 GO
Materiał jest częścią serwisu TVN24 GO

Autor:tm/ tam

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości