Na policję zgłosił się mężczyzna, który powiedział, że został pobity i okradziony przez swojego znajomego. Ten znany był mu tylko z imienia. Przyszedł do niego w nocy, razem pili alkohol.
W pewnym momencie znajomy zaatakował go, bijąc tłuczkiem do mięsa i grożąc nożem. Gdy mężczyzna rano się obudził, zauważył, że na parkingu nie ma jego auta.
Wsiadł do auta i uciekł
Policjanci ustalili, że napastnik ukradł mu telefon i dowód rejestracyjny, a następnie wymusił podpisanie umowy sprzedaży samochodu.
"Jego wartość właściciel oszacował na 30 tysięcy złotych. Po zdarzeniu sprawca wsiadł do samochodu i odjechał z osiedlowego parkingu" – czytamy w komunikacie na stronie Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku.
Auto porzucił po kolizji
Kilka godzin później policjanci dostali zgłoszenie o kolizji drogowej. Świadek widział, jak kierowca audi uderzył w znak drogowy, wysiadł i uciekł, zostawiając pojazd.
"Jak się okazało, był to skradziony przed kilkoma godzinami samochód. Kryminalni ustalili tożsamość sprawcy. Okazał się nim 44-letni białostoczanin" – informuje policja.
Mężczyzna został zatrzymany w centrum miasta i trafił do policyjnego aresztu. Usłyszał już zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego przedmiotu. Sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt. Grozi mu do 20 lat pozbawienia wolności.
Opracował Tomasz Mikulicz
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Policja Białystok