Żartujemy z mężczyzn, którzy nie potrafią odnaleźć kobiecego punktu G, tymczasem wszyscy przez lata mogliśmy błądzić po męskiej anatomii. O penisie wciąż często mówi się tak, jakby był urządzeniem z krótką instrukcją obsługi. Żołądź, jądra, prostata - i można uznać, że temat został rozpracowany. Tyle że najnowsze i najdokładniejsze do tej pory badanie hiszpańskich naukowców pokazuje, że czas na aktualizację mapy męskiej wrażliwości.
- To ciekawe badanie, bo potwierdza, że mężczyzna nie jest w swojej budowie i potrzebach prosty jak budowa cepa - mówi w rozmowie z TVN24+ Andrzej Gryżewski, seksuolog i autor książki "Sztuka obsługi penisa". Dodaje jednak, że na jednym punkcie temat męskiej rozkoszy się nie kończy.
Gdzie więc kryje się ten najprzyjemniejszy punkt, jak naukowcy go namierzyli i kto dał się pokroić dla takiej wiedzy? Dlaczego w sypialni łatwiej udawać, zgadywać albo milczeć, niż powiedzieć wprost, gdzie i jak dotykać? I jakim kobietom mężczyzna szybciej powie, co lubi?
Bez domysłów: tu jest męski punkt G
Przez lata męską mapę wrażliwości rysowano dość oszczędnie. W atlasach i podręcznikach najwięcej uwagi poświęcano żołędzi prącia, a gdy w ogóle mowa była o "mitycznym" męskim punkcie G, "nawigacja" zwykle prowadziła znacznie głębiej - w stronę prostaty. Zespół z Uniwersytetu w Santiago de Compostela, kierowany przez dr. Alfonso Cepedę-Emilianiego, postanowił sprawdzić, czy ten uproszczony obraz zgadza się z tym, co widać pod mikroskopem.