Zuzanna Kuffel: Od czterech lat zajmujesz się wyłącznie farmakologicznym leczeniem otyłości u kobiet. Jakie są twoje pacjentki?
Anna Sankowska-Dobrowolska*: Mają za sobą już wielokrotne nieudane próby redukcji masy ciała i nie do końca wierzą, że mogą to zrobić. Zmagają się z obniżonym poczuciem sprawczości. Często leczą się u mnie tak zwane kobiety sukcesu. Świetnie sobie radzą w życiu rodzinnym i zawodowym. Jedyne, z czym nie mogą sobie poradzić, to otyłość. Wbrew stereotypom osoby chore na otyłość wcale nie są mniej inteligentne albo leniwe.
Decydują się podjąć kolejną próbę, bo chcą być szczuplejsze?
Tak się zdarza, chociaż dla większości z nich wygląd ma już przeważnie mniejsze znaczenie. Zazwyczaj motywacją jest zdrowie i sprawność, na przykład kobieta przez otyłość nie może zajść w ciążę albo ma małe dzieci i nie jest w stanie jeździć z nimi na rolkach czy biegać za nimi na placu zabaw. Jako lekarka oczywiście cieszę się, kiedy to zdrowie jest główną motywacją do redukcji.
To bardziej trwała motywacja?
Zdecydowanie tak. Rzadko pacjentki mówią o tym, że lepiej wyglądają. Część z nich cieszy się, że nosi mniejszy rozmiar, ale najczęściej słyszę od nich, że lepiej się czują, mają więcej energii, uregulowała im się miesiączka.
Wspomniałaś o tym, że twoje pacjentki mają za sobą już różne próby redukcji. Krąży takie przekonanie, że restrykcyjne diety rozregulowują nasz metabolizm. To prawda?