|

"Grzeczni chłopcy" działają w podziemiu. Czasem specjalnie zostawiają partnerkom trop

Osoba dotknięta kompulsywnością przenosi swoją seksualność do "podziemia" - do świata pornografii, masturbacji czy anonimowych kontaktów. 
Osoba dotknięta kompulsywnością przenosi swoją seksualność do "podziemia" - do świata pornografii, masturbacji czy anonimowych kontaktów. 
Źródło: Shutterstock
Mówi się o nich: "seksoholicy", przypisując im nienasycony temperament i życie pełne niekończącej się rozkoszy. Rzeczywistość osób zmagających się z kompulsywnością seksualną to jednak nie "eldorado", lecz mroczne "podziemie" wstydu, przymusu i narastającej samotności. W tym świecie seks przestaje być źródłem bliskości. W Polsce problem dotyczy dziesiątek tysięcy mężczyzn.Artykuł dostępny w subskrypcji

Jak to możliwe, że problem najczęściej uderza w "grzecznych chłopców"? Dlaczego ludzki mózg daje się "zhakować" do tego stopnia, że w relacji z życiową partnerką sypialnia zamienia się w "fizyczną pustynię?”. Co czuje kobieta, która we własnym związku zaczyna wchodzić w rolę detektywa śledzącego historię przeglądarki, wydatki z konta, zapach na ubraniach?

Gdzie leży granica w "bezpiecznym" dostarczaniu sobie seksualnych przyjemności? Czy w starciu z potężnym mechanizmem neurobiologicznym "silna wola", by przestać, ma jakiekolwiek szanse? I czy po latach funkcjonowania w "seksualnym podziemiu" da się jeszcze odzyskać wiarę w siebie i wrócić do autentycznej, zdrowej bliskości?

Prof. Michał Lew-Starowicz, specjalista seksuologii i psychiatrii, w rozmowie z nami dekonstruuje krzywdzące mity na temat "seksoholików", tłumaczy mechanizm kompulsywnych zachowań seksualnych i opowiada o unikalnych badaniach, do których można się zgłosić, a które dają realną szansę na przerwanie błędnego koła przymusu...

Agata Daniluk: Zacznijmy od dekonstrukcji pewnego powszechnego wyobrażenia... Często myślimy o przyjemności jako o doznaniu czysto mechanicznym, fizjologicznym - czymś, co dzieje się "w skórze", w organach płciowych. Jednak nauka mówi nam, że mapa rozkoszy wygląda zupełnie inaczej…

Czytaj także: