Pierwsze wybory od zamachu stanu

TVN24

Aktualizacja:

Po przeliczeniu 92 proc. głosów w niedzielnych wyborach parlamentarnych w Tajlandii komisja wyborcza podała, że największą ich liczbę otrzymała związana z wojskiem partia Palang Pracharat (PPRP), która wyprzedziła opozycyjną Pheu Thai.

Były to pierwsze wybory w Tajlandii od 2014 roku, gdy wojskowa junta pod wodzą obecnego premiera Prayuta Chan-ochy obaliła demokratycznie wybrany rząd Pheu Thai.

Komisja wyborcza przekazała, że 6 procent głosów uznano za nieważne, a więcej informacji na temat wyników zostanie ogłoszonych na konferencji prasowej w poniedziałek. Według wstępnych, częściowych i nieoficjalnych wyników, przekazanych przez komisję i przytoczonych przez agencję AP, PPRP zdobyła ok. 7,5 mln, a Pheu Thai - ok. 7 mln spośród 92 proc. przeliczonych dotąd głosów. Na trzecim miejscu znalazła się nowa partia Future Forward (FFP) z 5,2 mln głosów, a na kolejnym - Partia Demokratyczna (DP) z 3,2 mln głosów. Przy skomplikowanym systemie wyborczym liczby te nie oznaczają jednak, że PPRP zdobędzie najwięcej miejsc w niższej izbie tajlandzkiego parlamentu. Ze wstępnych szacunków ze strony internetowej dziennika "Bangkok Post" wynika, że to Pheu Thai może uzyskać najwięcej mandatów. Tak dobry wynik PPRP zaskoczył jednak obserwatorów, którzy spodziewali się jednoznacznego zwycięstwa Pheu Thai - partii związanej z byłym premierem Thaksinem Shinawatrą, obalonym przez wojsko w 2006 roku, oraz z jego siostrą Yingluck Shinawatrą, którą podobny los spotkał osiem lat później. Partie Shinawatrów wygrywały wszystkie wybory w Tajlandii od 2001 roku. Taki wynik dodatkowo podnosi również szanse Prayuta na zachowanie stanowiska premiera, które nawet w przypadku porażki PPRP wydawały się wysokie. Przez pięć lat rządów junta zdążyła zmienić konstytucję i prawo wyborcze, by znacznie ułatwić sobie pozostanie przy władzy.

CO JEST STAWKĄ WYBORÓW W TAJLANDII? >

Głosowanie trwało w niedzielę od godziny 8 (2 nad ranem w Polsce) do godziny 17 (11 czasu polskiego). Komisja wyborcza prognozowała, że głosy odda 80 procent spośród ponad 51 milionów uprawnionych. Oficjalne wyniki mają zostać ogłoszone 9 maja.

Z wyborami wiązano nadzieje na zakończenie dyktatury i powrót demokracji w kraju, który przez dziesięciolecia stanowił wzór do naśladowania dla całego regionu. Przez ostatnie pięć lat rządów wojskowa junta z obecnym premierem Prayutem Chan-ochą zdążyła jednak zmienić konstytucję i prawo wyborcze, by znacznie utrudnić opozycji przejęcie władzy. Przyszły rząd będzie też musiał wypełniać "plan 20-letni" nadany przez Prayuta.

Generał pisze i nagrywa piosenki

- Choć sytuacja polityczna w kraju uspokoiła się, to rządy junty naznaczone są między innymi ograniczeniem praw obywatelskich, w tym możliwości zgromadzeń i wolności słowa. Ponadto pomimo solidnego wzrostu gospodarczego (4,6 procent w 2018 roku) kraj przeżywa trudności związane z niskimi cenami surowców (na przykład kauczuku) czy protestami związanymi z własnością ziemi - powiedział przed wyborami w rozmowie z tvn24.pl Damian Wnukowski, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Prayut jednak nie próżnuje i próbuje ocieplić swój wizerunek. Generał pisze i nagrywa piosenki, które następnie puszczane są w radiu, a w sloganach politycznych określany jest pseudonimem "wujek Tu". Niedawno na antenie państwowej telewizji gotował curry z kurczaka i jeździł traktorem w towarzystwie mieszkańców jednej z wsi. W mediach społecznościowych regularnie publikuje zdjęcia z dziećmi, studentami i osobami starszymi.

Według wielu obserwatorów zabiegi te nie są jednak skuteczne, a wiele osób, które dawniej popierały wojskowych, teraz chce zmiany. Pod rządami junty tempo rozwoju gospodarczego Tajlandii spadło do około 3 procent PKB rocznie, a rozwarstwienie majątkowe wzrosło do rekordowych rozmiarów. Według raportu Credit Suisse w 2018 roku przepaść między bogatymi a biednymi w Tajlandii była największa na świecie, a do 1 procent najbogatszych Tajlandczyków należały dwie trzecie łącznego majątku w kraju.

W głosowaniu wybranych zostanie 500 deputowanych niższej izby parlamentu, a licząca 250 członków izba wyższa będzie w praktyce w całości wyłoniona przez wojskowych. Nad wyborem przyszłego premiera zagłosują wspólnie obie izby, co oznacza, że opozycja musiałaby zdobyć w wyborach aż 376 mandatów, by móc przeforsować swojego kandydata.

Jakie prognozy

"Po niedzielnych wyborach Prayut prawdopodobnie pozostanie premierem, ale do efektywnego rządzenia będzie potrzebował wsparcia mniejszych partii, niezależnych od wojska i od Shinawatrów" - napisał w komentarzu politolog z Uniwersytetu Chulalongkorn w Bangkoku Thitinan Pongsudhirak.

Największym z takich ugrupowań jest Partia Demokratyczna (DP), która sprzeciwiała się rządom Shinawatrów, a którą obecnie określa się jako trzecią opcję, alternatywną wobec obu zwaśnionych obozów. Stosunkowo dużą popularność, zwłaszcza wśród młodego elektoratu, zdobyła nowa siła na scenie politycznej kraju, partia Future Forward (FFP) kierowana przez charyzmatycznego, atletycznie zbudowanego milionera Thanathorna Juangroongruangkita, niechętna wobec władzy generałów.

W wyniku wyborów powstanie prawdopodobnie słaby rząd koalicyjny złożony z wielu małych partii pod wodzą ugrupowań związanych z juntą - uważają eksperci. Podkreślają jednocześnie, że rezultaty będzie można analizować dopiero w maju, po ogłoszeniu oficjalnych wyników, gdyż wielu kandydatów opozycji może zostać zdyskwalifikowanych.

- Głosuję na Thanathorna. Nie wiem czy wygra, ale chcę, żeby mógł negocjować w parlamencie. Podoba mi się to, co mówi, jest za demokracją i przeciw dyktaturze - powiedział 30-letni student akademii medycznej o imieniu Chanin, który jako jeden z pierwszych oddał rano swój głos w lokalu wyborczym w szkole w dzielnicy Bang Rak w Bangkoku.

Część osób wciąż popiera jednak rządy wojskowych. - Dawniej ciągle było zamieszanie. Teraz, gdy rządzi Prayut, jest spokojnie - powiedział 52-letni drobny przedsiębiorca z Bangkoku Nattaphum Samuphat, uzasadniając zamiar oddania głosu na partię popierającą generała. Według Nattaphuma politycy z drugiej strony barykady "za dużo gadają", podczas gdy junta zaprowadziła w kraju porządek.

Zamieszki

Choć mieszkańcy wykazują duże zainteresowanie wyborami, w Bangkoku nie doszło w sobotę do żadnych poważnych incydentów.

Dzień przed poprzednimi wyborami w 2014 roku, w stolicy kraju doszło do zamieszek i starć pomiędzy zwolennikami populistycznego rządu, a jego przeciwnikami. W strzelaninach rannych zostało co najmniej sześć osób. Wybory ostatecznie unieważniono, a wkrótce wojskowa junta obaliła rząd i przejęła władzę, którą sprawuje do dziś.

Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej
PAP

Autor: mb, akw / Źródło: PAP