"Witamy w Polsce. Chlebem, solą i twardą rzeczywistością, jeśli zajdzie potrzeba. Tutaj nie ma miękkiej gry. GROMDA. Szybko weryfikujemy każdego. Bez taryfy ulgowej" - to tylko jeden z wpisów okraszony zdjęciem z czterema mężczyznami trzymającymi w dłoniach kije bejsbolowe i łom.
Czytaj więcej: "Usłyszeli, że jest Ukrainką i zaczęli ją wyzywać". Na ulicy pobili Anastazję i Maksyma
Kolejny wpis brzmi tak: "POLSKA TO NASZ DOM, A POLSKI TO NASZ JĘZYK. Gościnność ma swoje granice, a tą granicą jest szacunek dla gospodarza. Nasz język to fundament tożsamości, wywalczony krwią pokoleń. Nie jest opcją ani dodatkiem - to święty obowiązek każdego, kto decyduje się tutaj żyć i budować przyszłość. Skończmy z taryfą ulgową. Krótko i na temat: mieszkasz w Polsce? Szanuj naszą kulturę i mów po polsku. Bez wyjątków! GROMDA. Nie ma miękkiej gry".
Do wpisu dodane jest wideo, na którym łysy, umięśniony młody mężczyzna mówi: "Ten język powinien powoli się zmieniać z ukraińskiego na polski, bo nie powiem, na siłowni czy w innych miejscach słysząc ciągle 'charaszo, charaszo' potrafiło to zdenerwować. Wiadomo, jak się źle taki człowiek zachowywał, to trzeba było go uspokoić, pokazać, że się znajduje w Polsce, a nie w Ukrainie".
"Każdy obcokrajowca powinien się dostosować do danego kraju" - dodaje z błędem językowym (powinno być: każdy obcokrajowiec).
Inny z wpisów mówi natomiast o tym, że jeśli komuś się nie podoba w naszym kraju, to powinien się wynosić. Czytamy w nim, że "polskie ekipy w całym kraju są w pełnej gotowości".
"To jest twarda Polska, a nie brukselskie salony" - można przeczytać w jeszcze innym wpisie.
Wiele postów ma tysiące reakcji, nieraz tysiące komentarzy i setki udostępnień. Ich nacjonalistyczna i ksenofobiczna wymowa nie pozostawia żadnych wątpliwości.
Po napaści we Wrocławiu liczba komentarzy pod ostatnim postem gwałtownie wzrosła. W zdecydowanej większości wyśmiewają Gromdę i to, że "wojownik" zaatakował z dwoma kolegami dziewczynę i chłopaka. "Piękne, najpierw trucie co czeka obcokrajowców w każdym poście, a teraz jak się okazało, że bandyci biją kobiety i kopią leżących 3 na 1 to Gromda umywa ręce. Tak właśnie wygląda nacjonalizm i honor nacjonalistów w Polsce." - głosi jeden z nich.
Adam C.: dziesięć lat siedziałem w pudle
Jednym z zatrzymanych napastników jest Adam C. "Cycu". W ramach Gromdy stoczył dwie walki. Zgodnie z bogatym wpisem na Wikipedii walczył w galach nr 14 (wrzesień 2023) i 21 (maj 2025). Obie walki przegrał przez nokaut w pierwszej rundzie.
Na YouTube dostępny jest film z rozmową z C. po pierwszej z tych walk. Pytany o przyczynę porażki mówi: "Ja miałem mało przygotowania, ja dziesięć lat w pudle siedziałem, nie było tam za ciekawie, były treningi, ale (...) całkiem to inaczej jest".
"Zbłądziłem, gdzieś poszedłem w świat tych bandziorków, ale dzisiaj już jest w porządku" - dodał. Występ zadedykował swoim dzieciom.
Właściciel Gromdy odpiera zarzuty
Zdaniem właściciela federacji Mariusza Grabowskiego, napadu we Wrocławiu nie należy łączyć z wpisami Gromdy. Jak przekonuje w rozmowie z tvn24.pl, materiały publikowane przez federację nie mają nic wspólnego z nawoływaniem do agresji na kogokolwiek.
- W którym z filmików nawołujemy do tego, by potępiać Ukraińców? To wy, jako media, robicie zamieszanie i nakręcacie tę spiralę jeszcze bardziej, zamiast tonować nastroje. Nas jako Gromdę chce się podciągać pod coś i wkręcać w gierki polityczne. Odcinamy się od tego - mówi Grabowski.
Jak zapewnia, treści publikowane przez federację dotyczą tylko i wyłącznie promocji Gromdy i jej najbliższej gali.
- To nawiązanie do szacunku między zawodnikami. Wiadomo, że dziś każdy może sobie dopasować słowa do własnego kontekstu. Nasz przekaz jest tylko pod Gromdę i słowa typu, że "nikt nie będzie krzyczał" nie są skierowano przeciwko innym nacjom - twierdzi Grabowski.
Podkreśla, że zarówno on, jak i jego organizacja, nie są przeciwko Ukraińcom. - Sam na co dzień pracuję z Ukraińcami. Poza tym na ostatniej gali walczyli zawodnicy z Ukrainy - podsumowuje Mariusz Grabowski.
Na koniec w rozmowie z tvn24.pl zapewnił jeszcze raz, że federacja z całą stanowczością potępia "tego typu zachowania i odcina się od takich osób".
Mroczna przeszłość właściciela Gromdy
Mariusz Grabowski, dziś właściciel Gromdy i grupy bokserskiej Tymex Boxing Promotion, w przeszłości sam miał duże problemy z prawem. Wirtualna Polska w artykule z marca 2022 roku opisała mroczną przeszłość Grabowskiego.
Grabowski został zatrzymany w marcu 2010 roku przez Centralne Biuro Śledcze Policji. W sumie Grabowski usłyszał 11 zarzutów: dotyczących kradzieży z włamaniem, handlu narkotykami, oszustw, handlu bronią, pomocy przy kradzieży, paserstwa oraz pomocy przy porwaniu człowieka. Popularny "Grabek" trafił do aresztu, który opuścił w lipcu 2011 roku.
Wszystkie zarzuty postawiono mu w oparciu o zeznania świadka koronnego - Alberta W. - który także miał problemy z prawem. Pod koniec 2010 roku sprawa trafiła do sądu. Proces trwał blisko pięć lat. Sąd skazał Grabowskiego na 2,5 roku więzienia za trzy przestępstwa. Jednym z nich, oprócz kradzieży z włamaniem i oszustwa, była pomoc przy porwaniu biznesmena z Pomorza. Jak informowała Wirtualna Polska, w 2018 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację w tej sprawie i "Grabek" wrócił za kraty, gdzie przebywał od sierpnia 2018 roku do października 2019.
Po wyjściu na wolność Grabowski założył Gromdę - federację walk na gołe pięści, która od samego początku wzbudzała kontrowersje. Z informacji zebranych przez Szymona Jadczaka z Wirtualnej Polski wynika, że w walkach brali udział pseudokibice oskarżani o handel narkotykami i pobicia. Współwłaścicielem Gromdy był dziennikarz sportowy Mateusz Borek. W 2020 roku wspólnie z Grabowskim podpisali umowę na transmisje gali bokserskich w TVP. Borek wycofał się z federacji w marcu 2022 roku. Wystąpił wówczas w spocie promującym federację. Nakręcony w mafijnej stylistyce klip, z roznegliżowanymi modelkami i fragmentami walk, kończy się słowami wypowiadanymi do kamery przez Borka: "Dla prawdziwych facetów i twardych skur***li". Odbił się na tyle szerokim echem i spotkał z tyloma negatywnymi komentarzami, że Borek zrezygnował z dalszego udziału w projekcie Gromda.
Wpisy Gromdy okiem specjalisty od komunikacji
Zdaniem doktora Przemysława Krysińskiego z Instytutu Badań Informacji i Komunikacji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy ksenofobiczne wpisy zamieszczone w mediach społecznościowych mogły bezpośrednio przyczynić się do ataku. Zwraca uwagę, że w czasach dominacji algorytmów rekomendacyjnych i generatywnej sztucznej inteligencji, dezinformacja może przybierać różne formy i zwiększać swój zasięg o wiele szybciej niż jeszcze kilka lat temu.
- Dzieje się tak nie tylko dlatego, że ktoś zamieścił jakąś nieprawdziwą informację w mediach społecznościowych, ale także dlatego, że ją skomentował lub przekazał dalej. To wszystko sprawia, że treści o charakterze dezinformującym zyskują coraz większą liczbę odbiorców, a przez to częściej pojawiają się w zasięgu osób, które są podatne na tego typu informacje - zauważa doktor Krysiński.
Zaznacza, że być może wpisy mogły być przyczyną agresji, dlatego tak ważne jest zwiększanie świadomości zagrożeń po obu stronach - nie tylko po stronie odbiorców komunikatu, ale także po stronie nadawców.
- Ci drudzy bardzo często kierują się w swoich działaniach potrzebą wzbudzenia określonych emocji, a stąd już niedaleko do podjęcia określonych działań, wykraczających poza cyfrową rzeczywistość - wyjaśnia naukowiec.
Brutalne pobicie Ukraińców we Wrocławiu
Do pobicia pary Ukraińców doszło w niedzielę, 26 lipca około godziny 18.30 na ulicy Okulickiego we Wrocławiu. Według relacji poszkodowanej kobiety wszystko zaczęło się w sklepie.
- W kolejkę wtrącił się pan. Stał z tyłu, potem ominął mnie w kolejce. Położyłam na kasie swoje zakupy i pani skasowała najpierw mnie, a później jego. Powiedziałam mu, że tak się nie robi i że jest kolejka. Później jego kolega zaczął mnie wyzywać - opowiedziała Anastazja. Dodała, że wyzwiska dotyczyły jej narodowości.
W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, jak do pary, już po wyjściu ze sklepu, podbiega trzech mężczyzn.
Zaatakowali mężczyznę, a gdy jego partnerka próbowała mu pomóc, również została pobita. Otrzymała kilka ciosów w twarz i głowę. Napastnicy bili mężczyznę pięściami w głowę i po całym ciele, następnie został on przewrócony na ziemię, był bity i kopany. Po zakończeniu ataku sprawcy uciekli.
W poniedziałek policja poinformowała o zatrzymaniu dwóch mężczyzn w wieku 27 i 45 lat. Jeden z nich próbował uciec z miasta.
"Zatrzymani byli już wcześniej wielokrotnie notowani za różnego rodzaju czyny zabronione. Policjanci nadal intensywnie pracują nad sprawą, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tego skandalicznego zdarzenia i zatrzymać pozostałych sprawców" - przekazała Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu.
We wtorek wczesnym popołudniem obaj zostali doprowadzeni do prokuratury i usłyszeli zarzuty.