Brutalne pobicie Ukraińców we Wrocławiu. Napastnik walczył w federacji Gromda

Brutalne pobicie pary Ukraińców we Wrocławiu
"To jest ksenofobia"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Karina Kitsai 
"Ekipa srogiej polskiej gościnności zaprasza na tradycyjny wpi*rdol i ekspresowe prostowanie każdego pyskacza, który zapomniał dobrych manier" - między innymi taki wpis widnieje na Facebooku federacji Gromda. To firma organizująca od kilku lat bijatyki na gołe pięści. Wśród napastników, którzy zaatakowali parę Ukraińców we Wrocławiu, jest Adam C., który stoczył w ramach tej federacji dwie walki.

"Witamy w Polsce. Chlebem, solą i twardą rzeczywistością, jeśli zajdzie potrzeba. Tutaj nie ma miękkiej gry. GROMDA. Szybko weryfikujemy każdego. Bez taryfy ulgowej" - to tylko jeden z wpisów okraszony zdjęciem z czterema mężczyznami trzymającymi w dłoniach kije bejsbolowe i łom.

Czytaj więcej: "Usłyszeli, że jest Ukrainką i zaczęli ją wyzywać". Na ulicy pobili Anastazję i Maksyma

Kolejny wpis brzmi tak: "POLSKA TO NASZ DOM, A POLSKI TO NASZ JĘZYK. Gościnność ma swoje granice, a tą granicą jest szacunek dla gospodarza. Nasz język to fundament tożsamości, wywalczony krwią pokoleń. Nie jest opcją ani dodatkiem - to święty obowiązek każdego, kto decyduje się tutaj żyć i budować przyszłość. Skończmy z taryfą ulgową. Krótko i na temat: mieszkasz w Polsce? Szanuj naszą kulturę i mów po polsku. Bez wyjątków! GROMDA. Nie ma miękkiej gry".

Do wpisu dodane jest wideo, na którym łysy, umięśniony młody mężczyzna mówi: "Ten język powinien powoli się zmieniać z ukraińskiego na polski, bo nie powiem, na siłowni czy w innych miejscach słysząc ciągle 'charaszo, charaszo' potrafiło to zdenerwować. Wiadomo, jak się źle taki człowiek zachowywał, to trzeba było go uspokoić, pokazać, że się znajduje w Polsce, a nie w Ukrainie".

"Każdy obcokrajowca powinien się dostosować do danego kraju" - dodaje z błędem językowym (powinno być: każdy obcokrajowiec).

Inny z wpisów mówi natomiast o tym, że jeśli komuś się nie podoba w naszym kraju, to powinien się wynosić. Czytamy w nim, że "polskie ekipy w całym kraju są w pełnej gotowości".

"To jest twarda Polska, a nie brukselskie salony" - można przeczytać w jeszcze innym wpisie.

Wiele postów ma tysiące reakcji, nieraz tysiące komentarzy i setki udostępnień. Ich nacjonalistyczna i ksenofobiczna wymowa nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Po napaści we Wrocławiu liczba komentarzy pod ostatnim postem gwałtownie wzrosła. W zdecydowanej większości wyśmiewają Gromdę i to, że "wojownik" zaatakował z dwoma kolegami dziewczynę i chłopaka. "Piękne, najpierw trucie co czeka obcokrajowców w każdym poście, a teraz jak się okazało, że bandyci biją kobiety i kopią leżących 3 na 1 to Gromda umywa ręce. Tak właśnie wygląda nacjonalizm i honor nacjonalistów w Polsce." - głosi jeden z nich.

Adam C.: dziesięć lat siedziałem w pudle

Jednym z zatrzymanych napastników jest Adam C. "Cycu". W ramach Gromdy stoczył dwie walki. Zgodnie z bogatym wpisem na Wikipedii walczył w galach nr 14 (wrzesień 2023) i 21 (maj 2025). Obie walki przegrał przez nokaut w pierwszej rundzie.

Na YouTube dostępny jest film z rozmową z C. po pierwszej z tych walk. Pytany o przyczynę porażki mówi: "Ja miałem mało przygotowania, ja dziesięć lat w pudle siedziałem, nie było tam za ciekawie, były treningi, ale (...) całkiem to inaczej jest".

"Zbłądziłem, gdzieś poszedłem w świat tych bandziorków, ale dzisiaj już jest w porządku" - dodał. Występ zadedykował swoim dzieciom.

Właściciel Gromdy odpiera zarzuty

Zdaniem właściciela federacji Mariusza Grabowskiego, napadu we Wrocławiu nie należy łączyć z wpisami Gromdy. Jak przekonuje w rozmowie z tvn24.pl, materiały publikowane przez federację nie mają nic wspólnego z nawoływaniem do agresji na kogokolwiek.

- W którym z filmików nawołujemy do tego, by potępiać Ukraińców? To wy, jako media, robicie zamieszanie i nakręcacie tę spiralę jeszcze bardziej, zamiast tonować nastroje. Nas jako Gromdę chce się podciągać pod coś i wkręcać w gierki polityczne. Odcinamy się od tego - mówi Grabowski.

Jak zapewnia, treści publikowane przez federację dotyczą tylko i wyłącznie promocji Gromdy i jej najbliższej gali.

- To nawiązanie do szacunku między zawodnikami. Wiadomo, że dziś każdy może sobie dopasować słowa do własnego kontekstu. Nasz przekaz jest tylko pod Gromdę i słowa typu, że "nikt nie będzie krzyczał" nie są skierowano przeciwko innym nacjom - twierdzi Grabowski.

Podkreśla, że zarówno on, jak i jego organizacja, nie są przeciwko Ukraińcom. - Sam na co dzień pracuję z Ukraińcami. Poza tym na ostatniej gali walczyli zawodnicy z Ukrainy - podsumowuje Mariusz Grabowski.

Na koniec w rozmowie z tvn24.pl zapewnił jeszcze raz, że federacja z całą stanowczością potępia "tego typu zachowania i odcina się od takich osób".

Mroczna przeszłość właściciela Gromdy

Mariusz Grabowski, dziś właściciel Gromdy i grupy bokserskiej Tymex Boxing Promotion, w przeszłości sam miał duże problemy z prawem. Wirtualna Polska w artykule z marca 2022 roku opisała mroczną przeszłość Grabowskiego.

Grabowski został zatrzymany w marcu 2010 roku przez Centralne Biuro Śledcze Policji. W sumie Grabowski usłyszał 11 zarzutów: dotyczących kradzieży z włamaniem, handlu narkotykami, oszustw, handlu bronią, pomocy przy kradzieży, paserstwa oraz pomocy przy porwaniu człowieka. Popularny "Grabek" trafił do aresztu, który opuścił w lipcu 2011 roku.

Wszystkie zarzuty postawiono mu w oparciu o zeznania świadka koronnego - Alberta W. - który także miał problemy z prawem. Pod koniec 2010 roku sprawa trafiła do sądu. Proces trwał blisko pięć lat. Sąd skazał Grabowskiego na 2,5 roku więzienia za trzy przestępstwa. Jednym z nich, oprócz kradzieży z włamaniem i oszustwa, była pomoc przy porwaniu biznesmena z Pomorza. Jak informowała Wirtualna Polska, w 2018 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację w tej sprawie i "Grabek" wrócił za kraty, gdzie przebywał od sierpnia 2018 roku do października 2019.

Po wyjściu na wolność Grabowski założył Gromdę - federację walk na gołe pięści, która od samego początku wzbudzała kontrowersje. Z informacji zebranych przez Szymona Jadczaka z Wirtualnej Polski wynika, że w walkach brali udział pseudokibice oskarżani o handel narkotykami i pobicia. Współwłaścicielem Gromdy był dziennikarz sportowy Mateusz Borek. W 2020 roku wspólnie z Grabowskim podpisali umowę na transmisje gali bokserskich w TVP. Borek wycofał się z federacji w marcu 2022 roku. Wystąpił wówczas w spocie promującym federację. Nakręcony w mafijnej stylistyce klip, z roznegliżowanymi modelkami i fragmentami walk, kończy się słowami wypowiadanymi do kamery przez Borka: "Dla prawdziwych facetów i twardych skur***li". Odbił się na tyle szerokim echem i spotkał z tyloma negatywnymi komentarzami, że Borek zrezygnował z dalszego udziału w projekcie Gromda.

Wpisy Gromdy okiem specjalisty od komunikacji

Zdaniem doktora Przemysława Krysińskiego z Instytutu Badań Informacji i Komunikacji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy ksenofobiczne wpisy zamieszczone w mediach społecznościowych mogły bezpośrednio przyczynić się do ataku. Zwraca uwagę, że w czasach dominacji algorytmów rekomendacyjnych i generatywnej sztucznej inteligencji, dezinformacja może przybierać różne formy i zwiększać swój zasięg o wiele szybciej niż jeszcze kilka lat temu.

- Dzieje się tak nie tylko dlatego, że ktoś zamieścił jakąś nieprawdziwą informację w mediach społecznościowych, ale także dlatego, że ją skomentował lub przekazał dalej. To wszystko sprawia, że treści o charakterze dezinformującym zyskują coraz większą liczbę odbiorców, a przez to częściej pojawiają się w zasięgu osób, które są podatne na tego typu informacje - zauważa doktor Krysiński.

Zaznacza, że być może wpisy mogły być przyczyną agresji, dlatego tak ważne jest zwiększanie świadomości zagrożeń po obu stronach - nie tylko po stronie odbiorców komunikatu, ale także po stronie nadawców.

- Ci drudzy bardzo często kierują się w swoich działaniach potrzebą wzbudzenia określonych emocji, a stąd już niedaleko do podjęcia określonych działań, wykraczających poza cyfrową rzeczywistość - wyjaśnia naukowiec.

Brutalne pobicie Ukraińców we Wrocławiu

Do pobicia pary Ukraińców doszło w niedzielę, 26 lipca około godziny 18.30 na ulicy Okulickiego we Wrocławiu. Według relacji poszkodowanej kobiety wszystko zaczęło się w sklepie.

- W kolejkę wtrącił się pan. Stał z tyłu, potem ominął mnie w kolejce. Położyłam na kasie swoje zakupy i pani skasowała najpierw mnie, a później jego. Powiedziałam mu, że tak się nie robi i że jest kolejka. Później jego kolega zaczął mnie wyzywać - opowiedziała Anastazja. Dodała, że wyzwiska dotyczyły jej narodowości.

W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, jak do pary, już po wyjściu ze sklepu, podbiega trzech mężczyzn.

Zaatakowali mężczyznę, a gdy jego partnerka próbowała mu pomóc, również została pobita. Otrzymała kilka ciosów w twarz i głowę. Napastnicy bili mężczyznę pięściami w głowę i po całym ciele, następnie został on przewrócony na ziemię, był bity i kopany. Po zakończeniu ataku sprawcy uciekli.

W poniedziałek policja poinformowała o zatrzymaniu dwóch mężczyzn w wieku 27 i 45 lat. Jeden z nich próbował uciec z miasta.

"Zatrzymani byli już wcześniej wielokrotnie notowani za różnego rodzaju czyny zabronione. Policjanci nadal intensywnie pracują nad sprawą, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności tego skandalicznego zdarzenia i zatrzymać pozostałych sprawców" - przekazała Komenda Wojewódzka Policji we Wrocławiu.

We wtorek wczesnym popołudniem obaj zostali doprowadzeni do prokuratury i usłyszeli zarzuty.

Klatka kluczowa-587364
Para Ukraińców została pobita przez grupę mężczyzn we Wrocławiu
Źródło: TVN24
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: