Czterystu kolarzy zmierzyło się ze Śnieżką. "To 14 km morderczej, górskiej trasy"

Wrocław

TVN24 Wrocław"To 14 km morderczej górskiej trasy"

- To morderczy wyścig, bo na 14-kilometrowym odcinku różnica wysokości to ponad 1000 metrów - tak o zawodach mówią organizatorzy Uphill Race, rowerowego wjazdu na najwyższy szczyt w Karkonoszach. W niedzielę 400 kolarzy zmierzyło się ze Śnieżką.

- Najlepsi pokonują trasę poniżej godziny. Inni potrzebują na wjazd prawie trzy. Każdy ma swój czas, ale tak na prawdę nie jest ważny wynik. Najważniejsze jest to, że każdy zdobywa szczyt i jest na Śnieżce. To ogromna satysfakcja - mówi Maciej Grabek, dyrektor Uphill Race Śnieżka 2013.

Rowerem na najwyższy szczyt

Do Karpacza w niedzielę przyjechało ponad 400 zawodników. Każdy z nich zmierzył się z najwyższym szczytem w Polsce, na który można wjechać rowerem, nie zsiadając z niego.

- Stoi za mną tłum szczęśliwych ludzi, którzy zdobyli Śnieżkę. Są wśród nich nie tylko zawodowi kolarze, ale też amatorzy, którzy od wielu sezonów szykowali się do wyścigu. Co roku mamy limit miejsc. Gdy rozpoczęły się zapisy 400 zawodników zgłosiło się w ciągu kilkunastu minut - opowiada Maciej Grabek

Co trzeba zrobić aby podołać temu morderczemu wyścigowi? - Być w dobrym klubie rowerowym, mieć takich towarzyszy jak moi i dobrego trenera, trenować kilkanaście godzin w tygodniu, oraz mieć lekki i wytrzymały rower - opowiada Łukasz Warżawa z Wrocławia.

Łukasz wjechał na górę tak, jak planował - poniżej 90 minut. Nie wszyscy jednak biorący udział w wyścigu są zawodowcami, ci jadą by zmierzyć się z samym sobą i dla satysfakcji. - To nie do opisania. Zmęczenie jest potworne. Nogi się uginają, ale szczęście jest przeogromne - mówiła z uśmiechem na twarzy Magda, uczestniczka zawodów.

Na górę tylko raz w roku

Na najwyższy szczyt Polskich i Czeskich Sudetów mierzący 1602 m. n. p. m., można wjechać tylko raz w roku. Właśnie z okazji Śnieżka Uphill Race. Trasa prowadzi szlakiem turystycznym. - Ze względów bezpieczeństwo w Karkonoskim Parku Narodowym nie można poruszać się rowerem. Raz do roku jednak robią dla nas wyjątek - mówi Grabek.

- Droga jest kamienista, granitowa, brukowana, jej zmienność i przewyższenia sprawiają trudność. Istotną sprawą jest ciśnienie w oponach, nie może być za duże, aby nie przebić dętki, ani za małe. To jest impreza, do której należy się naprawdę przygotować - przekonuje Grabek

Uciekał aż do Wang

W tym roku najlepszy kolarz potrzebował 56 minut, by zdobyć szczyt. Następny wjechał 2 minuty po nim, a swoją ucieczkę od peletonu zaczął tuż za świątynią Wang, gdzie powoli zwiększał swoją przewagę.

- W zeszłym roku byłem drugi. Postanowiłem, że w tym roku muszę być pierwszy i udało mi się. Jestem szczęśliwy - cieszy się zwycięzca Patryk Kaczmarczyk. - Szkoda, że nie udało się pobić rekordu. Aby wygrać musiałem trenować cały rok. Uwielbiam górskie wyścigi, ale wymagają one ogromnego wysiłku - dodaje.

Jak swoje zwycięstwo uczci Patryk? - Przede wszystkim odpocznę - odpowiada skromnie.

Autor: gdem/roody / Źródło: TVN 24 Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 Wrocław | Maciej Cepin