Śledztwo w sprawie Russiagate "krótko przed zakończeniem"

TVN24


Wkrótce zakończy się śledztwo w sprawie potencjalnego ingerowania przez władze Rosji w wybory prezydenckie w USA i możliwej zmowy między otoczeniem Donalda Trumpa a Moskwą - poinformował pełniący obowiązki prokuratora generalnego Matthew Whitaker.

- Myślę, że dochodzenie jest krótko przed zakończeniem. Mam nadzieję, że jak najszybciej otrzymamy raport w tej sprawie - podkreślił Whitaker podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Waszyngtonie. Nie rozwinął jednak swojej wypowiedzi, nie podał także konkretnego terminu zakończenia blisko dwuletniego śledztwa.

Jak zauważyła agencja AP, po raz pierwszy przedstawiciel władz USA publicznie potwierdził pojawiające się od pewnego czasu plotki o końcu tego dochodzenia. Dotychczas odpowiedzialne za nie ministerstwo sprawiedliwości bardzo rzadko komentowało tę sprawę.

Brakuje konkretów

Whitaker, uważany za sojusznika Trumpa polityk pełniący obowiązki szefa amerykańskiej prokuratury od listopada 2018 roku, gdy rezygnację złożył Jeff Sessions, był krytykowany za to, że nie wyłączył się z dochodzenia, mimo że w przeszłości negatywnie się o nim wypowiadał.

Ministerialny doradca ds. etyki zalecał mu wyłączenie się, jednak Whitaker odmówił. Zgodnie z przepisami prowadzący dochodzenie specjalny prokurator Robert Mueller po jego zamknięciu musi przedstawić raport prokuratorowi generalnemu. Nie wiadomo jednak, jaką formę przybierze raport ani czy zostanie upubliczniony. Zależnie od tego, kiedy Mueller zdecyduje się zakończyć śledztwo, jego ustalenia będzie musiał przedstawić albo Whitakerowi, albo już politykowi wyznaczonemu na jego następcę - Williamowi Barrowi. Do zatwierdzenia go na stanowisko potrzebne jest głosowanie Senatu.

Barr mówił, że zamierza upublicznić jak najwięcej informacji o ustaleniach Muellera, ale nie podał szczegółów.

Rosyjska ingerencja w wybory

Prezydent Trump wielokrotnie kategorycznie zaprzeczał tezom o zmowie jego sztabu wyborczego z Rosją, a śledztwo w sprawie Russiagate nazwał "polowaniem na czarownice".

Dotąd w ramach tego dochodzenia przedstawiono zarzuty 34 osobom, w tym kilku z bliskiego otoczenia prezydenta. Na razie jednak nikogo ze sztabu wyborczego Trumpa nie oskarżono o zmowę z Kremlem w celu zaszkodzenia jego demokratycznej rywalce Hillary Clinton czy przyczynienia się do zwycięstwa samego Republikanina. Z zebranych jak dotąd dowodów wynika, że liczni współpracownicy Trumpa mieli związane z Rosją kontakty podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku i między wyborami a zaprzysiężeniem nowego prezydenta, a także że kilka tych osób próbowało zaprzeczać, aby te kontakty miały miejsce.

Zespół Muellera ustalił, że do kontaktów tych doszło w czasie, gdy rosyjskie władze na różnych frontach podejmowały próby wpływania na kampanię przed wyborami prezydenckimi w USA i zwiększenia szans Trumpa na zwycięstwo.

Autor: akw/ja / Źródło: PAP