Dzikie ogniska w historycznym centrum Gdańska. "Nie pomożemy nikomu na siłę"

Ognisko na koczowisku w samym centrum Gdańska
Ognisko w historycznym centrum Gdańska
Źródło wideo: Kontakt24 / Paweł
Źródło zdj. gł.: Straż Miejska w Gdańsku
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Tuż obok spichlerzy nad Motławą bezdomny mężczyzna regularnie rozpala ognisko. - Czy musi dojść do tragedii, żeby służby się tym zajęły - zapytał Kontakt24 mieszkaniec okolicznego osiedla. Służby i instytucje miejskie rozkładają jednak ręce, ponieważ nie pomogą nikomu na siłę.
Artykuł zawiera materiały przesłane na KONTAKT24

Do zdarzenia doszło 23 września w Gdańsku przy ul. Chmielnej. Osoba w kryzysie bezdomności rozpaliła ognisko, aby przygotować jedzenie. Pan Paweł, mieszkaniec okolicznego osiedla, który nagrał zajście i wysłał je Kontaktowi24 twierdzi, że to nie jest pierwszy taki przypadek. "Koczująca tam osoba bezdomna codziennie rozpala ognisko. Czy musi dojść do tragedii, żeby służby się tym zajęły" - zapytał.

Gdańszczanin podejrzewa, że gdy zrobi się chłodniej problem się nasili, co może stanowić zagrożenie pożarowe. "Te ogniska są rozpalane w centrum miasta, tuż obok nieczynnych spichlerzy, które wydają się szczególnie podatne na podpalenie (...) Wystarczy, że ktoś zaśnie, a wiatr przeniesie ogień w inne miejsce i może dojść do poważnego problemu" - napisał czytelnik do serwisu Trójmiasto.pl.

Straż miejska interweniowała

Strażnicy miejscy interweniowali w kwestii dzikiego ogniska w rejonie ul. Chmielnej w czwartek 24 września. Zastany tam mężczyzna posprzątał pozostałości po ogniu i opuścił teren, ale jednocześnie odmówił skierowania do ośrodka dla bezdomnych i skorzystania z pomocy oferowanej przez MOPR.

Andrzej Hinz, Inspektor ds. kontaktu z mediami Straży Miejskiej w Gdańsku potwierdza, że jest to kolejna interwencja. Pierwsza miała miejsce już w połowie sierpnia. Zastali wówczas dwie osoby, kobietę i mężczyznę i ustalili, że ognisko służyło im do przygotowania posiłku. Mężczyzna został wówczas hospitalizowany, ale z czasem wrócił w rejon Motławy.

- Dopóki ta osoba nie wyrazi chęci to my możemy jedynie interweniować w sprawie ognisk, uprzątnięcia terenu oraz informować, gdzie osoba w kryzysie może uzyskać pomoc - tłumaczy Hinz.

Ognisko na koczowisku w samym centrum Gdańska
Ognisko na koczowisku w samym centrum Gdańska
Źródło zdjęcia: Straż Miejska w Gdańsku

Nie mamy uprawnień do przymusowego usuwania

Sytuację z Motławy stale monitorują pracownicy MOPR, którzy we współpracy z zespołem ratunkowo-sanitarnym Stowarzyszenia na Rzecz Ratownictwa "ADIUTARE" oraz streetworkerami Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta regularnie podejmują działania. Dostępna oferta obejmuje m.in. schronienie, wsparcie medyczne i socjalne oraz pomoc w aktywizacji społecznej i zawodowej.

"MOPR nie ma jednak uprawnień do przymusowego usuwania osób z określonego miejsca. Możemy proponować pomoc, motywować do zmiany sytuacji i wspólnie z zainteresowaną osobą opracować plan wsparcia. Skorzystanie z dobrowolnych form pomocy wymaga jednak jej zgody i współpracy" - powiedział Marcin Męczykowski, wicedyrektor MOPR w rozmowie z Trojmiasto.pl.

Źródło: Kontakt24, Trójmiasto.pl, tvn24.pl
Czytaj także: