"Lekarze walizkowi" zostają do końca roku. NFZ zmienia termin

Zespół medyczny mężczyźni lekarze chirurdzy medycy operacja bariatryczna chirurgia brzucha
Bajońskie zarobki lekarzy. Joanna Mucha: proszę zapytać któregoś dyrektora szpitala
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Zmiany dotyczące wykonywania wybranych procedur wyłącznie w szpitalach specjalistycznych wejdą w życie od 1 stycznia 2027. Narodowy Fundusz Zdrowia pierwotnie zakładał ich wprowadzenie 1 października, ale wycofał się z tego terminu po konsultacjach społecznych. Chodzi o ograniczenie działalności "lekarzy walizkowych".

"Od 1 stycznia 2027 r. wybrane zabiegi ortopedyczne, urologiczne i zabiegi chirurgii kręgosłupa będą wykonywane wyłącznie w oddziałach specjalistycznych, które mają odpowiedni sprzęt i kadrę medyczną na miejscu, co daje pacjentom większe bezpieczeństwo, zwłaszcza w razie powikłań" - czytamy w komunikacie NFZ przesłanym do naszej redakcji.

To zmiana, która ma ograniczyć zjawisko tzw. lekarzy walizkowych, czyli specjalistów przyjeżdżających do szpitali powiatowych na pojedyncze dni w miesiącu, aby przeprowadzać tam procedury. - Spodziewam się, że naruszymy pewne interesy - mówił prezes NFZ, gdy informował o nowych zarządzeniach (m.in. w sprawie zmian w chirurgii oraz jakości w podstawowej opiece zdrowotnej), w sierpniu br. Wtedy trafiły one do konsultacji publicznych.

Zabiegi, o których mowa, to:
  • artroskopie
  • wybrane zabiegi kończyny dolnej
  • operacje kręgosłupa
  • wybrane zabiegi urologiczne (moczowodu i pęcherza moczowego).

Plusy i minusy "lekarzy walizkowych"

Obecnie z usług "lekarzy walizkowych" często korzystają szpitale powiatowe, nie gwarantując dalszej właściwej opieki nad pacjentem.

- Zawsze zadaję sobie pytanie, gdzie sam poszedłbym się operować? Nie wybrałbym placówki, w której chirurg pojawia się raz w tygodniu. Wybrałbym szpital, w którym specjalista jest obecny na co dzień i można natychmiast leczyć powikłania. Bezpieczeństwo pacjenta musi być zapewnione przez całą dobę - uważa cytowany w komunikacie prof. Wiesław Tarnowski, prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich.

Podobnego zdania są inni eksperci: prof. Jerzy Sieńko, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii ogólnej; prof. Jarosław Czubak, konsultant krajowy w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu oraz prof. Piotr Czauderna, doradca Prezydenta RP.

Niektórzy eksperci zauważają jednak, że "lekarze walizkowi" często wykonują zabiegi, które bez ich obecności nie byłyby dostępne lokalnie. - Trafiali tam, gdzie dostępność specjalistycznych świadczeń była mniejsza - podkreślała w rozmowie z tvn24.pl w sierpniu br. dr Iwona Kania, zastępczyni rzecznika prasowego Naczelnej Izby Lekarskiej.

Monika Raulinajtys-Grzybek, ekspertka ds. ochrony zdrowia z SGH i współautorka raportu "Braki kadry lekarskiej - strategia działań w różnych horyzontach czasowych (2026)", zgadza się z argumentem, że "lekarze walizkowi" nie zapewniają właśnie wspomnianej kompleksowej opieki. Ale dostrzega też drugą stronę medalu. - Jeżeli ktoś przyjeżdża i robi zabieg, z którego dostępnością jest problem, to trudno powiedzieć, że z perspektywy pacjenta jest to złe - mówiła niedawno w rozmowie z nami. Jednocześnie zauważyła, że "kontrakty walizkowe" w szpitalach powiatowych często były wynikiem starań, żeby utrzymać szpital w dobrej kondycji finansowej. Dlaczego? Dlatego, że procedury wysoko specjalistyczne są znacznie lepiej wyceniane przez NFZ i szpitalowi "opłacają się bardziej", a to nie zawsze jest zgodne z mapą potrzeb.

- Trudno tu winić dyrektora - jego zadaniem było "zarobić" na całość szpitala, a skoro nie dało się zarobić na tym, do czego szpital powiatowy powinien być powołany, to walczono o cokolwiek - tłumaczyła. Dodała, że z perspektywy mikro "to były bardzo racjonalne działania", ale z perspektywy systemu "nie zawsze najsłuszniejsze". - Z drugiej strony, cóż temu szpitalowi powiatowemu zostanie, skoro pozbawi się specjalistycznych procedur? - zauważyła.

Co przyniosą nowe rozporządzenia?

- W najgorszym wariancie strumień pacjentów popłynie do największych szpitali, które szybko mogą stać się niewydolne - mówiła w rozmowie z tvn24.pl dr Iwona Kania z Naczelnej Izby Lekarskiej. Jej zdaniem konsekwencje ograniczenia liczby specjalistycznych świadczeń w mniejszych miejscowościach najmocniej mogą odczuć pacjenci starsi, ubożsi oraz ci, którzy nie mogą liczyć na pomoc rodziny w dotarciu do dużego ośrodka.

Ostro na temat zmian wprowadzanych przez NFZ wypowiedzieli się przedstawiciele Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (PROZZL). "Spodziewam się, że naruszymy pewne interesy"- oznajmił prezes [NFZ, red.], nie dodając, że są to interesy przede wszystkim pacjentów. Walcząc z "lekarzami na walizkach" zmusi pacjentów ze wsi i małych miejscowości, aby sami kupili walizki, jeśli chcą się leczyć - ignorując zupełnie fakt, że dla wielu będzie to trudne, a wręcz niemożliwe" - komentowali we wpisie w portalu społecznościowym.

Organizacja zwróciła w sierpniu uwagę, że wykluczenie komunikacyjne dotyka ponad 10 milionów osób, czyli około 27 proc. społeczeństwa.

Niektórzy lekarze zwracają uwagę na fakt, że "lekarzy walizkowych" nie zawsze kuszą zarobki. O swoich doświadczeniach opowiedział nam dr n. med. Marcin Błoński, specjalista ortopedii i traumatologii, który pracował w takim systemie, raz w miesiącu dojeżdżając do innej placówki na jeden dzień "operacyjny". - Chciałem mieć większy kontakt z medycyną i chirurgią. Finansowo na pewno mi się to nie opłacało - mówił.

Zmiany od przyszłego roku

Po analizie uwag zgłoszonych w konsultacjach, Fundusz pozostał przy swoich argumentach, ale zdecydował, że zmiany wejdą w życie od przyszłego roku. "Szpitale zyskają dodatkowy czas na dostosowanie się do nowych zasad i dokończenie leczenia pacjentów już zakwalifikowanych do zabiegów" - zauważają autorzy komunikatu.

W nowych rozporządzeniach NFZ chodzi także o rozszerzenie modelu płacenia za jakość w systemie ochrony zdrowia. Fundusz zaznaczył, że od października 2026 r. zwiększy finansowanie jednoczasowego leczenia obustronnej przepukliny pachwinowej. Wycena wzrośnie o 40 proc., a środki trafią przede wszystkim do oddziałów chirurgicznych. "Zyska też pacjent, ponieważ przejdzie jeden zabieg i jedną rekonwalescencję, co ograniczy liczbę dodatkowych hospitalizacji" - argumentuje NFZ.

Zmiany także w POZ

Zmiany dotyczą też placówek podstawowej opieki (POZ). Od maja 2027 roku NFZ planuje połączyć wysokość kwot wypłacanych placówkom medycznym z jakością udzielanych przez nie świadczeń. W przypadku POZ obniży stawkę kapitacyjną za brak realizacji wizyt domowych (o 10 proc.), brak teleporad lub ich nadmierny odsetek przekraczający 50 proc. (o 10 proc.), a także za rażąco niską zgłaszalność pacjentek na profilaktyczne badania mammograficzne i cytologiczne (o 5 proc.).

- Wyraźnie widać, że niższe wynagrodzenie będzie dotyczyć tylko tych placówek POZ, których pacjentki w niewielkim stopniu lub w ogóle nie korzystają z konkretnego programu profilaktycznego - mówi Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji w Centrali NFZ.

W szpitalach wysokość kontraktów ma być zależna od 20 wskaźników jakości - przy czym w 2027 r. zastosowane zostaną łagodniejsze progi przejściowe, dające placówkom czas na dostosowanie się do docelowych, bardziej rygorystycznych wymogów, które zaczną obowiązywać w 2028 roku.

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: