Wojciecha W. i Krzysztofa M. skazano na sześć miesięcy ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne, w wymiarze po 30 godzin miesięcznie. Trzeciego z nich - Patryka B. - na karę czterech miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne, w rozmiarze po 30 godzin miesięcznie, a Michała B. na karę grzywny 120 stawek dziennych po 30 złotych każda.
Dodatkowo muszą też zapłacić aktywistom nawiązki finansowe oraz częściowo pokryć koszty procesu. Jak uzasadniała sędzia Sądu Rejonowego w Gryfinie Izabela Kołodzińska-Jordan, sąd poczynił swoje ustalenia na "dowodzie obiektywnym” w postaci nagrania całości zdarzeń.
- Z tych nagrań ewidentnie wynika prawdziwy, niezakłamany przebieg tych zdarzeń. Ponadto, sąd oparł się również na zeznaniach pokrzywdzonych i nie znalazł podstaw, aby podważać wiarygodność zeznań pokrzywdzonych - mówiła sędzia Kołodzińska-Jordan.
Wydarzenia z lipca 2025 roku
Do zdarzań objętych aktem oskarżenia doszło w lipcu 2025 roku na nabrzeżu miejskim w Gryfinie. Jedna z pokrzywdzonych aktywistek tłumaczyła, że przygotowała projekt akademicki, czyli performance, ponieważ jest studentką Akademii Sztuki w Szczecinie, a pozostali aktywiści, którzy są jej przyjaciółmi, pomagali jej go zrealizować.
- Performance polegał na tym, że Monika (jedna z aktywistek - red.) czytała przez megafon fragmenty Pisma Świętego dotyczące nauk Jezusa, odnośnie osób spragnionych oraz mówiące o miłości do bliźniego. W tym czasie trzymałam na papierowym talerzyku chleb, a Łukasz (jeden z aktywistów - red.) nam towarzyszył - mówiła w czwartek w sądzie aktywistka Magda Górecka.
Dodała, że performance był robiony około 15-20 metrów od miejsca, gdzie miało się odbyć specjalne wydanie programu na żywo poświęconego sytuacji na polsko-niemieckiej granicy związanej z wprowadzonymi kontrolami.
- W pewnej chwili z tłumu wyszło kilkoro mężczyzn. Jeden z nich to oskarżony. To on pierwszy zaatakował Monikę, pchnął ją i uderzył w megafon. Łukasz w tym momencie stanął pomiędzy nimi, aby ją chronić, a chwilę później inny mężczyzna z tej grupy pchnął Łukasza z bardzo dużą siłą. On upadł na Monikę i oboje upadli na chodnik - mówiła.
Następnie aktywiści udali się na most graniczny Gryfino-Mescherin, gdzie mieli nagrywać zgromadzone osoby. Tam mieli być obrażani, co utrwalili, nagrywając telefonem. Jak tłumaczyli, chcieli zobaczyć, na czym polegają działania Ruchu Obrony Granic. Tam jeden z oskarżonych miał grozić aktywistom i wyrzucić telefon należący do jednego z nich.
Nie przyznali się do winy
Na czwartkową rozprawę przyszło dwóch z czterech oskarżonych. Nie przyznali się do winy. Jeden z nich wyjaśnił, że podszedł do kobiety z megafonem, aby poprosić o zaprzestanie swoich działań, które w jego ocenie obrażały uczucia religijne.
Dodał, że gdyby wiedział, że sytuacja przybierze taki obrót, nie zdecydowałby się podejść. Zaprzeczył, aby używał wobec kogokolwiek wulgarnych słów oraz nie szarpał i nie popychał żadnej kobiety.
- W ocenie sądu zachowanie pokrzywdzonych w żaden sposób nie mogło obrażać niczyich uczuć religijnych. Czy czytanie pisma w miejscu publicznym można uznać za obrazę uczuć religijnych? W ocenie sądu absolutnie nie – uzasadniała Kołodzińska-Jordan. - Pokrzywdzona nie profanowała żadnych symboli religijnych, nie profanowała pisma świętego, nie komentowała w sposób obraźliwy słów, które z niego wynikają. Ona po prostu je cytowała, niosła je do ludzi - dodała.
Opracował Michał Malinowski /tok
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Adobe Stock