Paweł Kowal o Ukrainie: wróciło poważne poczucie zagrożenia

Kijów (05.08.2026)
Kowal o nocy w Kijowie. "Ludzie wychodzili z hoteli, domów"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Reuters
Byłem w hotelu, troszkę dalej od centrum. Miałem wrażenie, że przez kilka godzin cały czas słyszę wybuchy - tak poseł KO Paweł Kowal opisywał na antenie TVN24 BiS noc w Ukrainie, kiedy był świadkiem rosyjskiego ataku. Zauważył też, że do Ukraińców wróciło poczucie zagrożenia, wcześniej wyparte przez przyzwyczajenie do wojny.

Kilkudniowa wizyta Pawła Kowala w Ukrainie rozpoczęła się w poniedziałek. To wtedy poseł KO doświadczył w nocy z wtorku na środę zmasowanego ataku Rosji na Kijów, co opisał w mediach społecznościowych. - Ludzie wychodzili z hoteli, domów, wagonów na stacji kolejowej. Zapełniali różne miejsca pod ziemią: schrony albo przejścia podziemne - wspominał w TVN24.

Jak przekazał, w mieście wybuchło wiele pożarów. - Byłem w hotelu, troszkę dalej od centrum. Miałem wrażenie, że przez kilka godzin cały czas słyszę wybuchy jak na planie filmowym tuż obok - mówił Kowal.

Pytany o to, czy czuł się zagrożony, zaprzeczył i przyznał, iż "zawsze mu się wydaje, że to w niego nie trafi". - Na początku trochę byłem przerażony tym, jak wiele osób do mnie pisało: "czy jesteś na miejscu, czy wszystko z tobą okej" - powiedział.

Kowal: wróciło poważne poczucie zagrożenia

Jak sprecyzował, w noc zmasowanego ataku był po wieczornym spotkaniu z przedstawicielami ukraińskiego MSZ. - Wszyscy nagle zaczęli pisać. Zrozumiałem, że jednak uważają, że coś się może stać i faktycznie mogło coś się stać, dlatego że ofiar tej nocy było sporo - wspomniał Kowal.

Zwrócił również uwagę, że Rosjanie celują obecnie w obiekty takie jak hotele czy inne duże budynki. - Tego wcześniej nie było i faktycznie na Ukrainę - można powiedzieć - wróciła wojna w takim sensie, że kiedy przyjeżdżałem na Ukrainę pierwszy, drugi, trzeci raz po 24 lutego 2022 roku, to było tak, że ludzie schodzili do schronów, bali się. Potem był taki czas, że przywykli wszyscy do tego i widziałem, że troszeczkę ignorują wszystkie te sygnały związane z wojną - opisywał.

Zdaniem Kowala "teraz wróciło poważne poczucie zagrożenia". - Ludzie się po prostu boją i bardzo poważnie to traktują (...). W hotelach, w miejscach publicznych, na dworcach ludzie szukają jednak schronu, przejścia podziemnego - czegokolwiek, żeby się schować - mówił.

Kowal był też pytany o system ostrzegania ludności, który jest w Ukrainie.

- On działa w taki sposób, że są syreny. Strona ukraińska dostaje też z różnych źródeł informacje na temat możliwych ataków. (...) Nawet czasami mnie to zastanawia, jakimi kanałami to przenika do strony ukraińskiej, ale faktycznie tak jest, że często już wieczorem przed taką "gorącą" nocą dowiadują się o tym, że będzie większe zagrożenie - odpowiedział. Dodał, że oprócz syren alarmowych informacja o zagrożeniu przychodzi na telefon.

Źródło: TVN24 BiS
Czytaj także: