Najważniejsze tytuły prasowe świata przedstawiają czytelnikom sylwetkę Jordana Bardelli. 30-latek może w najbliższym czasie być na ustach całej Francji, bo nadchodzi chwila prawdy. Jeśli sąd podtrzyma wobec Marine Le Pen de facto zakaz startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, to w roli kandydata Zjednoczenia Narodowego zastąpi ją właśnie Bardella. I z miejsca stanie się faworytem wyścigu o Pałac Elizejski.
"Financial Times" barwnie pisze, że "francuska skrajna prawica rozpoczyna taniec sukcesji przed werdyktem w sprawie Le Pen". - Panuje lekki niepokój, obawa, oczekiwania na rozwój sytuacji i to, co się wydarzy. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać. Musimy po prostu poznać werdykt sądu. Nawet jeśli będzie głęboko niesprawiedliwy, to zaakceptujemy go - mówi poseł Zjednoczenia Narodowego Thomas Menage.
Sprawa Marine le Pen
We wtorek 7 lipca francuski sąd apelacyjny utrzyma lub odrzuci decyzję sądu pierwszej instancji. Ten rok temu skazał Marine Le Pen na więzienie w zawieszeniu, grzywnę i - co najważniejsze - pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne.
Liderka skrajnej prawicy miała być centralną postacią oszustwa. Jej partia miała pobrać z parlamentu europejskiego prawie 3 miliony euro i przeznaczyć je na własne cele.
Jordan Bardella - następca le Pen?
Podtrzymanie zakazu pełnienia funkcji publicznych wyeliminuje Le Pen ze startu w wyborach. Dlatego Zjednoczenie Narodowe od lat przygotowuje plan B. "B", jak Jordan Bardella. - Mam wielki podziw dla Marine Le Pen, że będąc u szczytu swojej władzy i politycznych wpływów postanowiła zaufać człowiekowi tak utalentowanemu jak Jordan Bardella, zdolnemu przejąć stery - ocenił główny doradca gospodarczy le Pen, Jean-Philippe Tanguy.
Dziś we Francji nie brak głosów, że uczeń przerósł swoją mentorkę. Podczas niedawnej wizyty w Polsce Jordan Bardella już był traktowany niemal jak przyszły prezydent Francji. W Belwederze przyjął go nawet prezydent Karol Nawrocki.
W ostatnim czasie francuska prasa rozpisywała się o pierwszej zasadniczej różnicy poglądów między Bardellą a Le Pen. Młody polityk ma dużo bardziej liberalne podejście do kontrowersyjnej reformy emerytalnej firmowanej przez prezydenta Emmanuela Macrona.
- Najważniejszym pytaniem dla Jordana Bardelli jest to, jak skutecznie zbliżyć się do centroprawicy i pozyskać wyborców, którzy kiedyś popierali republikanów, odwołując się do nich bardziej liberalnym programem gospodarczym, jednocześnie zachowując bazę wyborczą Zjednoczenia Narodowego, która w przeważającej mierze składa się z klasy robotniczej - ocenił Benjamin Morel, analityk francuskiej sceny politycznej.
Kto ma większe szanse na zwycięstwo?
Partia Le Pen i Bardelli zadaje sobie pytanie, które z nich będzie miało większe szanse na Pałac Elizejski. Bardella może liczyć na lepszy wynik w pierwszej turze. Le Pen ma lepsze notowania w turze drugiej, decydującej. W środę zapowiedziała, że sama zrezygnuje ze startu, jeśli miałaby prowadzić kampanię nosząc elektroniczną bransoletkę na mocy wyroku sądowego.
Według Morela, w porównaniu z Bardellą le Pen "to postać, która ma większy wpływ na opinię publiczną". - Posiada prawdziwy instynkt polityczny, wie jak prowadzić kampanię, już trzykrotnie kandydowała na prezydenta. Jest o wiele mniej podatna na ataki, a jej baza wyborcza jest o wiele bardziej solidna niż baza Bardelli - wymieniał analityk.
Jak dodał, na niekorzyść Bardelli działa bardzo młody wiek - w sierpniu kończy 30 lat - i brak doświadczenia na scenie politycznej. -Może to zniechęcić wyborców przed decydującym głosowaniem - mówił Morel.
Znamy datę wyborów we Francji
W środę wyznaczono oficjalnie datę wyborów prezydenckich. We Francji de facto rozpoczęła się już zatem kampania wyborcza.
Pierwsza tura głosowania odbędzie się 18 kwietnia 2027 roku. Druga tura dwa tygodnie później, 2 maja. Władzę po dwóch kadencjach odda Emmanuel Macron.