Szef NATO: Ukraińcy mają prawo do samoobrony, także poza ukraińskim terytorium

Źródło:
Reuters, PAP
Stoltenberg: jeżeli Ukraina nie może atakować celów na rosyjskim terytorium, to nie jest w stanie się bronić
Stoltenberg: jeżeli Ukraina nie może atakować celów na rosyjskim terytorium, to nie jest w stanie się bronićNATO
wideo 2/5
Stoltenberg: jeżeli Ukraina nie może atakować celów na rosyjskim terytorium, to nie jest w stanie się bronićNATO

Jens Stoltenberg podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych państw NATO powiedział, że Ukraińcy mają prawo do samoobrony, także poza ukraińskim terytorium. Za tym stanowiskiem opowiedział się także czeski minister spraw zagranicznych Jan Lipavsky, który mówił, że "Ukraina nie może walczyć z Rosją, mając jedną rękę związaną za plecami". Radosław Sikorski mówił, że wojna skończy się, kiedy Rosja uzna, że inwazja była błędem.

W niedzielę w Pradze rozpocznie się dwudniowe nieformalne spotkanie ministrów spraw zagranicznych państw NATO. Polskę reprezentuje szef MSZ Radosław Sikorski. Głównym tematem dyskusji ministrów będzie wojna na Ukrainie oraz perspektywy dalszej pomocy i wsparcia jej w konflikcie z Rosją.

Podczas debaty, która poprzedza nieformalne spotkanie ministrów, w czeskim parlamencie przemówienie wygłosił sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. - Ukraina nadal odważnie walczy, ale wyzwania, przed którymi stoi, są coraz większe. Ukraina nadal może zwyciężyć, ale tylko przy ciągłym, solidnym wsparciu ze strony sojuszników NATO - powiedział Stoltenberg.

Przekazał, jakie plany założono na lipcowy szczyt NATO. - Planujemy zwiększyć nasze wsparcie. Między innymi poprzez odegranie dużej roli NATO w koordynowaniu pomocy i szkoleń w zakresie bezpieczeństwa i wieloletnie zaangażowanie finansowe - mówił.

Jens Stoltenberg i premier Czech Petr Fiala w PradzePAP/EPA/NATO HANDOUT

Stoltenberg: Ukraińcy mają prawo do samoobrony, także poza ukraińskim terytorium

- Musimy brać też pod uwagę to, jak zmienia się przebieg tej wojny - na początku prawie wszystkie walki miały miejsce głęboko na terytorium Ukrainy, a w ostatnich tygodniach i miesiącach do ciężkich walk dochodzi wzdłuż granicy między Ukrainą a Rosją, w regionie Charkowa - powiedział.

- Widzimy, że Rosjanie będąc po swojej stronie granicy, która stanowi mniej więcej linię frontu, ze swoją artylerią, wyrzutniami rakiet, samolotami, magazynami broni i paliwa, są bardziej bezpieczni, niż gdyby byli atakowani najnowszym sprzętem, który Ukraina otrzymała - podkreślił.

Dlatego według niego "nadszedł czas, by zastanowić się nad tymi ograniczeniami, by umożliwić Ukraińcom obronę". - Oni mają prawo do samoobrony, także poprzez uderzanie w cele wojskowe, które znajdują się poza ukraińskim terytorium, na przykład na granicy, a z których Rosjanie dokonują ataków na siły ukraińskie - zauważył sekretarz generalny NATO.

W ostatnich tygodniach kraje zachodnie wydawały się coraz bardziej podzielone co do tego, czy ukraińskie wojsko powinno mieć możliwość atakowania celów na rosyjskim terytorium. Część sojuszników Ukrainy argumentowała, że ​​jest to część uzasadnionej samoobrony przed inwazją, inni natomiast wyrażali obawę, że może to wciągnąć Zachód w konflikt.

Jens Stoltenberg przemawia na debacie w PradzePAP/EPA/NATO / HANDOUT

"Sojusznicy muszą inwestować więcej"

Stoltenberg powiedział, że na lipcowym szczycie w Waszyngtonie liczba krajów NATO przeznaczających 2 proc. PKB na obronę może wynieść 20, a nawet ją przekroczyć. Podkreślił, że wzmacnianie sojuszu musi być kontynuowane w świetle rosyjskiej agresji i rosnącej rywalizacji na świecie. - Aby tak się stało, sojusznicy muszą inwestować więcej - powiedział.

Przypomniał, że w 2014 r. w trakcie szczytu w Walii, kiedy kraje członkowskie NATO zobowiązały się do przeznaczenia co najmniej 2 proc. swojego PKB na obronność, jedynie Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Grecja spełniały to nowo powzięte zobowiązanie.

Jak mówił Stoltenberg, z raportu opublikowanego w lutym br. wynikało, że 18 spośród 32 krajów wydawało co najmniej 2 proc. PKB. - Spodziewam się jednak, że ta liczba wzrośnie jeszcze przed lipcowym szczytem NATO w Waszyngtonie - powiedział. Zwrócił uwagę, że do Sojuszu od tamtego czasu dołączyła Szwecja, która spełnia ten wymóg. Stoltenberg wymienił także Norwegię, ale podkreślił też, że niektórzy sojusznicy są już bardzo blisko. Wyraził nadzieję, że w trakcie szczytu krajów tych będzie 20 lub więcej.

Sikorski: wojna skończy się, kiedy Rosja uzna, że inwazja była błędem

Podczas debaty w Pradze "75 lat NATO: jak utrzymać kurs?", która rozpoczyna spotkanie ministrów, głos zabrał także polski szef MSZ Radosław Sikorski. Mówił, że wojna w Ukrainie skończy się, gdy rosyjskie kierownictwo dojdzie do wniosku, że inwazja była błędem, a ostateczny cel nie jest wart pieniędzy i życia ludzkiego. - Nie jesteśmy jeszcze w tym momencie - powiedział Sikorski. Dodał, że "porażka Putina jest nadzieją nie tylko dla nas, ale także dla Rosji".

Sikorski uważa, że Rosja prowadzi wojnę z Zachodem od wielu lat, a niektórzy tam nie chcieli tego przyznać. - Naszym zadaniem jest pokazanie Rosji, że nie jesteśmy tak beznadziejni, za jakich nas uważała - powiedział. Zdaniem Sikorskiego Ukraina właśnie pokazuje Rosji, że to nie jest prawdą.

Polski minister zwrócił uwagę, że Rosja wydaje na zbrojenia i na wojnę w Ukrainie 8,7 proc. PKB i 40 proc. swojego budżetu. - Nie dotrzymujemy jej tempa - stwierdził.

Zwrócił uwagę, że rosyjska agresja to zaledwie część wyzwania stojącego przed Zachodem. Wymienił groźby nuklearne, dezinformację i wytwarzanie presji migracyjnej. Jako przykład podał sytuację na granicy polsko-białoruskiej. - 90 procent osób, które próbują ją przekroczyć, ma rosyjskie wizy. To ludzie, którzy zostali ściągnięci do Moskwy, a następnie zabrani do Białorusi, by zniszczyć Unię Europejską w procesie politycznym. Jeśli nie zdołamy obronić granicy, wzrośnie poparcie dla skrajnej prawicy, a Unia Europejska mogłaby zostać zniszczona od wewnątrz - stwierdził.

Sikorski przekonywał o słuszności przyjętego przez Polskę ograniczenia w podróżach rosyjskich dyplomatów po Polsce. Tłumaczył, że nie powinni korzystać z istniejącej w Europie wolności podróżowania, ponieważ tę właśnie wolność chcą zniszczyć.

Jens Stoltenberg i minister spraw zagranicznych Czech Jan LipavskyPAP/EPA/NATO / HANDOUT

Debata ministrów spraw zagranicznych w Pradze

W debacie poprzedzającej rozpoczęcie w czwartek wieczorem dwudniowego nieformalnego spotkania ministrów spraw zagranicznych 32 państw członkowskich NATO uczestniczyli także szefowie dyplomacji Czech i Finlandii. Jan Lipavsky powiedział m.in., że Rosja przekroczyła wszystkie czerwone linie i działa bez umiaru. Dlatego też należy odrzucić "samolubną zachodnią retorykę strachu przed eskalacją". Opowiedział się za tym, aby Ukraina była w stanie bronić się przed agresją nawet na terytorium Rosji. - Ukraina nie może walczyć z Rosją, mając jedną rękę związaną za plecami - dodał.

Szefowa fińskiego MSZ Elina Valtonen podkreśliła, że zamrożenie konfliktu na obecnym etapie nie jest żadnym rozwiązaniem. Jej zdaniem NATO potrzebuje przed szczytem w Waszyngtonie nie tylko nadziei, ale także determinacji w dalszej pomocy dla Ukrainy oraz zdecydowanej decyzji aby pracować nad zdolnością obronną i zdolnością do odstraszania. Jej zdaniem Europa powinna odgrywać w tym procesie większą rolę.

Głównym celem nieformalnego spotkania jest przygotowanie lipcowego szczytu Sojuszu w Waszyngtonie. Formuła "nieformalnego spotkania" nie przewiduje konkluzji w formie oświadczenia lub komunikatu. Źródło w czeskim MSZ powiedziało, że ministrowie będą mogli omówić najbardziej delikatne kwestie, co do których mogą być niejasności lub nawet niepewność.

Autorka/Autor:ek/tr

Źródło: Reuters, PAP

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/NATO / HANDOUT