"Nic nie wynagrodzi tego, co zabraliśmy". Przeprosił bliskich swych ofiar

Świat

Aktualizacja:

Oskarżony o zabójstwo dziennikarza śledczego Jana Kuciaka Miroslav Marczek przyznał się do winy. Na rozpoczętej w poniedziałek głównej rozprawie dotyczącej śmierci Kuciaka i jego narzeczonej prokurator przedstawił główne punkty oskarżenia i opisał przebieg zbrodni.

Według aktu oskarżenia zabójstwo Jana Kuciaka zlecił zasiadający na ławie oskarżonych przedsiębiorca Marian Koczner. Miała być to zemsta za artykuły dziennikarza o jego niejasnych interesach.

Zlecenie, a także zapłatę za zabójstwo miała przekazać znajoma Kocznera, również oskarżona Alena Zsuzsova. Odbiorcą pieniędzy i informacji o Kuciaku miał być odbywający już karę 15 lat więzienia Zoltan Andrusko. W śledztwie współpracował z policją i zawarł umowę z prokuraturą.

ZABÓJSTWO JANA KUCIAKA. CZYTAJ WIĘCEJ >

Oskarżony przyznał się do winy

Po odczytaniu aktu oskarżenia Miroslav Marczek przyznał się do zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej.

Do udziału w zabójstwie dziennikarza nie przyznał się Koczner, który przyjął jedynie zarzut o nielegalnym posiadaniu broni. Zsuzsova także powiedziała, że jest niewinna. Do kwestii swojej winy nie ustosunkował się kolejny oskarżony, były policjant Tomasz Szabo.

Jan Kuciak i Martina Kusznirova mieli zaledwie po 27 lat. Na początku maja mieli się pobraćaktuality.sk

Oskarżony przeprasza

Marczek pojawił się na miejscu dla świadków w otoczeniu trzech zamaskowanych i uzbrojonych funkcjonariuszy straży więziennej. - Chcę przeprosić za wyrządzone krzywdy. Nic nie wynagrodzi tego, co zabraliśmy. Jestem świadomy, co zrobiliśmy. Gdy widziałem ich (bliskich ofiar - red.) w telewizji, ból zmusił mnie do myślenia. Przepraszam – powiedział.

Opowiedział o okolicznościach zbrodni. - Trafiłem go w pierś. W kuchni trafiłem także ją - zeznał. Precyzyjnie opisał broń, z której strzelał, mówił także o technicznych szczegółach, które miały spowodować, że będzie ona bardziej cicha.

Opisywał znajomość z Zoltanem Andrusko. - Czy Andrusko powiedział, dlaczego tak ważne jest zabicie Kuciaka? – pytał prokurator Vladimir Turan. - Powiedział tylko, że pisze o rzeczach, o których nie powinien. Nie wiedzieliśmy, kto jest zleceniodawcą. Nie wiedzieliśmy, jak się nazywa. Sądziliśmy, że Kuciak to przezwisko, bo tak nam powiedziano – mówił Marczek.

Przyznał, że razem z byłym policjantem Tomaszem Szabo planowali uprowadzenie dziennikarza. - W każdym przypadku miało się to skończyć zabójstwem, ale tak, żeby nie znalazło się ciało - wyjawił.

Uwagę obecnych na sali sądowej dziennikarzy zwróciło opisywanie przez Marczeka zabójstwa słowem "egzekucja".

Obserwowali dom, ćwiczyli sposób ucieczki

Według aktu oskarżenia Andrusko wynajął Szabo, który już wcześniej współpracował z byłym wojskowym Miroslavem Marczekiem. Kilkakrotnie obejrzeli dom, w którym później zginęli Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova. Według prokuratury Marczek i Szabo ćwiczyli także sposób ucieczki.

21 lutego 2018 r. wieczorem pojechali do miejsca zamieszkania Kuciaka i czekali na dogodny moment. Około godz. 20.21 Marczek miał wejść do domu i zastrzelić dziennikarza, dwukrotnie trafiając go w klatkę piersiową z pistoletu FEG, kaliber 9 mm, wyposażonego w tłumik domowej roboty. Pojedynczym strzałem w głowę miał zabić Kusznirovą.

Po morderstwie Marczek wsiadł do samochodu, którym kierował Szabo, i wspólnie pojechali na spotkanie z Andruską. Według aktu oskarżenia mieli mu powiedzieć: "załatwione". Dzień później Andrusko miał przekazać to Zsuzsovej, która następnie miała dostać 50 tys. euro od Kocznera i przekazać je Andrusce.

Autor: ft/rzw/kwoj / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: