Rosyjski dron wleciał w rumuńską przestrzeń powietrzną w nocy z czwartku na piątek i rozbił się na dachu bloku mieszkalnego w położonym 20 kilometrów od granicy z Ukrainą mieście Gałacz - poinformowało rumuńskie ministerstwo obrony w oświadczeniu wydanym o 3.00 w nocy.
Uderzenie drona doprowadziło do pożaru budynku. Dwie osoby doznały obrażeń, a 70 zostało ewakuowanych. Mieszkańcy, z którymi rozmawiały lokalne media, nie kryli szoku. W sieci pojawiły się nagrania ukazujące moment eksplozji.
- Myślę, że musimy zdać sobie sprawę, że granica między pokojem a wojną, życiem a śmiercią, to ułamek sekundy - stwierdziła w rozmowie z portalem Libertea mieszkanka Gałacza.
Eksplozja w Gałaczu. Relacje świadków
Według relacji, cytowanych przez dziennik "Adevarul", najpierw był huk, a potem zapanowała przerażająca cisza. Po kilku minutach rozległy się syreny i słychać było helikoptery. Osoby, które przebywały w pobliżu miejsca zdarzenia, twierdzą, że uderzenie drona w budynek było silne i bardzo głośne. Wokół posypał się gruz.
Jeden z mężczyzn w rozmowie z reporterem stwierdził, że to było "niczym trzęsienie ziemi". Inny dodał, że "ich bezpieczeństwo jest słabe" i czuje się zagrożony. - Niestety, wojna trwa… na razie się tli - komentowała kolejna osoba. Niektórzy byli oburzeni, że dron nie został wcześniej zestrzelony.
Jedna z kobiet potwierdziła, że otrzymała alert na telefon i choć je "zwykle ignoruje", tym razem się obudziła. Po pięciu minutach usłyszała huk. - Widziałam eksplozję z mojego łóżka. To było dwie przecznice od nas.
- To było coś strasznego - podkreśliła starsza kobieta mieszkająca w pobliżu. Wielu rozmówców mediów oceniło, że "szczęśliwie" dron rozbił się na dachu, bo "gdyby uderzył w niższe piętra budynku, mogłoby dojść do tragedii". Jedna z mieszkanek przyznała, że początkowo alert i odgłos eksplozji uznała za głupi żart.
Inne cytaty wskazują, że dla wielu mieszkańców Gałacza było to traumatyczne doświadczenie. "Bardzo się bałam, to było straszne. Słychać było głośny hałas, zrobiło się jasno. Serce mnie boli. Nie czuję się dobrze, nie miałam czasu wziąć tabletek"; "Mój mąż bardzo się przestraszył i wybiegł na zewnątrz. Nie daj Boże!"; "Dotarliśmy minutę po eksplozji drona. Moje dziecko mieszka na pierwszym piętrze, w bloku, na który spadł dron. Wszyscy zostali ewakuowani".
Były też relacje w innym tonie: - W moim wieku strach już nie istnieje... Ale strachem, który zakorzenia się w młodości, najłatwiej manipulować - komentował starszy mężczyzna. Ktoś stwierdził też: - Robimy sobie żarty z problemów, niech przynajmniej świat wie, gdzie na mapie leży Gałacz.
Szef MON zabrał głos
Jak podaje portal Liberte, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej Rumunii Cristian Popovici przekazał, że w nocy z czwartku na piątek radary wykryły kilka podejrzanych zdarzeń, a władze wysłały ostrzeżenia do ludności za pośrednictwem systemu RO-Alert. Wyjaśnił też - cytowany przez dziennik "Adevarul" - że dron nie został zestrzelony, ponieważ interwencja wojskowa jest ograniczona przez surowe zasady mające na celu uniknięcie dodatkowego ryzyka dla ludności.