Rosyjska eskadra w Syrii? US Navy obrała kurs na Iran

Aktualizacja:
 
Dwa atomowe lotniskowce obok siebie - to niezwykle rzadki widokUS Navy

Dyplomaci gorączkowo szukają rozwiązań, wojenne floty prężą muskuły. Na Bliskim Wschodzie rośnie napięcie w związku z irańskim programem jądrowym i rebelią w Syrii. US Navy dokonała rzadkiej demonstracji siły wysyłając jednocześnie dwa atomowe lotniskowce w pobliże Iranu. Rosjanie mieli natomiast, według izraelskiej gazety "Haaretz", wysłać małą eskadrę do Syrii.

Tak zwana "dyplomacja kanonierek" od wielu wieków jest traktowana przez mocarstwa jako skuteczny sposób wywierania nacisku na słabsze państwa. Polega na wysyłaniu okrętów w pobliże wybrzeży, tak, aby samą swoją obecnością zastraszały wrogie władze.

Demonstracja amerykańska

Z tej metody korzystają Amerykanie, którzy posiadają najpotężniejszą marynarkę wojenną na świecie. Bez rozgłosu, US Navy wysłała dwa swoje najsilniejsze okręty, lotniskowce atomowe typu Nimitz w rejon irańskiego wybrzeża. USS John C. Stennis i USS George H.W. Bush tydzień temu wspólnie przepłynęły cieśninę Ormuz i przez kilka dni krążyły po Zatoce Perskiej. Później Bush skierował się do USA po pięciomiesięcznej misji, a Stennis wrócił na pozycję na Morzu Arabskim.

Normalnie wielkie okręty Amerykanów nie spotykają się na tak długo na morzu i nie pływają wspólnie w zasięgu wzroku. Na dodatek żaden z nich nie miał po co pływać po Zatoce Perskiej. Amerykańskie lotniskowce nie muszą już wspierać amerykańskich wojsk w Iraku, a loty nad Afganistan wykonuje się z Morza Arabskiego u wybrzeży Pakistanu.

Niemal na pewno była to więc demonstracja siły skierowana pod adresem Iranu. Wrażenie zapewne pogłębił wypadek w bazie wojskowej pod Teheranem, gdzie w eksplozji eksperymentalnej rakiety zginęła najprawdopodobniej znaczna część naukowców i dowódców irańskiego programu rakiet balistycznych. Do katastrofy doszło tego samego dnia, w którym amerykańskie lotniskowce wspólnie wpłynęły na Zatokę Perską.

Rosyjska flota widmo?

Niezależnie od Amerykanów, tydzień później swoje "morskie muskuły" prawdopodobnie naprężyła Rosja. Gazeta "Haaretz" podała cztery dni temu, iż zespół rosyjskich okrętów przypłynął do bazy w Syrii. Rosjanie od czasu zimnej wojny mają bazę zaopatrzeniową w syryjskim porcie Tartus.

W ocenie izraelskich mediów, jest to wyraźny sygnał skierowany do państw zachodnich i Izraela, że Moskwa nie zgodzi się na jakąkolwiek interwencję w sprawy wewnętrzne Syrii. Rosjanie już wielokrotnie przestrzegali przed próbami wpływania z zewnątrz na przebieg krwawej rewolty przeciw reżimowi Baszara Asada.

Izraeski portal Debka podał, że celem rosyjskich okrętów może być zwalczanie prób przemytu broni dla syryjskich rebeliantów z Turcji i Libanu. Wydaje się to mało prawdopodobne, ponieważ takie zadanie może spokojnie wypełnić syryjska marynarka.

Co zastanawiające, ani syryjskie, ani izraelskie czy rosyjskie media i źródła oficjalne nie podały, jakie okręty miały pojawić się w Syrii. Tego rodzaju wyprawa powinna być dobrze nagłośniona, aby odnieść dobry efekt propagandowy. Wszystkie duże rosyjskie okręty - według ostatnich informacji - znajdują się daleko od Syrii. Gdyby były to jakieś małe okręty Floty Czarnomorskiej, byłoby niemożliwe ukrycie ich przejścia przez Bosfor.

Źródło: Haaretz, debka.com

Źródło zdjęcia głównego: US Navy