Świat

Rosyjskie MSZ: amerykańskie przeszukania to "chuligaństwo państwowe"

Świat


Moskwa "znajdzie odpowiedź" na działania Stanów Zjednoczonych wobec "rosyjskich obiektów dyplomatycznych" - stwierdził w poniedziałek wiceszef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow. Rosyjska prasa ocenia z kolei, że "Rosja i USA wszczęły długotrwałą wojnę dyplomatyczną".

- Oburzającymi działaniami były przeszukania w naszych obiektach: konsulacie generalnym w San Francisco, przedstawicielstwie handlowym w Waszyngtonie i filii przedstawicielstwa handlowego w Nowym Jorku. Strona amerykańska próbuje robić dobrą minę do złej gry (...), twierdzi, że to przeglądy, inspekcje. A to są rewizje - powiedział w poniedziałek Siergiej Riabkow w chińskim mieście Xiamen, gdzie odbywa się szczyt grupy BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA). Wiceminister spraw zagranicznych Rosji zaznaczył, że jego kraj nie zetknął się dotychczas z "tak daleko idącym zamachem na fundamentalne normy prawa międzynarodowego". - Skłonny jestem nazwać to, co się dzieje, chuligaństwem państwowym - oświadczył. Riabkow podkreślił, że sprawa wymaga przemyśleń, toteż Rosja nie będzie się spieszyć z odpowiedzią, ale zareaguje.

Rosyjski MSZ zaprotestował w sobotę przeciwko przeszukaniom w konsulacie w San Francisko, w przedstawicielstwie handlowym w Waszyngtonie i filii przedstawicielstwa handlowego w Nowym Jorku. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział w niedzielę, że przeszukując rosyjskie obiekty władze USA naruszyły prawo międzynarodowe.

W ramach "symetrycznej" odpowiedzi

W zeszłym tygodniu Departament Stanu USA zażądał od Moskwy zamknięcia do 2 września konsulatu generalnego w San Francisco oraz obiektów dyplomatycznych w Nowym Jorku i w Waszyngtonie. Miało to nastąpić w ramach "symetrycznej" odpowiedzi na ograniczenie przez rosyjskie władze liczebności personelu w amerykańskich placówkach dyplomatycznych w Rosji.

Rosja podjęła te działania w odpowiedzi na wyrzucenie ze Stanów Zjednoczonych grupy dyplomatów rosyjskich i zamknięcie stronie rosyjskiej dostępu do ośrodków wypoczynkowych dla dyplomatów.

Rosja zażądała zmniejszenia na swym terenie liczebności pracowników placówek dyplomatycznych USA, gdy te zaostrzyły sankcje wobec Moskwy w odpowiedzi, m.in. na próby wpłynięcia na wynik wyborów prezydenckich w USA w 2016 roku.

Przedstawicielstwo handlowe Rosji w Waszyngtonie, konsulat w San Francisco oraz obiekt w Nowym Jorku zostały w sobotę zamknięte na żądanie Departamentu Stanu USA.

"Długotrwała wojna dyplomatyczna"

W poniedziałkowej publikacji rosyjska gazeta "Wiedomosti" oceniła, że "Rosja i USA wszczęły długotrwałą wojnę dyplomatyczną, a obydwie strony jeszcze długo mogą podejmować kroki w odpowiedzi na wzajemne restrykcje wobec dyplomatów". Zdaniem byłego amerykańskiego dyplomaty Stephena Sestanovicha, obecnie wykładowcy Uniwersytetu Columbia, "obie strony mają możliwości wzajemnego psucia sobie nerwów, a małe formalności mogą stawać się coraz bardziej uciążliwe".

"Kiedy dyplomatów z ważnego kraju wciąż trzyma się w złym nastroju, to nie jest zbyt dobre, ale wygląda na to, że właśnie w tym kierunku podążamy" - prognozuje ekspert na łamach "Wiedomostej".

Rozmówca dziennika ocenił, że podejmując decyzję o zamknięciu konsulatu Rosji w San Francisco strona amerykańska chciała zmusić Rosję do działań w ramach parytetu. Stephen Sestanovich uważa, że gdyby Moskwa w zeszłym roku na wydalenie z USA 35 Rosjan odpowiedziała analogicznie i wysłała z kraju 35 Amerykanów, to "na tym cała historia by się zakończyła".

Były ambasador Rosji w Japonii Aleksandr Panow, obecnie wykładowca Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych ocenia z kolei, że "bez końca można wymyślać, jak jeszcze zaszkodzić (drugiej stronie)". Nie wyklucza on zamknięcia wszystkich konsulatów, ambasady i odwołania do kraju ambasadora. Jednocześnie - jak zauważa Panow - każda ze stron może w trybie jednostronnym zakończyć konflikt. "Ten, kto jest rozsądniejszy i dla kogo te stosunki są ważniejsze, uczyni pierwszy krok" - prognozuje ekspert.

"Upokarzająca" procedura

Dziennik "RBK" analizując w poniedziałek zamknięcie trzech obiektów dyplomatycznych Rosji w Stanach Zjednoczonych ocenia, że formalnie władze USA nie naruszyły prawa międzynarodowego, niemniej sprawiły, że procedura ta była "upokarzająca".

Cytowani przez gazetę prawnicy są podzieleni w ocenie, czy procedurę oględzin obiektów po ich zamknięciu (tak USA określiły działania, która według Rosji były rewizją) można zakwalifikować jako naruszenie konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych.

Z żądaniem ograniczenia liczby personelu w amerykańskich placówkach do 455 osób MSZ Rosji wystąpiło 28 lipca, dając stronie amerykańskiej czas do 1 września. Krok ten był według MSZ Rosji reakcją na działania USA - wyrzucenie pod koniec grudnia zeszłego roku 35 dyplomatów rosyjskich i odebranie stronie rosyjskiej dostępu do ośrodków wypoczynkowych dla dyplomatów.

Wyrzucenie dyplomatów Amerykanie uzasadniali szykanowaniem pracowników ambasady USA w Moskwie i domniemaną ingerencją służb rosyjskich w ubiegłoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych.

Autor: tas/adso / Źródło: PAP