Minister obrony Ukrainy: Rosja wokół naszych granic nie sformowała grupy uderzeniowej w żadnym punkcie

Aktualizacja:
Autor:
lukl,
ft/adso,
mtom
Źródło:
PAP, tvn24.pl

Rosja skoncentrowała wokół Ukrainy około 147 tysięcy żołnierzy sił lądowych, morskich i lotnictwa - poinformował w poniedziałek szef resortu obrony w Kijowie. Ołeksij Reznikow oświadczył jednak, że Kreml nie zorganizowała jeszcze w żadnym punkcie grupy uderzeniowej wyznaczonej do ataku. Agencja Bloomberg napisała w niedzielę, powołując się na troje "przedstawicieli władz krajów zachodnich", że według Stanów Zjednoczonych rosyjskie wojska po ataku na Ukrainę skierowałyby się nie tylko na Kijów, ale też Charków, Odessę i Chersoń.

- Według stanu obecnego w ani jednym miejscu, w którym otoczono Ukrainę, nie jest sformowana grupa uderzeniowa Rosji - powiedział minister obrony Ukrainy Ołeksij Reznikow, cytowany w niedzielę przez portal Ukraińska Prawda. - Więc według mnie nieodpowiednim jest mówienie, że jutro czy pojutrze będzie atak - dodał. Nie oznacza to jednak, że nie ma zagrożenia - wskazał.

ROSJA GROZI UKRAINIE I ZACHODOWI. RAPORT TVN24.PL >>>

Reznikow zapewnił, że ukraińskie wojsko jest gotowe do różnych scenariuszy rozwoju wydarzeń. - Nie umniejszamy ryzyka, jego poziom jest naprawdę wysoki. Ale prowadzimy prognozy wszystkich scenariuszy - dodał i zaznaczył, że jednym z rozpatrywanych scenariuszy jest to, że Rosja spróbuje "w sensie dosłownym otoczyć Ukrainę swoimi wojskami".

Rosyjskie wojsko mil.ru

Kolejny scenariusz to zaostrzenie sytuacji w Donbasie wraz z wykorzystywaniem innych narzędzi nacisku, takich jak np. cyberataki. Celem tych działań - według Reznikowa - jest zdestabilizowanie Ukrainy od środka, by "zmusić ją do kapitulacji, by zmieniła polityczny kurs i zrezygnowała z euroatlantyckiej ścieżki i w końcu utraciła niepodległość".

Minister obrony Ukrainy: Rosja skoncentrowała około 147 tysięcy żołnierzy

Minister w poniedziałek poinformował, że obecnie Rosja skoncentrowała w pobliżu Ukrainy 127 tysięcy żołnierzy wchodzących do sił lądowych, a wraz z komponentem lotniczym i morskim liczba ta sięga 147 tysięcy. "Nie widzimy wycofania wojsk ani zmniejszenia sił" rosyjskich przy ukraińskiej granicy - oświadczył Reznikow. Dodał, że Ukraina prognozowała, iż rosyjskie wojska nie opuszczą Białorusi po zakończeniu manewrów.

OLGADAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO

- Niespodzianką nie były też "nagłe" ćwiczenia w Naddniestrzu - stwierdził. Rosyjskie wojska aktywnie manewrują wzdłuż ukraińskich granic, na Krymie, na Morzu Azowskim i Morzu Czarnym przemieszczają się okręty, a od 17 lutego trwa zaostrzenie w Donbasie - wymieniał.

Przeciwnik w ostatnich dniach uszkodził w ramach ostrzałów cztery placówki oświatowe i pięć obiektów infrastruktury. Ostrzelano m.in. samochody misji humanitarnej ONZ - poinformował. Według stanu z godz. 9 w Kijowie (godz. 8 w Polsce) w poniedziałek wspierani przez Rosję separatyści 14 razy naruszyli rozejm, jeden ukraiński żołnierz został ranny.

Reznikow przekazał, że siły przeciwnika rozlokowują artylerię i sprzęt wojskowy w pobliżu budynków mieszkalnych. Prowadzone są ostrzały ukraińskich pozycji i miejscowości. Łącznie w ciągu czterech dni zniszczono i uszkodzono ponad 100 budynków mieszkalnych.

Jak dodał, Rosja tworzy "wielki strumień fake newsów, by oskarżyć Ukrainę o rzekome przygotowywanie ataku, wysadza w powietrze infrastrukturę" w kontrolowanej przez separatystów części Donbasu.

Blinken: jesteśmy na skraju inwazji

O prawdopodobnym ataku Rosji na Ukrainę, który może nadejść w perspektywie dni, od pewnego czasu mówią zachodni sojusznicy, m.in. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Jak wskazują ich przedstawiciele - informowanie o tym wprost jest taktyką, która być może wytrąci argumenty Rosji i powstrzyma ją przed kolejną agresją na Ukrainę. Wnioski przekazywane przez USA sojusznikom i opinii publicznej opierają się na danych wywiadowczych, m.in. analizie rodzajów i ilości rosyjskich sił i uzbrojenia w pobliżu granic z Ukrainą.

Premier Boris Johnson powiedział w rozmowie z BBC, że plany wywiadowcze, jakie widział, wskazują, że inwazja Rosji - gdyby do niej doszło - oznaczałaby największe działania zbrojne w Europie od 1945 roku.

Sekretarz stanu USA Antony Blinken w ostatnim wywiadzie dla stacji CNN mówił, że według doniesień amerykańskiego wywiadu "jesteśmy na skraju inwazji" rosyjskiej na Ukrainę. Zaznaczył jednak, że "dopóki faktycznie nie wjadą czołgi", będzie korzystał "z każdej okazji, by dyplomatycznie zniechęcić (prezydenta Rosji Władimira - red.) Putina" do agresji na Ukrainę.

W nocy z niedzieli na poniedziałek Pałac Elizejski, a następnie Biały Dom potwierdziły, że "co do zasady" prezydent Joe Biden zgodził się na to, by spotkać się z Władimirem Putinem. Biały Dom zastrzegł jednak, że jeżeli Rosja zaatakuje Ukrainę, to do takiego spotkania nie dojdzie. O jego szczegółach mają rozmawiać w tym tygodniu Antony Blinken i szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

Bloomberg o kierunkach potencjalnego ataku Rosjan

Agencja Bloomberg poinformowała w niedzielę - opierając się na trójkę anonimowych rozmówców "przedstawicieli władz krajów zachodnich" - że Amerykanie przekazali sojusznikom informacje o kierunkach możliwej rosyjskiej inwazji. Miałyby nimi być, oprócz Kijowa, także Charków, Odessa i Chersoń. Rozmówcy Bloomberga nie uściślili, jaki charakter mógłby mieć ewentualny atak na Ukrainę lub jakie cele stawia sobie w takim scenariuszu Władimir Putin.

"Jeden z rozmówców oświadczył, że amerykańskie oceny mówią, że ewentualna inwazja na dużą skalę może być wsparta przez atak lotniczy, a także ataki hakerskie" - napisał Bloomberg w niedzielę.

Autor:lukl, ft/adso, mtom

Źródło: PAP, tvn24.pl

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości