Przebywający w Londynie republikański polityk, który odpowiadał za zarząd zimowych igrzysk w Salt Lake City w 2002 roku, powiedział, że obserwuje "kłopotliwe oznaki" mogące świadczyć o tym, że Brytyjczycy nie udźwigną tak wielkiego wyzwania. - Trudno przesądzać, jak będzie - zaznaczył Romney.
- Doniesienia o prywatnej firmie ochroniarskiej, której zabrakło ludzi [nie zdołała zwerbować wystarczającej liczby osób do pełnienia funkcji porządkowych, co wymusiło konieczność skierowania wojska - red.] czy możliwy strajk służby imigracyjnej i celnej trudno uznać za budujące oznaki - tłumaczył.Trzy składniki sukcesuRomney wskazał, że na udane igrzyska składają się trzy elementy: sportowcy, wolontariusze i ludzie, którzy muszą się zejść razem dla wspólnego świętowania imprezy.Według niego Wielka Brytania jako gospodarz nie ma wpływu na pierwszy z tych elementów, ma pod dostatkiem drugiego, ale co do trzeciego, to okaże się dopiero, jak igrzyska się rozpoczną.- Oczywiście byłoby prościej zorganizować igrzyska w środku niczego, a nie w jednym z najbardziej ruchliwych, gwarnych i aktywnych miast świata - odciął się premier David Cameron w wypowiedzi cytowanej przez "Daily Telegraph".
Cameron przyznał, że igrzyska odbywają się w okresie dużych trudności gospodarczych kraju. Brytyjski PKB w ostatnim kwartale skurczył się przez trzeci kwartał z rzędu. Spadek wyniósł 0,7 proc. kwartał do kwartału - ogłoszono w środę. Gafy RomneyaBrytyjskie media wypominają Romneyowi skłonność do gaf i brak dyplomatycznej ogłady. Jego wypowiedź pod adresem gospodarzy olimpiady uznają za mało taktowną. Romney, który wybrał się w zagraniczną podróż do Wielkiej Brytanii, Izraela i Polski, spotkał się w czwartek w Londynie z Edem Milibandem, ale w ocenie komentatorów zapomniał nazwiska lidera Partii Pracy, ponieważ ani razu go nie wymienił zwracając się do niego "Panie przywódco".
Autor: jak\mtom / Źródło: PAP