Zespół specjalnego prokuratora zażądał we wtorek kary śmierci dla Jun Suk Jeola w związku ze sprawą wprowadzenia przez niego na krótko stanu wojennego w grudniu 2024 r. W mowie końcowej przed sądem w Seulu oskarżyciele argumentowali, że działania byłego przywódcy stanowiły bezprecedensowy atak na ustrój państwa.
- Wprowadzenie stanu wojennego było zrzeczeniem się odpowiedzialności za ochronę konstytucji i zasadniczym naruszeniem bezpieczeństwa narodowego - oświadczył asystent prokuratora specjalnego Park Ek Su. Mówił, iż stało się jasne, że to oskarżony stał na czele "sił antypaństwowych", o których sam wspominał w swoim dekrecie, uzasadniając stan wojenny.
Śledczy ocenili, że Jun zamierzał zdominować władzę sądowniczą i ustawodawczą, aby zapewnić sobie długoterminowe rządy. - Jun nie wykazał skruchy w związku ze swymi czynami, które spowodowały poważne naruszenie porządku konstytucyjnego i demokracji - zaznaczył prokurator, dodając, że największą ofiarą tych działań są obywatele, którzy w przeszłości walczyli z dyktaturą.
Wyrok w sprawie spodziewany jest na początku lutego.
Zaprzecza zarzutom
Jun to pierwszy w historii Korei Południowej urzędujący prezydent, który został postawiony w stan oskarżenia i trafił do aresztu po raz pierwszy w styczniu 2025 r. Polityk został odsunięty od władzy dopiero w kwietniu, gdy Trybunał Konstytucyjny tego kraju utrzymał w mocy wniosek parlamentu o jego impeachment, a od 10 lipca ponownie przebywa w areszcie.
Zarzuca się mu kierowanie zamachem stanu w spisku z ówczesnym ministrem obrony Kim Jong Hjunem. Według śledczych, Jun nielegalnie ogłosił stan wojenny 3 grudnia 2024 roku, twierdząc, że chce wyeliminować "siły antypaństwowe" i ochronić kraj przed "zagrożeniem ze strony północnokoreańskich sił komunistycznych". Wydał wówczas rozkaz mobilizacji wojska i policji, by odciąć dostęp do budynku Zgromadzenia Narodowego i uniemożliwić deputowanym głosowanie nad anulowaniem prezydenckiego dekretu. Nakazał również aresztowanie przewodniczącego izby oraz liderów głównych partii.
65-letni Jun zaprzeczył zarzutom. Twierdził, że ogłoszenie stanu wojennego leżało w zakresie jego uprawnień jako prezydenta, a działanie to miało na celu zaalarmowanie opinii publicznej o utrudnianiu pracy rządu przez partie opozycyjne. Przekonywał, że ogłosił stan wojenny, aby odeprzeć "niegodziwość, która mogłaby zrujnować naród".
Parlamentowi ostatecznie udało się zebrać i zagłosować za zniesieniem stanu wojennego pomimo zakazu działania partii politycznych spowodowanego stanem wojennym.
Nie wykonano wyroku śmierci od niemal trzech dekad
Korea Południowa ostatni raz wydała wyrok śmierci w 2016 roku, ale od 1997 roku nikogo nie stracono. W przypadku sprawy byłego prezydenta oskarżyciele uznali jednak najwyższy wymiar kary za konieczny ze względu na skalę zagrożenia dla demokracji.
Podczas wtorkowej rozprawy prokuratura zażądała także kary dożywocia dla byłego ministra obrony oraz 20 lat więzienia dla byłego szefa Narodowej Agencji Policji Czo Dzi Ho.
Ostatnim byłym przywódcą sądzonym w Korei Południowej za zamach stanu był Czon Du Hwan (prezydent w latach 1980-1988). W ramach sprawy sądowej z 1996 roku prokuratorzy domagali się dla niego kary śmierci. Skazał go na nią sąd niższej instancji, ale ostatecznie sąd apelacyjny zmienił wyrok na dożywocie. W 1997 roku został jednak ułaskawiony przez prezydenta Kim Jong Sama.
Autorka/Autor: aaw/akr
Źródło: PAP, npr.org, The Guardian, Reuters
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/Kim Hong-Ji / POOL