"Nadszedł czas". Wielka manifestacja na ulicach Barcelony

Świat


Setki tysięcy Katalończyków wyszły w piątek na ulice Barcelony, by zamanifestować pragnienie oderwania tego regionu od Hiszpanii. 27 września odbędą się wybory do parlamentu Katalonii. W sondażach prowadzą ugrupowania separatystyczne.

Około pół miliona osób zgłosiło się do tego, bu przyjść na manifestację w białym ubraniu i uformować białą "ludzką mozaikę". Ma ona symbolizować białą kartę w historii tego kraju, którą Katalończycy o sympatiach niepodległościowych chcą zapisać po wrześniowych wyborach.

Czwartkowa manifestacja przypadła na obchody katalońskiego święta narodowego Diada. Upamiętnia ono Katalończyków poległych z rąk żołnierzy Filipa V w czasie wojny o sukcesję hiszpańską. Oblężenie Barcelony trwało 14 miesięcy. 11 września 1714 roku siły lojalne wobec Burbonów zajęły miasto.

301 lat później setki tysięcy Katalończyków przemaszerowały aleją Meridiana wznosząc flagi Katalonii oraz transparenty oznajmiające "Ara es l'hora" - "Nadszedł czas".

Niewielka przewaga separatystów

Sondaż państwowego Centrum Badań Społecznych przewiduje, że listy wyborcze - konserwatywna Junts pel Si (Razem dla tak) i antykapitalistyczna CUP - utworzone przez główne ugrupowania dążące do niepodległości Katalonii, wspólnie mają szansę na uzyskanie 44 proc. głosów. Zapewniłoby im to nieznaczną większość 68 miejsc w 135-mandatowym parlamencie regionalnym.

Szef katalońskiego rządu Artur Mas uważa, że taki wynik wystarczy, by rozpocząć proces przygotowujący Katalonię do odłączenia się od Hiszpanii w 2017 r.

Według innego sondażu na obie listy zagłosować może nawet 46,1 proc. uprawnionych, co zagwarantowałoby im 70-74 miejsc w parlamencie. Z poprzedniego takiego badania, opublikowanego w niedzielę, wynikało, że na te listy głosowałoby 44,8 proc. Katalończyków, co przełożyłoby się na 67-70 mandatów.

Jeszcze pięć lat temu tylko 20 proc. z 7,5 mln mieszkańców Katalonii opowiadało się za niepodległością regionu. Jednak odsetek ten wzrósł po ciężkich latach kryzysu i prowadzonej przez rząd polityki oszczędnościowej. Ponadto Katalończycy w 2010 r. poczuli się zdradzeni, gdy Trybunał Konstytucyjny pozbawił ich statusu "narodu" i zmniejszył ustanowiony w 2006 r. zakres autonomii regionu - przypomina agencja AFP.

Madryt ostrzega

Debata na temat niepodległości Katalonii wzbudza liczne kontrowersje. Zbliżające się wybory odbędą się po trzech latach sporów między katalońskimi władzami a hiszpańskim rządem Mariano Rajoya.

Przedstawiciele konserwatywnej rządzącej Partii Ludowej (PP) utrzymują, że Katalonii niezbędne jest wsparcie władz centralnych, a Rajoy zapewniał w środę, że "region potrzebuje władzy, która zajmie się prawdziwymi problemami ludzi". Socjaliści obiecują reformy konstytucyjne, które zapewniłyby Katalonii większą autonomię, a radykalna lewicowa partia Podemos (Możemy) opowiada się za przeprowadzeniem secesyjnego referendum.

Z kolei minister finansów Cristobal Montoro ostrzegł w poniedziałek, że niepodległość Katalonii, wytwarzającej ok. 19 proc. hiszpańskiego PKB, "spowoduje straszny kryzys społeczny w Hiszpanii i przerwie proces naprawy gospodarki".

Choć władze Hiszpanii uważają, że niepodległa Katalonia zostałaby wykluczona z Unii Europejskiej, były szef Komisji Europejskiej Jose Barroso oraz brytyjski premier David Cameron mówili, że regiony takie jak Katalonia, które odłączą się od UE, mogą ubiegać się o ponowne przyjęcie do Wspólnoty.

Autor: fil\mtom / Źródło: PAP, Reuters

Tagi:
Raporty: