TVN24 | Świat

"To, co się zdarzy, jest nieuchronne. Tutaj będzie tragedia"

TVN24 | Świat

Autor:
ft\mtom
Źródło:
PAP

Turyści czują się jak na wakacjach, wyjechali, żeby zapomnieć o koronawirusie – mówiła przed wylotem z Nepalu polska himalaistka Monika Witkowska, ostrzegając przed nadchodzącą tragedią. Opisując pogarszającą sytuację epidemiczną w kraju, w tym w obozach himalaistów pod ośmiotysięcznikami, zaznaczyła, że "z dwóch agencji wspinaczkowych wie, że w obozie pod Dhaulagiri jest duży problem z zarażeniami".

W Nepalu w szybkim tempie pogarsza się sytuacja epidemiczna. Budzi to obawy, że w tym himalajskim kraju może powtórzyć się sytuacja z sąsiednich Indii, gdzie przez wzrost zakażeń sparaliżowany został system opieki zdrowia. Nepalskie szpitale są zatłoczone, rząd prosi o pomoc inne kraje. Obecnie w Nepalu dochodzi do 20 przypadków COVID-19 na 100 tysięcy osób, mniej więcej tyle samo co w Indiach przed dwoma tygodniami. Miesiąc temu w tym liczącym 31 milionów osób kraju występowało dziennie około 100 przypadków zakażeń. Obecnie jest ich ponad 8600.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE W TVN24 GO >>>

Sytuacja w bazach pod ośmiotysięcznikami

W ostatnich tygodniach w Nepalu przebywała Monika Witkowska, polska himalaistka, podróżniczka i autorka. Razem z grupą turystów wyleciała z Nepalu 6 maja, ostatniego dnia przed zawieszeniem lotów międzynarodowych. W rozmowie z Polską Agencją Prasową mówiła o sytuacji epidemicznej w kraju, w tym bazach himalaistów pod Everestem i Dhaulagiri.

- Pod względem liczby turystów, w porównaniu do poprzednich lat, to zaledwie ułamek – mówiła Witkowska, opisując sytuację na szlaku do bazy pod najwyższym szczytem świata. - Najczęściej spotykaliśmy grupy z tak zwanego bloku wschodniego, na przykład Rosjan, Ukraińców, ale nie było takiego miksu narodowościowego jak wcześniej – oceniła.

Jak dodała, "zazwyczaj byliśmy pierwszą grupą od wielu dni w schroniskach i jedna grupa sama mieszkała w danym schronisku". - To było jednak przykre, bo właściciele noclegów opowiadali, że nie otrzymali od rządu żadnej pomocy w czasie epidemii. Wielu z nich wykorzystało lockdown na poprawę standardu schronisk, na przykład standardów sanitarnych, z myślą o turyście. A turystów niestety nie ma – zwróciła uwagę.

W samej bazie – mówiła himalaistka - pojawiły się rodzaje "płotów", oddzielające ekipy wspinaczkowe, których dawniej nie było. - Na takich ogrodzeniach wywieszono prośby o zakładanie masek i aby obcy nie przychodzili do obozów. Zanikło życie towarzyskie w bazie. Wcześniej odwiedziny na herbatę były czymś zupełnie normalnym, panowała rodzinna atmosfera – zauważyła.

- Są obozy, gdzie duży nacisk kładzie się na higienę i maseczki, odkażanie rąk przed wejściem do mesy. A są takie obozy, gdzie jest totalny luz, tak jakby COVID-19 nie było. Od dwóch agencji wspinaczkowych wiem, że w obozie pod Dhaulagiri jest duży problem z zarażeniami – powiedziała, dodając, że agencje wspinaczkowe muszą ewakuować część swoich klientów.

"Wyjechali, żeby zapomnieć o koronawirusie"

Dopytywana o kwestie bezpieczeństwa, Witkowska zauważyła, że "w wielu miejscach były prośby o noszenie maseczek w wioskach i utrzymywanie dystansu społecznego". - Miejscowi noszą tam maseczki, natomiast większość turystów maseczek w wioskach nie nosiło. Często widziałam, jak na przykład sprzedawca w Namche Bazar miał maseczkę, a kupujący turysta nie miał. W wielu schroniskach stoją środki do odkażania rąk, które używali miejscowi, ale już nie turyści.

- Turyści czują się jak na wakacjach, wyjechali, żeby zapomnieć o koronawirusie, co jest trochę zrozumiałe. Dlatego trudno ich było zmobilizować do zachowania środków bezpieczeństwa – oceniła.

"To, co się zdarzy, jest nieuchronne"

Odnosząc się do sytuacji pandemicznej w Nepalu, himalaistka zaznaczyła, że "jest duże prawdopodobieństwo, że przyjdzie fala uderzeniowa z Indii". - Duży błąd władze Nepalu popełniły, zezwalając na przesiadki indyjskich pracowników w Katmandu w drodze do pracy dalej w świecie, bo nie mogli bezpośrednio lecieć z Indii. W naszym hotelu, gdzie zazwyczaj zatrzymują się turyści, było dużo ludzi z Indii i Bangladeszu – mówiła.

- To, co się zdarzy, jest nieuchronne. Tutaj będzie tragedia. Już pomijam sferę "medyczną", że tym ludziom zabraknie pomocy medycznej, że będą umierali z braku tej pomocy. Ale szykują się problemy gospodarcze, które się będą ciągnęły, bo turyści tu szybko nie wrócą. (…) Brak turystów to dla wielu ludzi odcięcie od zarobków – powiedziała.

- Znam Nepal, znam Nepalczyków i wiem, że warto im pomagać - powiedziała, pytana o ewentualną pomoc międzynarodową dla kraju. - Rok temu wielu turystów zostało podczas lockdownu w górach i nie mogli wrócić w doliny. Ludzie zaoferowali im wtedy darmowy wikt i opierunek. Nepalczycy szalenie mi zaimponowali, sami są niebogaci, a gościli ludzi, którzy zazwyczaj mają więcej – dodała.

Sytuacja pandemiczna w Nepalu

W ostatni weekend 44 procent przeprowadzonych testów na koronawirusa w Nepalu dało wynik pozytywny - podała Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, ostrzegając przed zbliżającym się kryzysem w tym kraju.

Nepal ma słaby system opieki zdrowotnej, mniej lekarzy w stosunku do liczby mieszkańców niż Indie i niższy wskaźnik szczepień niż jego sąsiad. Wysoki poziom pozytywnych testów sugeruje, że znaczna część przypadków zakażeń nie jest wychwytywana. Według danych rządowych w Nepalu jest jedynie 1595 miejsc w szpitalach na intensywnej terapii i 480 respiratorów.

Organizowane w kraju masowe imprezy publiczne, w tym festiwale, polityczne zgromadzenia i wesela doprowadziły do rozprzestrzeniania się koronawirusa przy jednoczesnym powolnym działaniu rządu. - Sytuacja pogarsza się z dnia na dzień i może wymknąć się spod kontroli - powiedział w tym tygodniu rzecznik nepalskiego ministerstwa zdrowia Samir Adhikari.

Choć Nepal zamknął granice i wprowadził lockdown w najbardziej dotkniętych regionach, w tym w stolicy Katmandu, część ekspertów obawia się, że może to nie wystarczyć do powstrzymania COVID-19.

Autor:ft\mtom

Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: