"Widzieliśmy, jak ludzie wychodzą z lotniska. Byliśmy pewni, że zaraz wyjdą nasze rodziny"

Świat


W niedzielę rano rozbił się Boeing 737 lecący ze stolicy Etiopii Addis Abeby do Nairobi, stolicy Kenii. Zginęli wszyscy obecni na pokładzie - ponad 150 osób. Na kenijskim lotnisku przez kilka godzin czekali bliscy pasażerów samolotu. Jak relacjonują, po katastrofie nie przyszedł do nich nikt z obsługi lotniska ani linii lotniczych i nie poinformował o tragedii. - Byliśmy pewni, że zaraz wyjdą nasze rodziny - mówił jeden z oczekujących.

Boeing 737 rozbił się w niedzielę rano kilka minut po starcie z Addis Abeby, stolicy Etiopii. Samolot leciał do stolicy Kenii, Nairobi. Podróżowało nim 149 pasażerów i ośmiu członków załogi. Linie lotnicze przekazały, że nikt nie przeżył katastrofy. Polskie MSZ potwierdziło, że wśród ofiar było dwóch obywateli Polski.

CZYTAJ WIĘCEJ O KATASTROFIE >

"Nikt nam nic nie powiedział. Stoimy i nie tracimy nadziei"

Na lotnisku w Nairobi przez wiele godzin czekali bliscy pasażerów boeinga. Nie informowano ich o sytuacji, niektórzy o katastrofie dowiedzieli się od dziennikarzy lub z mediów społecznościowych. Jak podaje Reuters, przedstawiciele kenijskich władz dotarli na lotnisko dopiero po pięciu godzinach od wypadku.

- Widzieliśmy, jak ludzie wychodzą z lotniska. Byliśmy pewni, że zaraz wyjdą nasze rodziny. Po kilku minutach zobaczyliśmy informację w mediach społecznościowych, że rozbił się samolot. Nie przyszedł do nas żaden z pracowników lotniska ani linii lotniczych. Nie wiemy, co robić, z kim rozmawiać - mówił oczekujący na lotnisku mężczyzna, cytowany przez Associated Press.

- Czekamy na moją mamę. Mam nadzieję, że poleciała innym samolotem albo jej lot się opóźnił. Nie odbiera ode mnie telefonu - powiedziała Wendy Otieno, płacząc i ściskając w ręku telefon. Robert Mutanda czekał na swojego szwagra, obywatela Kanady. Około godziny 13 czasu lokalnego, kilka godzin po katastrofie, powiedział w rozmowie z Reutersem, że do oczekujących na bliskich "nie przyszedł nikt z linii lotniczych ani lotniska".

- Nikt nam nic nie powiedział. Stoimy tu i nie tracimy nadziei - dodał.

Bliscy oczekiwali na lotnisku na pasażerów boeingaReuters

Nie zdążył na przesiadkę, nie wsiadł do boeinga

O dużym szczęściu może mówić Ahmed Khalid, który rozmawiał z dziennikarzami na lotnisku w Addis Abebie.

- Leciałem z Dubaju do Addis Abeby, a później miałem lecieć do Nairobi. Ale przez opóźnienie lotu z Dubaju nie zdążyłem na przesiadkę. Kiedy dotarłem do Addis Abeby powiedzieli mi, żebym poleciał kolejnym samolotem, który miał startować o godzinie 11 - opowiadał.

Dodał, że zaraz po katastrofie, na lotnisku w etiopskiej stolicy "wszyscy pytali, o co chodzi, ale nikt nie udzielał odpowiedzi". - W końcu jeden z pasażerów zobaczył na telefonie, że samolot, który przed chwilą odleciał, rozbił się. Jakieś sześć minut po tym, jak wystartował - relacjonował.

Autor: ads//kg / Źródło: Reuters, TVN24

Raporty: