Urlopowicz z Niemiec, który zabrał swoją rodzinę na wakacje na grecką wyspę Kos, wielokrotnie był bezradny, gdy próbował znaleźć dla swoich bliskich miejsce nad hotelowym basenem. Choć rezerwowanie leżaków ręcznikami było wbrew zasadom ośrodka, większość gości i tak to robiła.
Mężczyzna budził się wczesnym rankiem i bywało, że już od godziny 6.00 szukał wolnego miejsca. Na leżakach nie było ludzi, ale na wszystkich leżały już ich rzeczy osobiste. Gdy prosił personel hotelu o ich usunięcie, nikt nie reagował.
Choć od tamtych wakacji minęły dwa lata, media teraz piszą o sprawie. Niezadowolony turysta pozwał bowiem organizatora wczasów jego rodziny - i wygrał w sądzie.
Spór o leżaki z finałem w sądzie
Niemiec już wcześniej domagał się bezpośrednio od organizatora wypoczynku zwrotu części kosztów, lecz ten wypłacił mu tylko 350 euro (1,5 tys zł). Złożył więc pozew, w którym stwierdził, że przebywanie nad basenem było istotne dla jego dzieci, lecz znalezienie nad nim miejsca było praktycznie niemożliwe. Zażądał zwrotu 986,70 euro (4,2 tys. zł) z ceny wycieczki, której koszt w całości wyniósł 7186 euro (30 tys. zł). Wnioskował o 15-procentową obniżkę ceny za dobę hotelową. Jak podaje portal NDR, sąd w Hanowerze orzekł, że mężczyźnie należy się wypłata całej kwoty, której się domagał.
Argumentowano, że choć biuro podróży nie zarządzało hotelem i nie mogło zapewnić każdemu klientowi dostępu do leżaka o dowolnej porze, to po stronie biura leżało zapewnienie "rozsądnej" organizacji stosunku liczby leżaków do liczby gości.
Źródło: BBC, NDR.de, Tagesspiegel
Źródło zdjęcia głównego: AdobeStock